Widzisz wypowiedzi wyszukane dla słów: Kronika medycyny
·
Głupi przykład może podam ale dobrze to obrazuje. Ile czasu możesz wstrzymać oddech pod wodą?? 2min? 2,5? 3?? A dał byś rade 20 minut? Niemożliwe?!? Poczytaj o poławiaczach pereł. Mogli nie oddychać przez 25 - 30 minut.
Głupi zaiste , bo "rekordy" 20-30 min. to są notowane w kronikach medycznych. Tyle wynoszą maks. czasy od utonięcia w zimnej wodzie do odreanimowania na OIOMie. A i tak u odratowanych zachodzą zmiany w mózgu, upośledznia niektórych funkcji itd.
|
Może faktycznie w nerwach na coponiektórych poniosło mnie zdziebełko i zawyżyłem pewne dane. sorki za to i zwracam honor. Ale wy też nie przesadzajcie. 4 minuty? Dodam że mówie o poławiaczach pereł a nie o morsach!!
"Głupi zaiste , bo "rekordy" 20-30 min. to są notowane w kronikach medycznych. Tyle wynoszą maks. czasy od utonięcia w zimnej wodzie do odreanimowania na OIOMie. " - RobertP czytaj wyżej.
Ale odbiegamy od tematu.
Pozdro & Respekt
|
"Głupi zaiste , bo "rekordy" 20-30 min. to są notowane w kronikach medycznych. Tyle wynoszą maks. czasy od utonięcia w zimnej wodzie do odreanimowania na OIOMie. " - RobertP czytaj wyżej.
Nie widzę sprzeczności, zwróć uwagę na pogrubienie. Są medycznie udokumentowane przypadki odratowania ludzi po kilkudziesięciu minutach pod wodą. Musi zaistnieć "sprzyjający" zbieg okoliczności, a mianowicie wychłodzenie ciała, np. wpierw ofiara utrzymuje się na krze, potem tonie. Wtedy hipotermia opóźnia śmierć mózgu, choć jego wrażliwsze rejony np. ośrodek wzroku ulegają uszkodzeniu.
|
Proponuje zmienic ta zasade i dopuscic ogloszenia w tej sprawie. Co do watpliwosci prawnych, to o ile dobrze pamietam nawet w slawetnym materiale w kronice mieli problem jak sprawe tych czaszek zakwalifikowac (w przeciwienstwie do kupna trawy). Nie wiem co w tym zdroznego ze na forum studenow medycyny, ktorzy ucza sie na czaszkach od zawsze, widnieje takie ogloszenie. Wg mnie zakup u kogos ze starszych lat jest lepszym i bezpieczniejszym rozwiazaniem niz wchodzenie w interesy z Panami z Ku Sloncu.
|
Proponuje zmienic ta zasade i dopuscic ogloszenia w tej sprawie. Co do watpliwosci prawnych, to o ile dobrze pamietam nawet w slawetnym materiale w kronice mieli problem jak sprawe tych czaszek zakwalifikowac (w przeciwienstwie do kupna trawy). Nie wiem co w tym zdroznego ze na forum studenow medycyny, ktorzy ucza sie na czaszkach od zawsze, widnieje takie ogloszenie. Wg mnie zakup u kogos ze starszych lat jest lepszym i bezpieczniejszym rozwiazaniem niz wchodzenie w interesy z Panami z Ku Sloncu. Bo jakby się na to nie patrzeć jest to handel ludzkimi szczątkami często bez zgody (za życia) samych zainteresowych. Mi to nie przeszkadza i dla mnie takie ogłoszenia powinny być normalne. Chodzi tylko o ludzi (a właściwie sępów) którzy szukają tanich sensacji po to by je później rozdmuchać do znacznie większych rozmiarów - vide zeszłoroczny reportaż w TVP3. I w zgodzie z zasadą "nie sprzeczaj się z idiotą, bo najpierw sprowadzi Ciebie do swojego poziomu, po czym pobije doświadczeniem", lepiej (dla naszego dobra jako studentow) takich spraw nie poruszać na ogólnodostępnym forum. Czaszki były zawsze tematem 'wrażliwym' i lepiej wykazać się pewnym 'taktem' i takie sprawy załatwiać mniej oficjalnie niż wrzucac na forum ogłoszenia "kupie CZASKĘ".
|
W mrocznych czasach średniowiecza, gdy w Europie zastanawiano się, ile diabłów może zmieścić się w główce szpilki, Nie wiem, jak długo można Ci to wkładać do tego pustego łba, ale Średniowiecze było okresem największego rozkwitu humaniorum w historii nowożytnej cywilizacji europejskiej. Gdy u nas to kwitło, Saraceni kombinowali jak rozwijać kosmetyki i inne duperele (jak na zniewieściałą kulturkę schyłku przystało). Wszelkie zdobycze, o których, nieuku, piszesz, przejęli od Greków. W Europie tymczasem kwitła nauka (słyszałeś kiedy o renesansie XII wieku albo o szkole w Cahartres?). MOże powiesz, że proza oparta na dostosowaniu do uzycia antycznej retoryki była dowodem ciemnoty? Znaczyłoby to, że nie zdołaąłeś przebrnąć kroniki Kadłubka do końca (co ludziom pewnego typu się zdarza). Tak na marginesie, wiedziałeś, że ilość diabłów mogących się zmieścić na końcu szpilki precyzyjnie wyliczył Polak? Wies kto? Jak się nazywał? Oczywiście, ze nie wiesz. Wiesz zaś, kim był? Także nie wiesz. Był najwybitniejszym w swoim czasie w Europie medykiem. Nazywał się Mikołaj tzw. Polak i w całym chrzescijańskim świecie słynął jako autorytet z dziedziny medycyny.
|
Raj. Doucz sie, to zrozumiesz. Kler stał na straży kultury, zaś feudalizm, studencie HISTORII, był na fali wznoszącej i w ówczesnym stanie gospodarczym stanowił optymalne rozwiązanie. Najprostszy mnich z byle klasztoru błyszczał erudycją, o jakiej pomarzyć mogą najwybitniejsi współcześni naukowcy. Dziesięcina opłacała to, zaś pańszczyzna utrzymywała obrońców przed licznymi wtedy zagrożeniami zewnętrznymi. Przeczytaj choćby kronikę Galla - w oryginale. Tak pięknie i sprawnie jezykiem nie operuje dziś nikt. Dowodzi to niesamowitego rozwoju humaniorum. Średnia życia była niska, bo wtedy właśnie tworzono medycynę, która rozwija sę dziś. Może też porównasz architekturę średniowieczną z tym szklanym g***em, które nas otacza? Ona trwa do dziś, a to cholerstwo rozsypie się za 15 lat.
|
Właśnie skończyłam Życie na trzy psy Abigail Thomas. Na okładce napisano, że jest to książka wspomnieniowa. Może i tak - ale za to jak napisana! Jest sobie małżeństwo i mają psa. Mąż wychodzi z psem na spacer, pies nagle szarpie za smycz, urywa ją, mąż wpada za psem na jezdnię i zostaje potrącony przez samochód. W wyniku wypadku doznaje nieodwracalnego uszkodzenia mózgu. Tak zaczyna się ta historia. Ale nie jest to kronika procedur medycznych spisana przez spragnioną cudownego wyleczenia żonę, nie jest to historia rehabilitacji uwieńczonej sukcesem, ani też zapis boju o pieniądze z ubezpieczenia - to opowieść o tym, jak udało się Autorce (żonie) zaakceptować nową sytuację życiową, pogodzić się ze zmianą. Książka jest napisana pięknym językiem - opisy zywykłych, codziennych, koniecznych czynności przeplatają się z refleksjami narratorki. Autorka prowadzi czytelnika przez pięć lat swojego życia - opowiada o nowych psach, które zamieszkały w jej domu, o tym, jak zaczęła po latach ponownie używać samochodu, o koniecznej przeprowadzce, o pokonywaniu własnych lęków... a nade wszystko opowiada o drobiazgach, które tak naprawdę kształtują nasze życie, o sprawach, które były dla niej istotne. Najistotniejszą IMHO zaletą tej opowieści, jest to, że Autorka nie pcha się nachalnie ze swoimi wnioskami i przemyśleniami, przeciwnie - zostawia czytelnikowi przestrzeń na własne refleksje.
To po prostu dobra książka.
|
no ale Tomasz MIAL dostep do arystotelesa... jak oduchowny o wysokiej pozycji, nazwijmy to sluzbowej:) kto jeszcze?
Np nasz Wincenty Kadłubek żeby daleko nie szukać.Duchowny niezbyt wysokiej rangi z dzikiego kraju gdzies na końcu świata.W swojej Kronice niemal na każdej stronie cytuje starożytnych pisarzy bądź historyków lub normy prawa rzymskiego.Prawie sto lat przed Tomaszem. z opracowan to nie mieli za bardzo jakich korzystac bo ich nie bylo.. i nie wiem czy pamietasz ale wiele dziel greckich i rzymskich zaginelo, a znamy je tylko z arabskich odpisow....
Nie wiem ile dzieł antycznych znamy z arabskich odpisów ale z łacińskich znamy ich ok 8 tys.No i fakt że jakieś dzieło przetrwało średniowiecze jeszcze nie znaczy,że jest znane do dziś.Np we Francji wiele bibliotek klasztornych spłonęło w czasie renesansowych wojen religijnych.A ostatni istniejący na świecie kompletny egzemplarz "Dziejów" Polybiosa został podobno zjedzony przez polskich obrońców Kremla w 1612 roku. Zapytajmy teraz czy ktoś dysponuje przykładem na coś co było praktykowane w okresie średniowiecza, a co wieki późniejsze uznały z prymitywne, niegodne, zasługujące na potępienie i co spowodowało u współczesnych taki a nie inny obraz tej epoki? I co to było?
Nie wiem.Może używanie tzw."gąbek opiumowych"do znieczuleń podczas zabiegów chirurgicznych.W renesansie(cholera wie czemu) zaczęto pacjentów ciąć wyłącznie na żywca.Jeszcze na początku XIX wieku wielu luminarzy medycyny twierdziło,ze bezbolesna chirurgia to chimera.
|
kim jest racjonalista? www.racjonalista.plwnioski czarnego barana sa bledne a to dlatego ze: arheologia nie jest zabawa w zgadywanie a kazda teza mosi byc podparta dowodami, nie sa to bajdurzenia grupy nawiedzencow (takich jak dla niektoeych daniken) archeologia uzywa metod naukowych a jednym z jego glownych orezy (jak kazdej nauki) jest Sceptycyzm. co z tego ze ktos sobie cos ubzdura? musi jeszcze przekonac o tym reszte swiata (archeologicznego) co nie jest latwe. znaleziska archeologiczne to nie jakies tam kosci (w przypadku egiptu oczywiscie) tylko cale miasta domy swiatynie nekropolie grobowce osrodki wladzy i kultury zawierajace obraz owczesnego zycia bardzo jaskrawy i dokladny my jestesmy z egiptem owiele blizej kulturowo i myslowo spokrewnieni niz owi kosmici z nami wiec jest nam latwiej odczytac znalezista (wiemy np ze egipcjanie zonglowali hehe) a przede wszystkim dlatego ze wiedza o starozytnym egipcie pochodzi w duzej mierze z kronik ktore sami pisali, a ktore my odczytac mozemy (dzieki jakiemus tam kamieniowi z saragossy bodajrze ktory tlumaczyl pismo egipskie na greke...) pismo aumerow tez mozemy odczytac ale jesli ktos uwaza ze archeologia to dlubanie w ziemi to moze niedlugo dojs do w niosku ze medycyna to podawanie ludziom chorym jakich na chybil trafil wybranych substancji i oczekiwanie przy kawie coz to się wydarzy... a co do ewangelii to dyskusja raczej plonna...przede wszystkim owych pism nie bylo 4 ale 52 ( ) o tym ktore sa naprawde natchnione zadecydowal sobor (nie pamietam jaki) w 4 wieku n.e.
|
Dr House / House M.D. Lektor PL DVDrip [/quote] DANE TECHNICZNE: Język: Lektor PL DVDrip Plik : 349 MB (349 MB), czas 0:41:42, rodzaj: AVI, 1 ścieżka(i) audio, jakość 55 % Video : 312 MB, 1049 Kbps, 25.0 fps, rozdz. 672*368 (16:9), XVID = XVID Mpeg-4, Obsługiwane Audio : 37 MB, 124 Kbps, 48000 Hz, 2 kanał(y), 0x55 = MPEG Layer-3, Obsługiwane Odcinki Sezon 1 DVDrip Lektor PL 1x01 Pilot (Odcinek pilotażowy) 1x02 Paternity (Pochodzenie) 1x03 Occam's Razor (Brzytwa Ockham'a) 1x04 Maternity (Macierzyństwo) 1x05 Damned If You Do (Między młotem, a...) 1x06 The Socratic Method (Sokratyczna metoda) 1x07 Fidelity (Wierność) 1x08 Poison (Trucizna) 1x09 DNR (Nie reanimować) 1x10 Histories ( Kroniki) 1x11 Detox (Detoks) 1x12 Sports Medicine ( Medycyna Sportowa) 1x13 Cursed (Przeklęty) 1x14 Control (Kontrola) 1x15 Mob Rules (Reguły Ulicy) 1x15 Mob Rules (Reguły Ulicy) 1x16 Heavy (Ciężka) 1x17 Role Model (Wzór Do Naśladowania) 1x18 Babies & Bathwater (Niemowlęta i Kąpiel) 1x19 Kids (Dzieciaki) 1x20 Love Hurts (Zraniona Miłość) 1x21 Three Stories (Trzy Opowiadania) 1x22 Honeymoon (Miesiąc Miodowy) http://wru.pl/XF5ZXV9c/>>> Pobierz ten plik z super szybkiego servera! za DARMO Pobierz ten plik z super szybkiego servera! za DARMO Pobierz ten plik z super szybkiego servera! za DARMO Pobierz ten plik z super szybkiego servera! za DARMO Pobierz ten plik z super szybkiego servera! za DARMO Pobierz ten plik z super szybkiego servera! za DARMO
|
Pierwsze Uniwersytety na świecie zaczęły powstawać w X / XI wieku, w czasach Rzymskich szkolono normalnie Rzymian, wyobraź sobie, że system nauczania nie zawsze był taki sam, mylisz epoki historyczne. Fachowcy byli przeważnie szkoleni przez niewolników znających się na tym (przeważnie z Grecji) oraz już wcześniej wykwalifikowanych fachowców. To działało na zasadzie uczeń mistrz i tylko bogate rodziny mogły sobie na to pozwolić. Poza tym architekci uczyli się medycyny, gdyż w tamtych czasach architekci musieli to umieć (i tak tego nei było dużo).
Co do biblioteki nie zawierała ona kronik Rzymskich, tylko cenne pisma uczonych z całego śródziemia i ew. kroniki egipskie. Biblioteka spaliła się tylko częściowo podczas inwazji na Egipt.
|
O ciekawych wypadkach można przeczytać w ostatniej oficjalnej Kronice TOPR [TOPR haruje] : ** Czerwone Wierchy, zapewne z powodu częstych wizyt UFO oraz specyficznego biopola powodują skrajne wyczerpanie ludzkiego organizmu i utratę bio-energii, wymagając specjalnych technik ratowniczych i medycznych: 29.08 w rejonie Małączniaka i Kopy Kondrackiej poszukiwano dwójki turystów, którzy utknęli tam z braku światła i częściowo z wyczerpania. Około północy ratownicy natrafili na poszukiwanych. Po ogrzaniu i nakarmieniu sprowadzili ich na Halę Kondratową i dalej samochodem przewieźli do szpitala. Może byt jakiś bufecik na miejscu na Małołączniaku postawić...? ** Wygląda też że mamy inwazję staruszków na tereny wysokogórskie: [...] To kolejny groźny wypadek w Tatrach w ostatnich dniach. Staruszek schodził trudnym szlakiem ze Skrajnego Granatu w kierunku Czarnego Stawu Gąsienicowego. Potknął się i spadł kilkanaście metrów w dół. Na razie nie wiemy, ile ranny ma lat, ani jak się nazywa. Był w nazbyt złym stanie, aby wydobywać od niego takie informacje. A to mi przypomina cutat z B. Prusa: [...] Rozpędzona dorożka potrąciła przechodzącego ulicą staruszka. Nieszczęśnik zmarł w dordze do szpitala w wieku 52 lat... Pozdrawia Andrzej Ze Staruszków
|
Ale moze nasze wnuki... W koncu postep medycyny i te sprawy. A Byczek bylby wielce niegrywalny (dzialo nie na ta skale stolu), za to swietny jako element terenu Kombinuje za to nad czyms sensownym do Capa - tylko czemu wszystkie APC w kronikach maja 6 kol? O gasiennicach nie slyszeli? I 8 kolowych transporterach. Cholera, w calej wawie nie widzialem modelu 6kolowca...
|
Ciekawy temat. Ja ostatnio "wynalazłam" olejek pichtowy. Istne panaceum, jeśli wierzyć opisowi. A jak bierzesz ten czosnek ? pozdrawiam. Czosnek biore w tabletkach. Wyczytalem w kronice medycyny ze ten czosnek to wynalazek 1980 lub 81 roku przebadany przez jakis z Londyńskich szpitali dziala przeciwmiażdzycowo i przeciwnowotworowo. Ostatnio zacząłem też brac omega 3 bo wyczytalem ze Eskimosi o 400 razy rzadziej zapadaja na zawal serca a sedziwych Eskimosow jest malo poniewaz topia sie w swoich czolnach, z powodu zimna nie nauczyli sie plywac. Ale o olejku pichtowym nigdzie nie czytalem zaraz siadam przed netem i zuce sobie taki temat w wyszukiwarce sam jestem ciekaw czego sie dowiem
|
Lepsze to niż zubożały szlachciura rodem z Nowogródka czy inszej Psiej Wólki. Co to znaczy "szlachciura"? Szlachciurą to można być dla xięcia Radziwiłła. A wśród równych sobie, bene natos et possessionatos*, to się szlachcicem było. Medycyna zaś to dla łyków zajęcie, znaczy się dla mieszczan, ci zaś plebsem są i kwita. Pisał o tem imć Głowacki Aleksander: - Czy to może ten XXX, który jest lekarzem, albo inżynierem? - Gdzie tam, szanowna pani, ten XXX jest głupi jak but! - Ach, w takim razie będzie nam bardzo miło pana XXX poznać. I słusznie imć Głowacki czynił, że pisząc to pseudonimu użył. Wszak on te Kroniki tygodniowe na obstalunek pisał, niby jaki krawiec. A to się szlachcicowi nie godzi. *wśród to po łacinie inter, stąd przypadek zwany accusativus
|
`wojtek`, jak widze jestesmy z tego samego miasta, co moze sugerowac, ze znasz przypadek. Nie wiem, jaki cel ma twoj post. To prawda, pracuje `w innej firmie` niz ratownicy, ktorzy przyjechali na wezwanie do pacjenta. Nie ukrywam tego, bo mama powiedziala mi, ze wstydzic sie nalezy tylko zlych zeczy. Nie `przywlaszczylem sobie` tez tego przypadku, jezeli to masz na mysli; napisalem wczesniej, ze to oni robili, nie ja. Jednak jezeli jestes taki obeznany w branzy powinienes wiedziec, ze kontrakt na swiadczenie uslug przewozow medycznych ze szpitalem na Pomorzanach aktualnie ma podpisany i wykonuje `moja firma`, nie `twoja`. Chlopaki tam wlasnie przywiezli pacjenta, bo bylo najblizej od miejsca zdarzenia. Jednak wielka pomoca dla chirurgow szczekowo-twarzowych jest wykonanie badania tomografem, a Pomorzany, jak wiesz, takowego urzadzenia nie maja. I tutaj pojawia sie moja osoba, bo po doraznym zaopatrzeniu przez nich, nastepne 1.5 godziny ja spedzilem z pacjentem. Chopaki, jeszcze na ip, ostro wentylowali pacjenta workiem ambu, choc byl wydolny oddechowo i klucil sie z tym, co powodowalo w rezultacie zaburzenia oddychania u niego; o tym tez wiesz ? Nie bede tego rozwijal, kiedys z Olenka umowilismy sie, ze to forum nie jest kronika bledow medycznych. Widze tez, ze doskonale orientujesz sie, z kim pije wodke, komu podaje reke a komu nie, kto jest moim kolega i jaki rozmiar miseczki ma moja byla. take off
|
 Tytuł: Nic nie zdarza się przypadkiem Autor: Tiziano Terzani Wydawnictwo: Świat Książki Data wydania: Styczeń 2009 Kronika ostatniej podróży sławnego dziennikarza - wieloletniego korespondenta "Spiegla" w Azji - która stała się wyprawą w głąb siebie. Już ciężko chory, Terzani odwiedza i portretuje Amerykę, włóczy się po Indiach, powraca do Chin, odkrywając dla siebie tamtejszą medycynę, duchowość i spokój. Przypadkowe spotkanie ze starym mędrcem w Himalajach wyznacza koniec wędrówki w poszukiwaniu najważniejszego: harmonii ze światem i samym sobą... Piękna książka o urodzie życia, rozumie i szaleństwie, nauce, magii i odchodzeniu. Za: Merlin.pl
|
Skoro już jesteśmy przy historii materialnej – namacalnej , spieszę pokazać ku uciesze gawiedzi znaleziska z 25 stycznia 1807 roku , znaleziska czysto dowodowe . Pierwszym namacalnym znaleziskiem jest guzik oficera wojsk medycznych wielkiej armii , cieszy bo chyba jedyny w Polsce , tym bardziej cieszy bo nasz morąski i znajdował się w miejscu gdzie najbardziej się go spodziewaliśmy , honory dla Andrewa za odkrycie roku. Kolejnym niewątpliwie nie mniej zacnym znaleziskiem jest guziczek 96 pułku piechoty liniowej – tak, to ten sam pułk który przybył na czas z odsieczą od strony Łączna i sprał 1 i 2 batalion 7 pułku jegrów oraz batalion grenadierów jekatriesławskich goniąc dwie mile za Jurki. Brawa dla Marka za tak zacne odkrycie. Nawiasem mówiąc , gdyby nie posiłki 32 i 96 pułku piechoty pewnie czytalibyśmy o sromotnej klęsce Bernadotta pod Morągiem . Chociaż i tak trafiamy na historyczne wzmianki o porażce Bernadotta ( żródła rosyjskie i pruskie ) jak ta z kroniki miasta Miłomłyna : „....26 stycznia nadciągnął tu cały korpus armijny marszałka Bemadotte, zwanego również księciem Pontecorvo (teraz następca tronu szwedzkiego), po tym, jak dzień wcześniej uległ w bitwie pod Morągiem....” i tyle z pruskich wspomnień kronikarza dotyczącego „naszej bitewki”. Na koniec umieszczam fotkę tzw.”pieczarek” czyli kulek muszkietowych najbardziej popularnego znaleziska na jureckich polach.
|
Witam, skoro chesz napisac prace nie tylko o Egipcie- jak sadzilam na poczatku, to nie masz co sobie zawracac glowy pozycjami traktujacymi tylko o Egipcie. Ja takze w tym wypadku nie za duzo moge Ci pomoc. Zajrzyj do ponizszych pozycji - moze tam cos wiecej znajdziesz: Szulc W., Sztuka w sluzbie medycyny: od antyku do postmodernizmu, Poznan 2001 Stomatologia w malarstwie, Krakow 1999 Fulop-Miller R., Kulturgeschichte der Heilkunde, Munchen 1937. Jones P.M, Medieval Medicine in Illuminated Manuscripts, 1998. Pewenie nie za duzo Ci pomoglam, ale nic wiecej o medycynie w sztuce nie przychodzi mi do glowy. Zajrzyj jeszcze do wszelkich dostepnych Kronik Medycyny. Wyszlo ich kilka w ostatnich latach w Polsce. Mozesz tez poszukac na Amazonie no i Akademiach Medycznych - w Polsce jest ich 10. powodzenia Ola
|
Sorry ze się wtrancam w takie bajdy ale trzeba. To ze ktos przeszedl 3,5 km z przestrzelina w plucach nie jest zadnym dowodem berserkerstwa ani innych takich. Proponuje poczytac troche kronik wojennych z setkami takich i jeszcze bardziej drastycznych przypadkow i wyciagnac wnioski.... Zwykly czlowiek w stanie szoku urazowego potrafi wyczyniac wiele mimo iz wg ocen medycznych powinien dawno umrzec albo przynajmniej stracic przytomnosc. Mlodym uzytkownikom tutejszego forum, zwlaszcza nieobeznanym z takimi specjalistycznymi dziedzinami jak np. moc obalajaca pocisku z broni palnej radze troche pogoooglowac po polsku i angielsku i sie doksztalcic. Polecam zwlaszcza takie klasyczne przypadki jak tzw. "Masakra w Miami" (film nawet byl o tym). Polecam tez dotarcie to takich rodzynkow jak przypadek z USA kiedy murzyn 130 kg, nacpany czyms, rabowal supermarket, w efekcie interwencji policji otrzymal 33 trafienia z pistoletow kal. 9 mm Parabellum i jeszcze szarzowal z maczeta na przerazonych policjantow zanim ktos z odsieczy nia uziemnil go 2 trafieniami ze strzelby (kal. 12x70)... Proponuje tez zwrocic uwage na powtarzany w nieskonczonosc na Discovery film o slynnej klesce Anglikow pod Isanglwana odniesionej od Zulusow rzekomo odurzonych czerwonym muchomorem... Byly tam nawet testy jak to niby mialo dzialac wykonane na 2 zawodnikach judo, ten odurzony mial duzo wieksza wydolnosc chwilowa, wieksze napecie miesni, wieksza agresywnosc, wiekszy ciag na przeciwnika... ale tez i mniejsza szybkosc reakcji... Suma sumarum, efekty takich srodkow psychoaktywnych jak czerwony muchomor i inne grzyby i rosliny, sa naprawde zdumiewajace, ale do regularnego stosowania tego w ramach taktyki walki to się nie nadaje, efekt "szalu" bojowego jest niweczony przez spowolnienie reakcji, przycmienie spostrzegania i totalne wyczerpanie na koniec "ciagu"... Gdyby tak bylo wszyscy od dawna cpaliby i te armie ktore cpalyby wiecej, wygrywalyby... Co do jakichs pretensji do tego, ze gdzies w skandynawii przetrwala tradycja berserkerow, to niestety jest to totalna sciema... Juz sie spotkalem z takimi informacjami w necie, ze a to ktos w Norwegii czy Szwecji nagle ujawnia tajemnicze rodzinna tradycje szamanskie czy tajemnicze sztuki walki utrzymywane w sekrecie w jego rodzinie przez lat 200...300..500... A przy bliższej analizie okazuje się że jakis chlopak ledwo co po studiach naczytal sie czegos z mitologi nordyckiej plus chikung/kung fu/feng shui (i inne klimaty New Age) i teraz probuje produkowac cos na wlasny rachunek... Zenada...
Jakiekolwiek rzeczy ktore rzeczywiscie mialy miejsce sa w mniejszym czy wiekszym stopniu odnotowane w zrodlach historycznych i nie trzeba lykac sciemy... Sa tez rzeczy tajne i sekretne, ale akurat do nich nie nalezy zadna tradycja pseudoberserkerska...
Wosiu
|
Ja nie wiem, co to ta medycyna naturalna, ale po profilu działalności Ratha i spółki chodzi chyba po prostu o suplementy witaminowe, tylko, że ładniej zapakowane i z napisem, że "naturalne". Najbardziej zabawne jest to, że w swoim apelu wystosowany w imieniu narodów świata (nie pamiętam czy nas - Polaków - pytał się o zdanie) pluje na przemysł farmaceutyczny i chemiczny, od którego sam kupuje swoje witaminy i minerały, żeby je potem sprzedawać po zawyżonej cenie.
A ja naprawdę się starałam przybliżyć Ci to zagadnienie naprowadzając na konkretne nazwiska tamCo do meritum - trafiłam już dużo ponad rok temu w lokalnej gazecie na wzmiankę o tym, że planowane są zmiany, po których nie będzie można już produkować leków w których składnik chemiczny występuje z naturalnym - podawano przykład Raphacholinu http://www.informacje.far...ej-id-5505.htmlfragment - { Kronika Beskidzka } Ostatnio pojawiły się niepokojące informacje, że po 2011 roku z aptek mają zniknąć różnego rodzaju leki ziołowe. Taką decyzję podjęła Komisja Europejska wydając dyrektywę, która ograniczy leki ziołowe do składających się wyłącznie z substancji naturalnych. Natomiast preparaty z dodatkami syntetycznymi miałyby zostać wycofane z handlu. Jest już nawet "czarna lista" ziołowych medykamentów, których produkcja musi być wstrzymana.[...] Leki, które znajdują się na "czarnej liście", a jest wśród nich na przykład popularny raphacholin, stosowany przy dolegliwościach trawiennych, lub syrop na kaszel tussipect, są w aptekach dostępne bez recepty w każdej ilości. autor - dziennikarz Kroniki Beskidzkiej podpisany jako (nat) Ciekawe czy na tym portalu farmacji jest wiecej inf na ten temat.
|
Miejsce: Szpital
Pomimo zmęczenia lekarza, Jona wiedziała, że bystry umysł nie tak łatwo zwieźć w pole
- nie jestem dziennikarką i popieram krok jaki uczyniła matka dziecka, te łajdaki z podrzędnych pisemek zrobią wszystko by wyrwać człowiekowi ostatni element prywatności. Jak mówiłam wcześniej moje zajęcie polega na prowadzeniu własnej kroniki tej rodziny - widząc zainteresowanie lekarza kontynuowała - znam pana Grahama od jakiegoś czasu i wszak nie wie dokładnie czym się zajmuję to też prosiłabym by ta rozmowa pozostała poufna - Joan podsunęła krzesło i skupiła swe spojrzenie na lekarzu - ponieważ jest to zwyczaj mojej rodziny...wynikający pewnie z jakiejś odłamanej gałęzi, którą Bennettowie mogli znać już parę pokoleń wstecz. Każdy w mej rodzinie zajmuje się pisaniem kroniki tej rodziny aż po sam grób. Może mnie pan nazwać dziwaczką jednak to co sama ustaliłam jak i dowiedziałam się od własnego...panie świeć nad jego duszą - ojca. Wynika iż ta działalność jest swego rodzaju powinnością jaką złożył dawno dawno temu mój ród rodowi Bennettów. Powiem panu coś więcej... - tutaj się chwilę zamyśliła nie wiedziała czy może i w jaki sposób kontynuować wymyśloną na poczekaniu historyjkę - czerwień oczu była zwykle kojarzona ze znamieniem. Raz i w mej rodzinie się coś takiego zdarzyło. Tyle, że w tedy nie dysponowano tak zaawansowaną medycyną jak teraz i widząc ten kolor oczu przypomniał mi się fakt jaki był kilka pokoleń wstecz. Otóż tamto dziecko zmarło nie długo po swych czwartych urodzinach. Na co ? - rozłożyła bezradnie ręce - tego nie wiem. Dlatego chciałabym się spytać czy i to dziecko posiada coś takiego a jeżeli tak, to jak wygląda i czy może być niebezpieczne dla dziecka - nie wiedziała, czy historia się sprzeda. W tej chwili chyba bardziej polegała na jego zmęczeniu i błaganiu o sen lub kawę, jakie wyrażało jego spojrzenie przekrwionych oczu.
|
Masz rację, że idealnych rozwiązań nie ma. Ja nie miałem na myśli jakichś horrendalnych kar (takie byłyby przede wszystkim nieściągalne), ale np. na poziomie mandatu drogowego. Poza tym mnie raczej chodzi o istotne nadużycia, a nie typowe wypadki górskie. Właściwie już sama tylko potencjalna możliwość otrzymania kary mogłaby działać dyscyplinująco.
Na Słowacji jest to chyba zbyt daleko posunięte - stąd ten casus Rohaczy. Ja bym był za czymś pośrodku.
W moim odczuciu u nas, co budzi tu nieraz protesty samych ratowników, turyści są zbyt "rozpieszczeni" i ja zdaję sobie sprawę, że mówię to wbrew swoim własnym interesom, bo nie można wykluczyć że w takiej sytuacji sam się mogę znaleźć. Ale trudno, w końcu nikt mi nie każe się pchać w góry.
Mówię to na podstawie lektury oficjalnych kronik TOPR", jak i swoich obserwacji części turystów, dla których głównym wyposażeniem jest komórka i kompletnie nie wiedzą gdzie się znajdują. Przy dość łatwym dzisiaj dostępie do informacji nie wydaje mi się, żeby to się dało w przewidywalnym czasie poprawić "zwyczajną edukacją"; a komórka moim skromnym zdaniem daje szkodliwe poczucie bezpieczeństwa.
Zdarzają się przypadki alarmowania TOPR, gdy delikwent jest "w dyskotece", albo śpi smacznie w innym schronisku. Czasami turysta ucieka przed ratownikami itd. Wydaje mi się, że w takich przypadkach rozsądna kara miałaby działanie wychowawcze.
Aha, zauważyłem jeszcze jedną klasę "wypadków" - może ktoś biegły w medycynie wyjaśni mi na czym to polega - otóż opisywane są wypadki, gdzie (przy dobrej pogodzie, więc nie chodzi tu o jakieś wyziębienie organizmu!) młody człowiek (np. w wieku ok. 20 lat) wychodzi przykładowo, na Czerwone Wierch, i "nie jest w stanie zejść z powodu wyczerpania"!? Jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe: ja rozumiem, że można dostać zawał, czy jakiś atak serca, wylew itp. Ale żeby nie móc ZEJŚĆ idąc powoli, w dobrych warunkach?? Ja mam aktualnie sprawność fizyczną mniej więcej na poziomie 1/3 tego co było, gdy byłem o połowę młodszy, ale nawet mnie nic takiego się nie zdarzyło! - jak się za bardzo męczę to po prostu idę wolniej... Mogę zrozumieć że droga 1-dniowa może komuś zająć 2 dni, ale żeby bez obrażeń nie dało się w ogóle zejść, to nawet dla mnie jest trudne do wyobrażenia.
Oczywiście, tutaj nie chodzi mi o zrozumiałe przypadki "sercowe", które też dość często się pojawiają, ale zwykle wśród ludzi już po 40-tce (NB ich liczba też jakby się ostatnio zwiększyła i ja nie bardzo rozumiem dlaczego).
AndrzejZ
|
W kwestii tej mam "mieszane uczucia"... Pamiętam nie tak stary, a mocno nagłośniony medialnie tekst K. Łozińskiego (współpracownika "Gazety Wybiórczej") o "niekaraniu w górach", gdy chodziło o wycieczkę szkolną nieletnich. Jak daleko prawo powinno ingerować w naszą prywatność?? Moim zdaniem jak najmniej, gdyż nie można dorosłego człowieka traktować jak idiotę, nad którym ma czuwać "państwo". Jeśli ktoś dorosły chce się zabić -- to jest jego prywatna sprawa i nie widzę przeciwskazań, żeby mu w tym nie mógł pomóc przyjaciel!
Nie ma absolutnie możliwości "sformalizowania" (=uregulowania precyzyjnymi przepisami) wszystkich realnych, "życiowych" sytuacji. Stąd już dawno temu wprowadzono instytucję RABINA, do którego idzie się po poradę i interpretację Pisma. Powszechnie wiwadomo, że różni rabini daja różne odpowiedzi -- porządny wyznawca powinien się tylko trzymać jednego rabina, a nie zmieniać go, zależnie od bieżącej sytuacji... Ergo, myślę że formalne zaskarżenie organizatorów fatalnych wycieczek nie ma żadnych szans prawnych (choćna prawie się nie znam!).
Popieram natomiast MORALNE napiętynowanie organizatorów tych, jak wynika z dostępnych mi opisów (bezpośrednich informacji z pierwszej ręki nie posiadam!!!), poniekąd skazanych na niepowodzenie eskapad. Moim zdaniem nie jest tu przyczyną "brak legitymacji" (="uprawnień formalnych"), ale generalnie -- poważna niekompetencja, nieodpowiedzialność i "łapczywość" (na zyski, vel "kapitalistyczne podejście").
Faktycznie co najmniej 90% wycieczek w góry - od Beskidów po Himalaje - odbywa się na "zasadzie partnerskiej". Ja sam wielokrotnie i od lat byłem takich wycieczek uczestnikiem, od 40 lat chodzenia bez jakichkolwiek komplikacji. Zabronienie takowych wypraw i wprowadzenie "formalnych przepisów" byłoby skrajnym absuredem i nonsensem!!! Natomiast do dziś, pomimo sklerozy, kołaczą mi się w obwodach neuronowych przeczytane w kronikach TOPR informacje, np. o dwóch łojantach, którzy parę lat temu zostawili w zejściu, po zimowej drodze na Kazalnicy, partnera, który miał problemy z zejściem i którego po nocy sprowadzał TOPR. Ich nazwiska powinny być "czarnymi literami" wymalowane na wszystkich słupach...
To jest problem tzw. "środowiska", a nie prokuratorów, żeby tego typu sytuacje się nie powtarzały. Prokuratorzy niech się zajmują "ekspertami od medycyny", którzy traktuja ludzi gorzej niż ja swoją kotkę Matyldę (choć zapewne za chwilę szereg ekspertów medycznych stwierdzi, że ja, jako laik, jak zwykle nie mam racji, nic nie rozumiem, a wina leży oczywiście po stronie durnych dzienikarzy).
|
  ..............................................Tu odbywał się proces topnienia .................................................................................Tego wszystkiego już wkrótce nie będzie............................................ Gliwicka Fabryka Szkła wyburzana Gałąź przemysłu odchodzi po prawie stuletnim okresie istnienia W Neudorf (Nowa Wieś), na terenie w okolicy obecnego gliwickiego dworca głównego, wybudowano 90 lat temu fabrykę szkła. Kroniki podają następujące fakty: Fabrykę Szkła "Nannyhütte", posiadającą dwa piece, wybudowano w roku 1842 a w roku 1858 rozbudowano ją przez uruchomienie dwóch kolejnych pieców. W 1860 r. oddano do użytku maszynę parową do napędu szlifierni szkła. Zatrudnionych było 80 pracowników. Niemałą część produktów, które dzięki poprawionej konstrukcji pieców wytwarzane były przy niewielkim zużyciu paliwa, wysyłano do Paryża. W roku 1862 produkcja wyniosła 12 tys. kop szkła taflowego, 12 tys. kop szkła naczyniowego, 150 tys. butelek z zielonego szkła, 5 tys. kop naczyń medycznych i 60 tys. kop butelek na mleko. Zlecenie rozbiórki budynków fabryki otrzymała jedna z wrocławskich firm. Po zaprzestaniu produkcji w roku 1927, znikają teraz również hale zakładowe - ostatni świadkowie tego przemysłu. Okresowo było tu zatrudnionych do 400 ludzi. 6 do 7 wagonów szkła dziennie ładowano na trzech bocznicach kolejowych i wysyłano do wszystkich części Niemiec. W okresie powojennym sprzedaż na Górnym Śląsku spadła i stała tak mała, że kierownictwo musiało zdecydować o zaniechaniu produkcji. Pozostałe zapasy magazynowe jak i maszyny do dalszego wykorzystania przewieziono do głównej siedziby firmy w Dreźnie. W ten sposób znowu znikła z naszego najbliższego otoczenia stara gałąź przemysłu, która po wojnie nie była się w stanie utrzymać. staflik dnia Nie Maj 11, 2008 19:54, w całości zmieniany 1 raz
|
Podobno pisarz to człowiek mający pobieżną wiedzę z wielu, możliwie tylu ilu się tylko da, dziedzin. Kolekcjoner ciekawostek i wiadomości, które na pozór mogą się nigdy nie przydać.
Teraz jest dużo lepiej niż kiedyś zdobywać informacje - internet, książki, poradniki, wydawnictwa popularno-naukowe, fora specjalistów itd. źródeł jest dużo, a pisarz nie musi być ekspertem w dziedzinie, o której pisze. Musi tylko sprawiać takie wrażenie
Jeśli piszesz historię o fizykach kwantowych - to wcale nie musisz mieć takiej wiedzy jak oni. Przecież nie piszesz podręcznika ani pracy doktorskiej. Musisz nieco intuicyjnie wyszukać takie informacje, które są niezbędne do popchnięcia fabuły i kilka ciekawostek, które uwiarygodnią postacie... Nie można przesadzać z obciążeniem tekstu fachowym słownictwem ani szczegółami przypominającymi instrukcje użycia - bo to też Czytelnika znuży. Poza tym trzeba trochę podsłuchać żargon zawodowy. Każda grupa ma swoj tajemny język - czasem zupełnie inny niż tzw oficjalny, np lekarze. Nie mówią do siebie długimi, łacińskimi sentencjami z podręczników medycznych. Mają swoje powiedzonka, czasem dość makabryczne, czasem śmieszne.
Myślę, że jednym ze sposobów pracy może być najpierw wymyślenie historii, lub zarys jakiejś scenki, postaci. Na przykład: chcesz napisać o zabójcy na zlecenie w Polsce. Czytasz historie / artykuły prasowe / kroniki kryminalne o morderstwach na zlecenie, mafii itd. Ustalasz takie szczegóły jak używana broń (sprawdzając czy jest dostępna w Polsce, kto jej używa - np czy jest na wyposażeniu antyterrorystów, wojska itd), jak działa i do czego służy (inną broń wybierze zabójca do strzału w tłumie, z bliskiej odległości, inną snajper - tu liczy się zasięg itd, itd). Podczas konstruowania historii pojawiają się kolejne problemy / zadania do rozwiązania. Wtedy sięgasz do źródeł, aby uzyskać potrzebne informacje. Nie szukaj wszystkiego naraz. Szukaj konkretnych odpowiedzi, a to oznacza, że musisz umieć sprecyzować pytania.
Przykład: snajper siedzi na dachu i strzela. Do celu ma ok 2000 metrów. Zadaj sobie pytania, z jakiej broni, jakie modele, jakiej klasy musi to być specjalista, na co ew musi zwrócić uwagę. Musisz jako Autor wcielić się w niego i uporać się z pewnymi założeniami: jest ciemno (potrzebujesz noktowizora), cel i snajpera mogą odzielać np szyby kuloodporne. Zastanawiasz się, jak to obejść - myk do internetu i czytasz o szybach kuloodpornych. Rób notatki. Rezygnuj lub zmieniaj rzeczy, nad którymi nie możesz zapanować. Dokonuj wyborów - w końcu to Ty decydujesz, jak potoczy się historia, którą opowiadasz.
Budując sceny nie musisz sprzedawać całej swojej wiedzy, jaką zdobyłeś. To, że nauczysz się nazw wszystkich części, z jakich składa się kałasznikow nie znaczy, że wszystkie one muszą się pojawić w tekście. Ale jeśli już wprowadzasz jakieś dane, które Czytelnik może zweryfikować - sprawdź je w drugim, trzecim czytaniu tekstu, tak jak sprawdzasz błędy ortograficzne i gramatyczne.
Warto poprosić kogoś doświadczonego o przeczytanie tekstu i wskaznie ew luk, błędów, nielogiczności itd - np policjanta, żołnierza, lekarza. Może się okazać, że powie: no tak, powinno się to robić tak, jak opisałeś/aś ale naprawdę robi się to tak i tak (np obchodzi procedury) - to bardzo cenne spostrzeżenia, które NAPRAWDę uwiarygodnią tekst. Bardzo przydatne, choć tak niedoceniane są artykuły prasowe na temat np błędów lekarskich, błędów w śledztwach itd - pokazują nie tak jak powinno być ale jak bywa (czasem po prostu jak jest) - przez to lepiej się rozumie specyfikę zawodu i ludzi go wykonujących.
Oczywiście, trudno znaleźć mafioza czy szpiega, by dał takie cenne rady - tu trzeba posłuchać swojej intuicji i starszych od siebie pisarzy, którzy powiadają, że książki zawsze opowiadają o innych książkach czyli nie bójmy się czerpać od innych pisarzy - ale twórczo!
Tak myślę Pozdrawiam
|
Lipiec 1518 roku – pani Troffea pojawia się na wąskiej uliczce Strasburga i zaczyna tańczyć jak opętana. Umiera z wyczerpania po 4-6 dniach. Przed końcem tygodnia dołączają do niej 34 inne osoby. Początek sierpnia – wije się już 400 obywateli alzackiego miasta, którzy są dziesiątkowani przez udary i zawały serca. Władze nie mogą sobie poradzić z epidemią tańca. Rok 2008 - po 490 latach historyk John Waller proponuje zadowalające wyjaśnienie tego zjawiska.
Waller jest pracownikiem naukowym Uniwersytetu Stanowego Michigan i autorem mającej się wkrótce ukazać książki Czas na taniec, czas na śmierć: niesamowita historia plagi tańca z 1518 roku. Analizując ten fenomen, Amerykanin korzystał z szeregu dokumentów: notatek lekarzy, kazań, kronik i adnotacji rady miejskiej. Dzięki nim stwierdził, że objęte chorobą osoby nie trzęsły się bez ładu i składu. Ruchy ich rąk i nóg wyglądały na celowe.
Historyk zaznacza, że ten rejon Francji doświadczał skutków przedłużającego się kryzysu. Ludziom doskwierał głód, wielu chorowało na ospę, trąd i syfilis. Niektórzy stracili wszystko i musieli żebrać o jałmużnę. Epidemia tańca to, jego zdaniem, wywołana stresem psychoza - choreomania. Waller nie zgadza się z tezą Eugene'a Backmana, przedstawioną w książce z 1952 r. pt. Tańce religijne w Kościele katolickim i medycynie popularnej, że plaga to wynik spożycia pokarmów przygotowanych z mąki ze sporyszem – organem przetrwalnikowym buławinki czerwonej. Gdyby się tak rzeczywiście stało, pojawiłyby się konwulsje, a nie skoordynowany taniec oraz wizje, które na pewno nie dodałyby wygłodzonym ofiarom energii.
Robert Bartholomew, socjolog z Uniwersytetu Jamesa Cooka, postulował kiedyś, że osoby biorące udział w wydarzeniach sprzed prawie 500 lat były członkami pogańskiej sekty i odprawiały po prostu rytuał. Waller słusznie jednak zauważa, że nie ma dowodów, które by wskazywały, że tancerze naprawdę chcieli tańczyć. Wręcz przeciwnie, wyglądali na przestraszonych i zdesperowanych.
Mieszkańcy Alzacji byli zalęknieni, obawiali się własnego cienia. Nie pomagały im również popularne wtedy legendy, jak ta opowiadająca o karze świętego Wita. Gdy ktoś go rozsierdził, zsyłał na niego plagę kompulsywnego tańca.
Ogólna atmosfera danego okresu, a więc przesądy czy wierzenia poprzedzające stresujące wydarzenia, nadawała formę kształtującej się na tej bazie zbiorowej histerii. Ludzie wpadali w trans, który w trudnych warunkach ekonomicznych i społecznych potrafi być naprawdę zaraźliwy – podkreśla Ivan Crozier z Uniwersytetu w Edynburgu.
Epidemie tańca wystąpiły w średniowiecznej Europie jeszcze co najmniej 7 razy. Większość w okolicach Strasburga. Ostatnia tego typu plaga nawiedziła Madagaskar w latach 40. XIX wieku. Waller jest przekonany, że wydarzenia z 1518 roku są nie tylko dowodem na silną wiarę ludzi średniowiecza w nadprzyrodzoność, ale także wskazówką, do czego mogą nas jako gatunek doprowadzić strach i irracjonalizm.
Źródło: Kopalnia Wiedzy
|
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-03-16 15:43:41 A to wszytsko wiadomo z kroniki...co do chorzejącego Sulejmana - to zdrowieje i nie ma zamiary składac dymisji. Nowoczesna medycyna czyni cuda..zatem nowe otwarcie Mości Siewi III?
Siewi (Imperium SiewiLandii) 2009-03-17 18:45:27 Wielki spisek...oj wielki. Wszystkie służby prasowe Wschodu to gadzie języki, nie znają pojęcia uczciwości naszego kontynentu. Padyszach współpracuje z tymi spiskowcami, z których ust miast prawdy płynie grzech. I cóż mam czynić, kiedy słuchy krążą, że wschodni tyrani, po dogłębnej penetracji Zary, ruszą penetrować kolejnych cnotliwych władców Zachodu? Czyż można czuć się bezpiecznym? Czyż ja, zawsze wierny umowom, zasadom, etyce mogę liczyć na kulturalną konwersację z tymi nieokrzesanymi najeźdcami.
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-03-17 19:32:56 Z tymi nieokrzesańcami absolutnie nie mozna rozmawiać..ale ze mna Waść możesz i to zrozumiałe, ze względu na naszą dlugoletnią granicę pokoju i zawsze szczere intencje wobec Rzplitej...zresztą niedługo z archiwów Sulejmana spoczywające w jego zamku wyciągniecie Panowie Władcy tajne akta, z których język miłości poznacie. Oczywiście po jego szybkiej śmierci, pomino dobrego juz zdrowia Grzechem jest kłamać gdy smierć nadchodzi
Siewi (Imperium SiewiLandii) 2009-03-18 08:30:04 No ciekawy sposób dyplomacji, azaliż szalenie impertynencki. Ja obroną narodową nie zarządzam, zresztą nie wiem skąd te oskarżenia. Straciliśmy zaufanie do naszych sąsiadów.
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-03-18 08:40:58
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-03-25 21:47:17 Wielce Szanowny Siewi III...przyznam, że całe zamieszanie z zerwaniem naszego układu bylo związane z faktem, iz podejrzewałem Ciebie o zdradę na rzecz Egiptu i Japonii... Teraz nadchodzą dni bardzo trudne dla Turcji i w związku z tym, Sulejman na wzgląd naszych dawnych dobrych stosunków...prosi o wsparcie...w postaci dlaszych stabilnych naszych granic. Bym mógł przerzucic wojsko stacjonujące na naszych granicach do obrony granic połnocnych.
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-03-26 19:52:47 Czyżbym jednak podejżenia moje we właściwym kierunku skierował? Cisza z Waszej strony jest niepokojąca...
Siewi (Imperium SiewiLandii) 2009-03-26 20:58:08 Zapomniałem listu napisać. Jednakowoż Waszmość niechaj raczy wiedzieć, iż potraktował mnie niedobrze, co więcej podle swoją inwazją grożąć. Jednocześnie ja, w mej osobie nadal kocham Sulejmana, azaliż podpisywanie układów, od czasu reformy regenta dziedzina należąca do Sejmu. Wszelkich starań dołożyć mogę, by nasze stosunki układały się najpomyślniej. Ale jedyne co mogę obiecać to uczciwość. Nie jestem szczęśliwy z takiego wypadków obrotu, Turcja związana z królestwem Babilonu i sprzymierzem cesarzy, król Babilonu mym szczerym nieprzyjacielem, a sprzymierze cesarzy prędzej jego głosu niżli mojego wysłuchać raczy. Jestem rozbity, jednak sytuacja geopolityczna wymaga kroków, które nas nie zachwycają. Jednak niech Padyszach wie, iż na dno ciągnąć nie zamierzam Go, lecz bronić zbrojnie również nie mniemam-tak jak Padyszach milczał za czasów wojny z Hammurabim.
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-03-26 22:44:09 Oj Zacny Siewi III, każdy wąłdca zdolny do błędnej oceny. Weź pod rozwage równiez i dobre strony mego milczenia i w odpowiednim momencie w waszej wojnie z babilonią, gdzie przypominam tys aresorem nie babilonia była, to Turcja stanęła w obronie twego dziedzictwa kulturowego i poslów do Hammurabiego słac zaczęła by ten oszczędził... Czyż nie warte to było wydania tych kilkuset goldów złota, by teraz mimo wszytsko stać się jednym z najpotężniejszych państw świata? Szczerze podziwiam te budowle i prężność rozwoju Waszego państwa! Slę uklony i przeprosiny za bezpodstawne jak sie okazalo domysły...czego przyczynkiem jak mniemam były intryganckie podszepty... Pozdrawiam Sulejman ...liczę na odnowienie naszych dobrych stosunków
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-04-29 13:11:14 dzięki wielkie za grę i miłe wymiany not dyplomatycznych! za dwie tury mój koniec. pozdrawiam Sulejman/Bobek
Siewi (Imperium SiewiLandii) 2009-04-29 15:46:22 Jeżeli nie uderzasz na mnie możesz ruszać pierwszy Heh, też dziękuję swego czasu bardzo miło się współpracowało, szkoda że skończyliśmy gry z takimi stosunkami z jakimi zaczynaliśmy, ale też jakoś to się potoczyło tak. No cóż dzięki za wielowiekowe spokojne sąsiedztwo
Bobek1971 (Imperium Bobek1971Landii) 2009-04-29 16:13:13 gra była bardzo fajna...a wiadomo, że w trakcie pojawiają się rózne konflikty interesów, różne rozgrywki pomiędzy graczami, podstępy ...i o to chodzi w koncu w dyplo. jeszcze raz dzięki.
Siewi (Imperium SiewiLandii) 2009-04-29 19:00:04 Do następnej rozgrywki
|
Czy macie jakieś doświadczenie z cięciem? Czy kiedyś się cięliście? Co ogólnie sądzicie o cięciu lub o osobach, które się okaleczają?
Inaczej samookaleczanie - to niesamowity proceder, trzeba być mocno zdeterminowanym by zadawać sobie taki ból. „Miałam rozedrgane emocje i nie potrafiłam nad tym zapanować. I wtedy odkryłam coś, co mogłam mieć pod kontrolą — ból fizyczny” (20-letnia Magda). „Gdy wpadałam w dołek, zaczynałam się ciąć. To zastępowało mi płacz. Potem czułam się lepiej” (17-letnia Jessica). „Nie robiłam tego od jakichś dwóch tygodni. To dla mnie bardzo długo. Chyba nigdy nie uda mi się z tym zupełnie skończyć” (16-letnia Sylwia). MAGDA, Jessica i Sylwia nie znają się, wszystkie trzy przeżywały napięcia emocjonalne. I wszystkie trzy w podobny sposób je odreagowywały — znajdowały chwilową ulgę w samookaleczaniu. Okazuje się, że samookaleczenie „może się przerodzić w jedno z najsilniejszych uzależnień znanych medycynie”. Ono nie jest po prostu nerwowym nawykiem, lecz zazwyczaj sposobem odreagowywania jakiegoś stresu. Gdy ktoś chce z tym skończyć musi odważnie zastanowić się: Dlaczego się kaleczę? O czym myślę, gdy opanowuje mnie pragnienie, by to zrobić? Czy zadręczam się jakimś problemem, związanym na przykład z moją rodziną lub przyjaciółmi? Szukaj pomocy u innych przyjaznych Tobie osób. Magda wspomina: „Najważniejsza była świadomość, że jest ktoś, komu naprawdę na mnie zależy, komu mogę się wygadać, gdy jestem w dołku”. Dorota znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony wiedziała, że bez Boga sobie nie poradzi, z drugiej zaś myślała, że nie może liczyć na Jego wsparcie, dopóki nie skończy z samookaleczeniem. Co jej pomogło? Między innymi rozmyślanie nad Księgą 1 Kronik 29:17, gdzie o Jehowie Bogu powiedziano, że ‛bada serce’. „Jehowa wiedział, że w sercu szczerze pragnęłam z tym zerwać” — mówi Dorota powiedziała: „Gdy zaczęłam się modlić o pomoc, doświadczyłam czegoś zdumiewającego. Stopniowo nabierałam sił do walki”. Psalmista Dawid, który dobrze poznał smak cierpienia, napisał: „Zrzuć swe brzemię na Jehowę, a on cię wesprze” (Psalm 55:22). Jehowa nie tylko doskonale wie, co przeżywasz, ale też ‛troszczy się o ciebie’ (1 Piotra 5:7). Nawet jeśli sama siebie potępiasz, pamiętaj, że Bóg ‛jest większy niż twoje serce i wie wszystko’. Rozumie, dlaczego robisz sobie krzywdę i dlaczego trudno ci z tym skończyć (1 Jana 3:19, 20). Jeżeli powierzysz Mu swoje problemy w modlitwie i będziesz się starać je przezwyciężyć, ‛naprawdę ci pomoże’ (Izajasza 41:10). Może warto te rady wziąć pod uwagę. Pozdrawiam
|
Witam,
LPR wykonuje nadal loty w Tatry, wystarczy przeczytać kronikę TOPR pisaną przez A. Maraska w TP. Po wypadku sokoła w Zakopanem stacjonuje Mi-2 plus - nieco zmodyfikowana, wzmocniona wersja tego śmigłowca. Wszystkie używane obecnie przez lotnicze pogotowie helikoptery to właśnie "plusy". Śmigłowiec ten nie jest tak mocny, jak sokół i nie może wykonywac operacji, w których konieczne jest użycie wyciągarki - po prostu jej nie ma. Natomiast jest to w pełni wyposażona latająca karetka "R" - i jako taka powinna być używana. Można obejrzeć w ostatnim numerze Tatr zdjęcie żółtego, LPR-owskiego śmigła przy artykule o lawinie w Małej Świstówce - tak więc lata nie tylko wtedy, gdy jest jeszcze nadzieja na ratunek. Wydaje mi się, że obecnie sytuacja pod względem zabezpieczenia ratownictwa z powietrza jest nienajgorsza. Do nagłych medycznych zdarzeń (zawał, uraz wielonarządowy) wokół Zakopanego (nie tylko Tatry, ale Pieniny, Gorce, Beskidy i Podhale) - jest do dyspozycji Mi2+, który startuje w 3 minuty - do lotu w Tatry czas ten może być o kilka minut dłuższy, gdyby śmigłowiec wymagał "przezbrojenia".
Do operacji będących poza możliwościami tego śmigłowca można w 30 minut mieć sokoła Straży Granicznej (musi dolecieć z Nowego Sącza) I w perspektywie sokół TOPR po remoncie. Choć obawiam się, znając świdnicką fabtykę, że koszty wzrosną tak ze 2 razy, a termin na wrzesień będzie aktualny, tylko nie wiadomo, którego roku
Unikałbym używania określenia "uratowano dzięki helikopterowi" Raczej skłaniałbym się do mniej emocjonalnego określenia "udzielono pomocy" tylu a tylu osobom. Rzeczywiście zdarzają się sytuacje, w których bez bardzo szybkiego dostarczenia "medycyny" i natychmiastowego transportu pacjent by nie przeżył, o wiele częściej jednak lot pozwala po prostu na szybsze udzielenie pomocy i lepsze końcowe efekty leczenia (np. w zawale serca, urazie kręgosłupa, amputacji). A czasami jest to po prostu rozwiązanie o wiele bardziej komfortowe dla pacjenta i nie wymagające tak wielkiego ludzkiego wysiłku, np. transport człowieka ze złamaną nogą z jakiegoś wysokiego miejsca. Ratownictwo i medycyna to jest gra zepołowa, a na efekt w postaci naszego wyzdrowienia składa się tak samo praca ratownika, jak i później w szpitalu doktora, technika rtg. jak jedno z ogniw łańcucha zawiedzie - cały wysiłek idzie się kochać.
Przy okazji - wymieniane są często nazwiska pilotów, proszę, pamiętajcie o mechanikach, którzy czasem całą noc stoją na drabince, bo na rano śmigłowiec musi być sprawny. Mam wielki podziw dla p. Jurka Żebrowskiego, który "walczył" z sokołem na mrozie. I wielki szacunek dla jego spracowanych rąk.
Zgadzam się, że latanie śmigłowcem ratowniczym wiąże się z ryzykiem. Dane przedstawione przez Andrzeja mówią same za siebie. Poza górami też zdarzały się wypadki, w tym śmiertelne. Zginęła pielęgniarka ze szpitala w Morągu - podbieła od tyłu do pracującego śmigłowca i została uderzona "niewidocznym" ogonowym śmigłem, katastrofie uległ wojskowy ratowniczy śmigłowiec anakonda (morski odpowiednik sokoła). Nie tylko w Polsce, wszędzie podkreśla się ryzyko związane z operacjami ratowniczymi śmigłowców, bo ono realnie istnieje. Niedawno w górach Szkocji ratownik wypadł ze śmigłowca.
Zauważcie, że w lotach ratowniczych dopuszcza się latanie w warunkach, w których normalnie lot by się nie mógł odbyć (np. określona w instrukcji maksymalna prędkość wiatru dla Mi-2 - 15 m/s, chyba, że jest to lot ratowniczy - wtedy 18 m/s. Oznacza to nic innego, jak zawężenie marginesu bezpieczeństwa, dlatego decyzja o użyciu śmigłowca powinna być podjęta wtedy, jeśli korzyści przewyższają ryzyko. Np. trzeba zadać pytanie, czy lepiej lądować np. tuż przy wypadku na szosie, czy 50 m dalej w znacznie wygodniejszym terenie i podejść kawałek z noszami.
W Tatrach mniej więcej połowa (!) dni w roku jest nielotna lub częściowo nielotna, co warto wziąć pod uwagę, zwłaszcza jeśli ktoś wyznaje filozofię "mam komórkę i folię NRC, w razie nieszczęśicia za kilka minut będzie śmigłowiec".
Pozdrawiam,
Kajetan
|
Z kroniki Novus Ordo
Emerytowany szaman z Lublina
– Księże arcybiskupie, co tak naprawdę mówi wahadło?
– To nie wahadło mówi, ale ludzki organizm. Wahadło tylko ujawnia jego reakcję. ono tylko przez nerwy i mięśnie daje znak. Podczas badania radiestezyjnego zadaję swojemu organizmowi proste pytanie. I dostaję prostą odpowiedź: tak lub nie.
– Czy w pytaniu radiesteta odwołuje się do swojej podświadomości?
– Współcześni badacze podkreślają wielką rolę podświadomości, która jest wielkim zbiornikiem doznań poznawczych, z których tylko drobna część przechodzi przez naszą świadomość. Podświadomość można porównać do komputera, który zawiera wielką ilość danych. Na zadane pytanie dokonuje się w niej nieznany nam proces poszukiwania. Jego owocem jest odpowiedź: tak lub nie. (...) – Odwołuję się w tym momencie do pańskiej podświadomości i pytam o wrażliwość organizmu na szkodliwe promieniowanie cieków wodnych. I liczymy. Osiem ruchów. To jest bardzo niska wrażliwość. (...) – Teraz zwracam się do podświadomości i pytam o stan pańskiego zdrowia. Dziewięćdziesiąt pięć, dziewięćdziesiąt sześć, dziewięćdziesiąt siedem procent. Jednak tam coś jest brak. Te trzy pozostałe procenty sygnalizują jakiś problem.
– Czy da się ustalić, jaki?
– Możemy spróbować szukać, co tam szwankuje.
Po raz trzeci wahadło powędrowało w moją stronę. Śledziłem jego ruchy z niepokojem i ciekawością. Z niepokojem, że dowiem się, o czym nie wiem. Z ciekawością, bo kilka dni temu robiłem sobie profilaktyczne badania. Jeżeli wahadło potwierdzi wyniki...
– Odwołuję się do podświadomości. Pytam o stan poszczególnych organów i układów...Mamy problem z układem krążenia i... cholesterolem. Spróbuję zbadać jego poziom.
Wsłuchiwałem się w spokojny, miarowy głos księdza. Po chwili usłyszałem wynik. Poziom cholesterolu, zbadany przez niepozorne wahadełko dokładnie pokrywał się z wynikami laboratoryjnych badań... (...) ksiądz arcybiskup Bolesław Pylak od lat używa wahadełka do sprawdzenia jakie leki i jakie rodzaje pokarmów są dla niego szkodliwe lub nie. (...) Wbrew przywołanej opinii stwierdzam z całą odpowiedzialnością, że katolicy mogą korzystać z pomocy radiestetów i bioenergoterapeutów. W tym wypadku wykorzystujemy naturalne siły natury, dane przez Stwórcę dla naszego dobra, zgodnie z nakazem „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Dlatego bronię znachorów XXI wieku...
Tyle posoborowy szaman z Lublina - Abp Bolesław Pylak. A co na ten temat ma nam do powiedzenia Katechizm Kościoła Katolickiego?
2115 Bóg może objawić przyszłość swoim prorokom lub innym świętym. Jednak właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie. Nieprzewidywanie może stanowić brak odpowiedzialności.
2116 Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: odwoływanie się do Szatana lub demonów, przywoływanie zmarłych lub inne praktyki mające rzekomo odsłaniać przyszłość. Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb, zjawiska jasnowidztwa, posługiwanie się medium są przejawami chęci panowania nad czasem, nad historią i wreszcie nad ludźmi, a jednocześnie pragnieniem zjednania sobie ukrytych mocy. Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem - połączonym z miłującą bojaźnią - które należą się jedynie Bogu.
2117 Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim - nawet w celu zapewnienia mu zdrowia - są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. Praktyki te należy potępić tym bardziej wtedy, gdy towarzyszy im intencja zaszkodzenia drugiemu człowiekowi lub uciekanie się do interwencji demonów. Jest również naganne noszenie amuletów. Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich. Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka.
Zastanawiamy się, czy ksiądz arcybiskup w swojej diagnostyce wykorzystuje tylko wahadełko (chętnie poznalibyśmy typ - czy to wahadło Izis, Radion, a może najlepiej się Ekscelencji pracuje z wahadełkiem Atlantów?), czy tez może nie pogardzi innymi akcesoriami typu różdżka. No i ciekawość nas zżera, czy w katedrze zostały już zainstalowane stosowne odpromienniki, bo to zapewne bardzo niezdrowo sprawować Najświętszą Ofiarę na żyle wodnej.
Napisał Dextimus dnia 13.6.07
|
Cóż, nie podoba mi się to, już wcześniej swoje zdanie napisałem, ale rozwinę. Uważam, że nowa pora nadawania tego prawdziwego "Wieczoru z Jedynką" nie jest ani racjonalna, ani lepsza od wcześniejszej. Taka argumentacja przypomina mi argumenty Fijałkowskiego, że audycje muzyczne są przesuwane na godziny nocne, żeby słuchacz mógł się lepiej na nich skupić  Słuchałem PR 1 od siedmiu lat ("Wieczoru z Jedynką" od pięciu) i nie przypominam sobie, żeby kiedyś w wakacje rezygnowano ze słowa i zastępowano wszystko pasmami muzycznymi (autorskimi czy plujlistą to nie ma znaczenia). To jest już wymysł Sobali, a nie racjonalne potrzeby słuchaczy! Tak, jak mówi Michał, nie można pozbywać się stałych słuchaczy. Gdyby "Wieczór" od zawsze zaczynał się w okolicach 23.00, to bym go po prostu nigdy nie słuchał, ale zaczynał się wcześniej i słuchałem, bo mi odpowiadały wczesne godziny, a nie późne, dlatego nie dam się przekonać do tego, że zmiana godzin emisji na nieludzkie wbrew stałym słuchaczom jest racjonalna. Nie wszyscy też w wakacje kładą się spać później. Młodzież może tak, dorośli już niekoniecznie mogą sobie na to pozwolić, a to oni przeważnie słuchali tej audycji! Dla nocnych słuchaczy powinny być audycje, ale zabieranie wieczornym słuchaczom, żeby dać nocnym, przypomina mi podłą zamianę nadajników Dwójki i Bisu na Jedynkę, w której też chodziło o to, by zabrać komuś, a komuś dać... Nie przekonuje mnie, że "Wieczór" nie będzie się gryzł z "Klubem Trójki". Polskie Radio to razem z regionalnym 5 programów i zawsze w którychś z nich będą się gryzły ze sobą dwie audycje słowne albo dwie audycje muzyczne. Dlaczego mają się nie gryźć akurat te w PR 1 i PR 3? W Radiu Rzeszów na przykład od 20 do 22 są audycje muzyczne i to autorskie! W PR 2 muzyka klasyczna, a w Bisce, jeśli się nie mylę, pasmo muzyczno-słowne. Czy to jest takie straszne, że akurat w PR 1 i PR 3 gryzły się dwie audycje ze słowem? Nie popieram nadawania na dwóch stacjach tego samego, jak kiedyś tej samej transmisji sportowej w PR 1 i PR 3, ale sam przyznajesz, Kamio, że bardziej ci pasowały tematy "Klubu", co znaczy, że te audycje były jednak inne i niby dlaczego nie może być większego wyboru, żeby każdy miał do wyboru tę, w której mu bardziej pasuje temat? Powracam od jutra do słuchania "Klubu Trójki", bo zły nie jest, ale w "Klubie" nie będzie wieczorów językowych, poradników medycznych czy przeglądu wydarzeń kulturalnych i w ogóle chyba jest mniej dyskusji o kulturze, tak mi się wydaje. Ale nie chcę tu wywoływać dyskusji o tym, co lepsze, tylko pokazać, że te audycje są inne. Nie oszukujmy się, to jest tylko dalsza komercjalizacja Jedynki, która teraz w 90% będzie podobna do RMF-u (jak najwięcej muzyki!), a nie żadne racjonalne zmiany! Nie taką Jedynka była do tej pory! Były audycje i słowne i muzyczne i to o różnych porach doby! Teraz wieczorem na pocieszenie zostawiono tylko pasmo od 20.30 do 21.00 i dla wielu " Kronika sportowa" (dla mnie nie), ale teraz tylko raz w tygodniu teatr i dwa razy w tygodniu reportaż... Ale to już nie to... Pasm 6.00-12.00 i 14.00-18.00 lepiej nie komentować w ogóle.
|
Imię: Vasemir Rashid Płeć: Mężczyzna Rasa: Człowiek Wiek: 29 Klasa: Mag Doświadczenie: 0 Historia: Rodzina Rashid, jak głoszą kroniki, ma młode korzenie arystokratyczne. Pierwsze wzmianki o nich pojawiły się w połowie XIII wieku II Ery, kiedy to Rahim Rashid był właścicielem jednej z wiosek na północ od Varulae. Kolejne informacje o nich dotyczą właśnie właścicieli tej wioski - Smoczego Leża, jak się zwała. Więcej informacji pojawia się dopiero w katach 30. XIV wieku II Ery, kiedy to rodzina Rashid posiada już kilka wiosek i znaczne włości graniczące z Keronem. Ziemie były cenne, ponieważ jako pierwsze odbierały towary z ziem leżących poza Urk-hun, posiadały dostęp do morza, a także miały u siebie źródło rzeki, którą można było spławiać towary do Varulae. Rodzina nie miała wprawdzie znacznych wpływów politycznych, ale miała stabilną sytuację - także finansową. Problem zaczął się po Wielkiej Zimie, kiedy załamał się import towarów z Keronu. Rodzina straciła większość majątku, a ostatecznym ciosem okazało się wytoczenie procesu przez goblińskiego magnata Kroliaka Tes-morena wobec Arleja i Sayda Rashidów pod zarzutem zdrady i szpiegowania - w rzeczywistości natomiast po prostu przemycali towary z północy. Sam Vasemir urodził się już w Karlgardzie, gdzie przenieśli się potomkowie Sayda. Jego rodzina do bogatych na pewno nie należała, jednak jego stryj i ciotka utrzymywali się na poziomie wystarczającym do zaspokojenia najpilniejszych potrzeb i bardzo podstawowej edukacji. Vasemir trafił do nich, gdy miał 7 lat - jego rodzice zginęli w pożarze, który wywołali orkowie nienawidzący demonów za jakieś dawne zrazy - dom natomiast był celem, ponieważ ojciec Vasemira, Rashaka, był diabelstwem. Vasemir po ojcu odziedziczył jednak tylko talent do magii - biesia krew nie objawiła się w żaden inny sposób. A i to nie wiadomo, czy to na pewno po nim. Jako 19-latek Vasemir rozkręcił swój pierwszy interes - kontaktował ludzi przypływających do Karglardu z odpowiednimi osobami w mieście - sklepikarzami, przekupnymi strażnikami, przemytnikami, magami. Niejednokrotnie się nacinał, nie mogąc zdobyć w takim wieku odpowiednich informacji - a do gangu go nie ciągnęło, jednak wiązał koniec z końcem. Ba, zarabiał nawet przyzwoicie - po roku się wyprowadził, a po trzech miał pod sobą siatkę kilkunastu ludzi. Mały problem sprawiał mu jednak nieopanowany talent magiczny, który objawiał się w chwilach silnych emocji lub gdy był na narkotykach. Interes również kręcił się coraz gorzej, więc po śmierci stryja Vasemir sprzedał cały zgromadzony dobytek i ruszył do Oros. Tam, kręcąc się przy Akademii - a szczególnie żaków z Katedry Magicznej - starał się rozwinąć swój talent magiczny i zasmakować życia. Pieniędzy starczyło mu na rok hulanki, jednak jako że nie był specjalnie rozrzutny, miał wystarczająco wiele pieniędzy, by wynająć mały warsztat, gdy tylko zorientował się, że dobrze mu idzie w umagicznianiu przedmiotów. Kilka miesięcy później na oroskim rynku drastycznie spadły ceny na słabe talizmany i amulety. Kilka tygodni temu uznał, że to, czym się zajmuje to jednak nie "to". Był pod trzydziestką i ukłuła go ambicja - nie dokonał nic wielkiego, nie przeżył prawdziwej, wielkiej przygody, nie zbił majątku. Postanawiając to naprawić, ponownie sprzedał wszystko, co miał i ruszył w drogę powrotną do Karlgardu. Wygląd:  Atrybuty: Siła 7 Zręczność 9 Wytrzymałość 8 Inteligencja 18 Siła Woli 9 Percepcja 11 Charyzma 15 Umiejętności Stali: Broń miotana Bójka Kusza Łuk Tarcza Uniki 10 Walka mieczem Walka obuchem Walka drzewcem Walka wręcz Walka dwoma broniami Mądrości: Astrologia MedycynaNauki przyrodnicze Finanse Historia Teologia Magii: Mistycyzm 20 Żywioł Ognia Żywioł Ziemi Żywioł Powietrza 17 Żywioł Wody Żywioł Energii 15 Tworzenie magicznych przedmiotów 20 Podróży: Akrobatyka Jeździectwo Kradzież kieszonkowa Otwieranie zamków Oswajanie zwierząt Retoryka 10 Skradanie się Profesji: Alchemia Garbarstwo Gorzelnictwo Handel Kowalstwo Krawiectwo Mechanika Muzyka Stolarstwo Ziołolecznictwo Ekwipunek: Broń: sztylet Pancerz: ubranie podróżne Inne: 2x woreczek magicznego pyłu Sakwa: 60 monet Znane zaklęcia: (max 9) - Lewitacja [M 15, P 15] - Niewidzialność [M 10, P 15 + 2M, 1 P/2min] - Zasklepienie rany [M 20, E 10] - Tarcza przeciw zaklęciom [M 20; E 10] - Piorun kulisty [M 15, P 16] - Rozproszenie magii [M 20, E 15] - Magiczny pocisk [5 M, 8 E + 1M, 2E/dod. pocisk] - Telekineza [M 10, P 2, E 2 + 1 M, 1 P/+5kg => x>3] - Wezwanie mniejszej istoty powietrza [M 15, P 15, E 10]
|
Dziekuje za wypowiedzi w sprawie pobytu sceptykow na grupie, odpowiem na nie, pozwolcie, razem.
Sondy sondami, ale pytanie o obecnosc sceptykow na paranaukach jest tej samej klasy, co pytanie o obecnosc paranaukowcow na grupach sceptycznych. Ku mojemu zdziwieniu, wyniki mojej minisondy wykazaly ze wiekszosc osob o pogladach paranaukowych chce obecnosci sceptykow na grupie.
No w sumie tak. Czasem zdarzaja sie ciekawe spostrzezenia, biorac jednak pewna "poprawke" na to, w co wierza sceptycy: czyli w tzw. "autorytety" i "setki tysiace badan tego samego". przeprowadzilem tu niejedna interesujaca dyskusje i mam nadzieje ze takich bedzie jeszcze wiele.
Oczywiscie, ze bedzie tu wiele interesujacych dyskusji. Ale niestety obie strony lubia "ugolnianie". Coz poradze, ze na obraz sceptykow pracuja m.in. "Rinaldo-Peterki" czy Waldki?? Skoro juz ustaliliscie ze jednak sceptycy sa tu elementem pozadanym to teraz prosze o wyrazenie opinii a jeszcze lepiej dyskusje nad tym czego wlasciwie sie spodziewacie po naszej obecnosci tutaj.
Czegoz sie spodziewamy? Dyskusji. gdybyscie ustalili (o ile to mozliwe) czy np. akceptujecie naukowe "traktowanie" spraw para-.
Tu nie ma o co pytac. Bowiem wszyscy paranaukowcy maja NAUKOWE podejscie do spraw para. Dlatego sa paraNAUKOWCAMI. A wrozki, przepowiadacze, jasnowidze - to obiekty. BTW ostatnio w "Przekroju" - ciekawy artykul o oszustkach-wrozkach we Wloszech. Ku przestrodze. Np. dajmy na to ja, jako paranaukowiec - W ZYCIU nie korzystalem z porad ZADNEJ wrozki. Dlaczego? Ano dlatego, ze uwazam, ze "mianowanie" sie wrozka - niczego nie daje.
A to, ze pewne grupy osob daja sie nabrac... no coz.
Czego oczekujemy od sceptykow?
Nie-kukielkowania. Na czym ono polega? To proste: my wiemy, ze wsrod "wrozek" jest 80% oszustow/oszustek ;) My wiemy, ze wsrod osob podajacych, ze posiadaja zdolnosci "paranormalne" jest 70 procent oszustow.
Ale paranaukowcy NIE ZAJMUJA sie oszustami. Oszustami zajmuje sie James Randi.
Tymczasem Randi kreuje sie na "badacza zjawisk paranormalnych" - niestety, jest on jedynie "demaskatorem oszustow". Zreszta robi to w sposob sugerujacy "naukowosc" i staje sie przez to ulubionym autorytetem sceptykow...
Ale paranaukowcom nie trzeba tlumaczyc, ze sa oszusci. Bo my to wiemy.
Tacy sami oszusci, jak wsrod naukowcow, ktorzy podrabiaja wyniki doswiadczen, jak wsrod lekarzy wydajacych falszywe recepty, czy przyjmujacych lapowki.
Czego oczekujemy od scepow? Ano to proste: skonczenia z "przykladami na oszustwo" - my sami o tym wiemy.
Ciekawe, czy np. jeslibym zaczal na pl.sci.medycyna ciagle przytaczac dowody na nierzetelnosc, lapowkarstwo, bledy i celowe szkodzenie - lekarzy - czy odebrane zostaloby to tak samo jak tutaj, na sposob:
Wszyscy lekarze to oszusci, lapowkarze, naciagacze, niewyksztalceni... itd.
Mozna. Ale po co?
Tu nie dyskutuje sie o oszustwach. Byc moze stworzy sie grupe: pl.misc.paranauki.oszustwa Ale od razu radze: pl.sci.fizyka.bledneteorie pl.sci.medycyna.nieuczciwi.lekarze pl.sci.kosmos.bledneteorie
itp.
roznie. Jedni wlasnie tego od nas chca, inni sa zdecydowanie przeciw.
Grupa wykracza poza "ramy" jednej nauki. Paranauki sa specyficzne: sa tu watki fizyczne (antygrawitacja, napedy vc), biologiczne (czy swiadomosc siedzi w chemii, czy poza nia, czy srodki farmakologiczne steruja emocjami itp.), psychologiczne (czy mamy jakies wlasciwosci psychokinetyczne)... Trudno wiec miec tutaj jakies sztywne ramy.
Jeszcze jedna sprawa. Mysle ze warto by bylo zebyscie zwrocili uwage na to ze pewne naganne zachowania sa obecne takze po waszej stronie barykady.
Nie ma stron "bez winy". Nie ma tak, ze sceptycy sa super, a paranaukowcy be. Ale odwrotnie tez nie. Chociaz z drugiej strony - to grupa z tematyki i nazwy jest para, ale NAUKOWA. Nie jest nienaukowa. Nie jest tez antynaukowa. Nie mozna mowic, ze zaprzeczanie dogmatowi, ze predkosc swiatla jest najwieksza jest "antynauka".
Nauka nie tworzy dogmatow, a raczej nie powinna sie na nich opierac.
nie moze byc tak ze zadacie od sceptykow nienagannego zachowania na liscie, folgujac jednoczesnie co poniektorym "milosnikom paranauk" ktorzy robia niezle bagienko na grupie niektorzy z nich w sposob nieraz dosc chamski traktuja druga strone.
No ja nie wiem... niektorzy sceptycy w sposob jeszcze bardziej chamski traktuja grupe... Przy czym okreslenie sceptycy odnosze do wszystkich tych, co na slowo UFO, Kryszna, antygrawitacja itp. dostaja drgawek wzdluznych, odruchow wymiotnych, albo skretow kiszek :))) I nic naprawde nie poradze, ze wsrod sceptykow poczesne miejsce znajduja tacy "przesmiewcy" jak Rinaldo (ktory sie wrecz szczyci tym, jak zgodzi sie z nim jakis inny "sceptyk"... wystarczy poczytac).
Czy Rinaldo to sceptyk... to inna sprawa. I teraz pojawia sie zaczatek odpowiedzi: skoro "chamscy" sa sceptycy - to moze "chamskosc" stad wlasnie bierze sie wsrod paranaukowcow? Skoro mamy po raz setny czytac, ze "Kronika Akaszy to kronika kaszy manny z mlekiem", albo "duchy i duszki wsiakaja w poduszki"... To mozna powiedziec, ze czarne dziury powoduja tortury, a kwarki sa dobre jak skwarki ze sloniny.
Co zas do trolli (po obu stronach) to najlepiej ich ignorowac.
No tak... ale trudno czasem odroznic trolla, od antytrolla, albo... Pozdrawiam! Automateusz
Szanowanko McKey Paranaukowiec niejednokrotnie dyplomowany
|
Wątpliwość co do nazwiska doradcy Nerona miałem już w czasie pisania postu – stąd podałem dwie wersje (Hobs lub Hones). Ale jak widać, wątpliwości też mają dobre strony, bo dzięki nim - jak sądzę – poznałaś Hobbes’a. Postać (osobowość) doradcy Nerona utkwiła mi w pamięci z okazji czytania jakiejś rozprawki naukowej z historii ekonomii w której autor powołując się na zapiski ówczesnych kronikarzy, rozważał alternatywę uratowania cesarstwa Rzymskiego, gdyby za pomysłem owego Hobsa czy Honesa, zniesiono cła w cesarstwie. Utkwiła dlatego, że autor owych kronik, wspomniał o jego linii obrony przed sądem senackim, już po śmierci Nerona. (to prawdopodobnie wówczas miała swój początek teoria o „moralności stadnej” a którą rozwinął w XIX wieku F. Nietsche)
Linia obrony doradcy zasadzała się na następujących przesłankach; 1.jeżeli naród nie ma chleba, to niezadowolenie społeczne można stymulować panującą religią. 2.jeżeli religia przestaje być stymulatorem nastrojów (a Neron jako Bóg przestał być autorytetem moralnym) to trzeba narodowi dać igrzyska. 3.„igrzyska” są dobrym narzędziem do skierowania agresji tłumu na podmiot zastępczy, nie związany z kryzysem politycznym lub gospodarczym. (tu agresję skierowana na chrześcijan)
Zdaję sobie sprawę, że powyższy tekst nie pasuje do prostoty wypowiedzi na forum, ale adresuję go specjalnie dla Rei. Niestety, brak mi cierpliwości szperać w moich zbiorach bibliotecznych by Ci podać materiał źródłowy. I niestety - moja pamięć pomału poddaje się sklerozie, stąd mam trudności w przypominaniu sobie szczegółów z historii ekonomii, jak również daty imienin moich bliskich. A przesłanki obrony owego doradcy zapamiętałem, bo jest to interesujący dowód do krytyki współczesnej teorii poznania, która zawłaszcza sobie prawo do odkryć socjologicznych, które już dawno zostały odkryte.
Mam oczywiście odruch pokory wobec obszaru niezgłębionej wiedzy, ale póki co, nie wierzę, że Neron jako polityk, odkrył związek między chlebem a igrzyskami. Ale dlaczego jemu przypisuje się odkrycie tej metody panowania nad tłumem? – Nie wiem! Wiem tylko, że jako pierwszy zastosował ją w praktyce na taką skalę. Neron miał całą rzeszę doradców w randze współczesnych ministrów, którzy nie przeszli do historii i nie są znani z imienia i nazwiska choć tworzyli wielkie dzieła, np. w architekturze, inżynierii wojskowej czy medycynie. To, że większą z nas zna Senekę czy Tygellina, to zasługa literatury z pogranicza historii takiej jak np. Quo vadis – Sienkiewicza.
Zanudzam tekstem dobrym na dyskusję seminaryjną, ale Rei poruszyła w swoim poście ciekawy wątek tyczący manipulowania człowiekiem (tłumem), co ma związek z dzisiejszą dyskusją w mediach na temat wyborów do parlamentu UE. Piszę ten post i jednocześnie słucham wywodów polityków o powodach niskiej frekwencji czy takiej a nie innej pozycji partii w rankingach wyborczych.
Pieprzą, ględzą, kombinują - tak odbieram ducha prawdy w tych dyskusjach. A szkoda, ze nie można przywołać do studia telewizyjnego ducha Platona lub Seneki – starożytnych politologów. Gdyby tak się stało to zapewnie komentarz Platona byłby następujący:
- Udział w wyborach zależy od poziomu zmanipulowanych emocji wyborców. Jeżeli udział jest słaby to znaczy, że partie polityczne dobrały złe środki manipulacji, albo wyborcy - wbrew opinii rządzących - są mądrzejsi niż się powszechnie wydaje.
Zgadzam się – dodaje Seneka. Jest rzeczą oczywistą, ze obecna ordynacja wyborcza do parlamentów, jest metodą zrzucania odpowiedzialności z rządzących na wyborców. Wygodna metoda – rządzący nie ponoszą żadnej odpowiedzialności karnej za problemy gospodarcze czy społeczne spowodowane złym zarządzaniem. Za moich czasów, które się powszechnie krytykuje, było Prawo i Sprawiedliwość polegające na tym, ze złego cesarza mordowano, a jego doradców skazywano na banicje lub galery.
Pewnie w tym momencie do dyskusji włączyłby się duch Hobbes’a z głosem sprzeciwu; - Panowie, to już inne czasy – nie ma już niewolnictwa i systemu feudalnego. Mordowanie złych przywódców narodowych za niedotrzymanie obietnic wyborczych, nie poprawi doli zwykłego wyborcy.
Mam inny równie skuteczny sposób na zdyscyplinowanie i odpowiedzialność posła. - Poseł w pierwszej kadencji nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia a które jest odkładane na kontach sejmowych. Otrzyma je tylko wówczas, jeżeli zostanie wybrany do następnej kadencji sejmu. Słowem – reelekcja posła – byłaby rodzajem wotum zaufania i prawem do otrzymania zgromadzonych w banku, należnych apanaży za poprzednią kadencję. Należy też zmienić w ordynacji wyborczej prawo wyborcze, w którym prawo do głosowania miałby obywatel który ma wyższe wykształcenie, nie był karany i w czasie głosowania przedłoży świadectwo z banku stwierdzające, że nigdy nie brał i nie bierze kredytów konsumpcyjnych. No i może - żeby schlebić o. Rydzykowi – prawa do głosowania należy pozbawić rozwodników, alimenciarzy, stare panny i urzędników państwowych.
O! - tak Rei – Hobbes to wielki człowiek. Cieszę się, ze poznałaś tak światłego myśliciela. Oczywiście z samej Wikipedii nie poznasz jego innych nowatorskich przemyśleń nad istotą człowieka.
Do przemyślenia ciąg logiczny; Człowiek jest szczęśliwszy, jeżeli nie ulega przypadkowym emocjom. Emocje mają swoje źródło w braku wykształcenia; Wniosek; Ludzie wykształceni są na ogół szczęśliwsi! .
|
Historia masażu Masaż jest jedną z najstarszych dziedzin wiedzy lekarskiej. Wywodzi się z Indii i Chin, gdzie wchodził w zakres rytuału religijnego. Już 3000 lat p.n.e. odnotowano w dziele chińskim Kung-Fu wzmiankę o leczeniu za pomocą masażu. W okresie medycyny sakralnej kapłani zalecali jego stosowanie, tak jak i wód mineralnych, w czasie spełniania obrzędów, które były częścią kultu religijnego i jednocześnie miały znaczenie lecznicze. Dopiero Hindusi w swej księdze mądrości Weda pochodzącej z 1800 roku p.n.e. podają dokładne wskazówki wykonywania masażu. W okresie medycyny sakralnej kapłani zalecali jego stosowanie, tak jak i wód mineralnych, w czasie spełniania obrzędów, które były częścią kultu religijnego i jednocześnie miały znaczenie lecznicze. Z czasem masaż odpadł od rytuału religijnego i chociaż wszedł w zakres leczenia, medycyna oficjalnie nie zajęła się nim. Jedynie z króciutkich przekazów pisemnych wiemy, że lekarze w niektórych chorobach zalecali masaż, o czym świadczą wzmianki w dziełach Hipokratesa, Celsusa i Galena. W Grecji masaż miał szczególne znaczenie dla sportowców biorących udział w igrzyskach olimpijskich. Nie był to masaż w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, lecz raczej namaszczanie przez natłuszczanie ciała oliwą przed zawodami. Namaszczanie i nacieranie były pierwszymi w świecie zabiegami, z których rozwinął się wiele lat później masaż zwany klasycznym. W kronikach historycznych państwa rzymskiego znajduje się notatka, że Juliusz Cezar, cierpiący na rwę kulszową, leczony był masażem z zastosowaniem głaskania, szczypania i ugniatania. Stąd wniosek, że tak Grecy, jak i Rzymianie rozumieli wartość masażu i stosowali go jako zabieg leczniczy, sportowy i kosmetyczny. W niektórych krajach słowiańskich, a wiemy na pewno, że w Polsce do połowy XIV wieku, istniały nawet łaźnie parowe, w których po kąpielach ludzie poddawani byli klepaniu rózgami w celu poprawy ukrwienia tkanek. Średniowiecze było okresem zahamowania rozwoju nauki i lecznictwa. Należy przypuszczać, że w okresie tym masaż był również zaniedbany. O masażu w całym tego słowa rozumieniu można mówić dopiero w XVI w. Został on wskrzeszony we Francji przez znakomitego chirurga i lekarza Ambrożego Pare (1517-1590). Jest on również twórcą masażu metodą uciskową. Pare zaobserwował, że głaskanie obolałych po operacji miejsc przynosi nie tylko ulgę w cierpieniu, ale również wywołuje zmiany w skórze, a nacieranie wywiera wpływ na mięśnie. Po raz pierwszy w dziejach medycyny lekarz ten zapisał swą obserwację i zaczął stosować masaż jako oficjalną, lekarską metodę leczenia. Dlatego w historii medycyny mówi się o Ambrożym Pare jako o wskrzesicielu masażu, gdyż on pierwszy nie tylko przywrócił stosowanie masażu, ale ponadto przeprowadził badania nad jego fizjologią. W dziejach masażu znaczną rolę odegrał również filozof angielski Bacon Werulamski (1561-1626), który zasady masażu opierał na wchodzącej wówczas w życie mechanoterapii. Następnym krokiem naprzód w dziejach rozwoju masażu są badania Friedricha Hoffmana (1606-1672), jednego z najznakomitszych ówczesnych lekarzy. Należał on do tych nielicznych wówczas medyków, którzy byli gorącymi zwolennikami naturalnych metod leczniczych. Prawdziwy jednak rozwój masażu leczniczego nastąpił dopiero na początku XIX w. dzięki lekarzom szwedzkim. Oni to opracowali metodę terapeutyczną i higieniczną zwaną popularnie "szwedzką gimnastyką", której częścią składową był także masaż. Po raz pierwszy spod pióra lekarzy wyszedł opracowany system stosowania masażu w poszczególnych chorobach i w profilaktyce. Największe zasługi położył Per Henrik Ling (1776-1839), szwedzki lekarz, założyciel Centralnego Instytutu Gimnastycznego w Sztokholmie. Mniej więcej w tym samym czasie we Francji lekarz Martin de Lyon wyleczył samego siebie z uporczywego lumbago za pomocą masażu. Szkołę masażu klasycznego stworzył lekarz holenderski Johan Mezger z Amsterdamu (1839-1909), którego uważa się za twórcę "masażu naukowego". Po raz pierwszy bowiem został opracowany w osobnym dziele cały system metod masażu oraz wskazań i przeciwwskazań opartych o doświadczenia i badania własne autora oraz niebogatą literaturę. Od czasów Mezgera datuje się stosowanie masażu w klinikach najpierw chirurgicznych, a następnie w innych oddziałach klinicznych, nie wyłączając laryngologicznych i okulistycznych. Szczególnie dobre wyniki osiągnął Mezger i jego uczniowie w leczeniu masażem chorób stawów. Do uczniów Mezgera należy zaliczyć również Polaka, profesora Uniwersytetu w Berlinie - Izydora Zabłudowskiego, który jest twórcą oryginalnej metody masażu.Zabłudowski pozostawił po sobie duży dorobek naukowy, między innymi liczne prace z zakresu masażu ogłoszone w trzech językach: polskim, niemieckim i rosyjskim. Piśmiennictwo polskie u schyłku XIX w. wzbogaciło się o kilka wartościowych pozycji, jak np.: J. Grabowskiego, I. Strabowskiego, J. Zawadzkiego. W okresie międzywojennym masaż stanowił dość popularną metodę leczenia, zwłaszcza w zakładach i gabinetach fizykoterapii. Wielu lekarzy nie tylko zalecało tę metodę leczenia, ale na podstawie własnej praktyki i obserwacji doskonaliło ją i opracowywało jej modyfikacje. Do zasłużonych na tym polu należą: M.Kosiński i J.Zaorski, którzy pozostawili dorobek naukowy wzbogacający ubogie piśmiennictwo polskie z tego zakresu. Rozwój chemii i farmacji przygłuszył znaczenie naturalnych metod leczniczych. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat obserwowało się odwrócenie medycyny od leczenia uzdrowiskowego, od gimnastyki i masażu. Dopiero w dzisiejszych czasach zauważa się wielki renesans naturalnych metod leczniczych, a między innymi i masażu. Prowadzi się badania nad działaniem masażu, szkoli się masażystów, zwłaszcza niewidomych, prawie we wszystkich krajach europejskich. Polecam www.fizjoterapia.czestochowa.prv.pl
|
Ludzkość przetrwała dzięki groźnym chorobomhttp://www.dziennik.pl/Default.aspx?TabId=255&ShowArticleId=34326
Ciężka choroba może uratować człowiekowi życie. Tak przewrotną tezę stawia w swej nowej książce "Survival of the Sickest" kanadyjski neurogenetyk dr Sharon Moalem - pisze DZIENNIK.
Według badacza, niektóre choroby genetyczne mogą być postrzegane przez pryzmat medycyny ewolucyjnej jako "mniejsze zło". Stanowią one przystosowanie do niesprzyjających warunków. Choć dla pojedynczych ludzi mogą okazać się szkodliwe, a nawet śmiertelne, ich sens ewolucyjny widoczny jest dopiero w skali całego społeczeństwa.
Jeden z opisanych przez dr. Moalema przypadków dotyczy choroby zwanej hemochromatozą. Jest to przypadłość polegająca na przyswajaniu przez organizm zbyt dużej ilości żelaza. Charakterystycznym dla niej objawem są rdzawo-brązowe plamy pojawiające się na skórze chorego. Może ona doprowadzić do uszkodzenia trzustki i wątroby. Mniej więcej dziesięć lat temu odkryto pierwsze mutacje genetyczne powodujące to schorzenie. Wraz z rozwojem badań stwierdzono, że jest ono stosunkowo rzadkie - przynajmniej w skali całego świata. Natomiast zastanawiająco często występuje u ludzi z północnej i zachodniej Europy, gdzie ma ją średnio 1 na 200 osób. Gdy skoncentrowano się na konkretnej odmianie hemochromatozy, która powoduje tylko nieznaczny wzrost poziomu żelaza we krwi, okazało się, że w niektórych częściach naszego kontynentu odpowiedzialne za nią geny posiada niemal co trzeci człowiek.
Współcześni genetycy potrafią podać przybliżoną datę pojawienia się mutacji genetycznej. W tym przypadku uznali, że gen kodujący hemochromatozę pojawił się we wczesnym średniowieczu, ok. 800 r. Dr Moalem jest jednym z autorów teorii, która wyjaśnia w jaki sposób hemochromatoza stała się tak popularna wśród niektórych mieszkańców Europy. Co więcej, uczony twierdzi, że wiele osób po prostu zawdzięcza jej życie. Według niego, to ona ocaliła Europejczyków przed "czarną śmiercią" - plagą dżumy, która spustoszyła nasz kontynent w połowie XIV wieku. Ofiarą zarazy padła wtedy co najmniej trzecia część ludności Starego Świata.
Co mają ze sobą wspólnego choroby tak różne jak dżuma i hemochromatoza? Otóż bakterie Yarsenia pestis, uznawane za przyczynę dżumy, atakują organizm za pośrednictwem jego własnych komórek odpornościowych: makrofagów. Jako "furtkę" wykorzystują zgromadzone przez makrofagi żelazo, które jest ich pożywieniem. Dzięki temu chorobotwórcze bakterie mogą się szybko rozmnażać. Dr Moalem zwraca uwagę, że sposób rozprzestrzeniania się dżumy ma związek z opisywaną przez średniowieczne kroniki charakterystyczną cechą zarazy.
Odnotowały one, że dżuma szybko powalała młodych mężczyzn, a nieco mniej śmiertelna była dla kobiet i dzieci. Można to tłumaczyć różnicą w ilości makrofagów w organizmach kobiet i mężczyzn. Panowie w kwiecie wieku mają zwykle najlepiej działający system odpornościowy, czyli w ich organizmach licznie występują bogate w żelazo komórki makrofagów. Z tego powodu byli oni łatwym łupem dla zarazy. U kobiet, które tracą krew w czasie menstruacji, poziom żelaza jest zwykle niższy. Właśnie tutaj widać związek między hemochromatozą a dżumą. Otóż u osób z hemochromatozą poziom żelaza w samych makrofagach jest niższy niż u ludzi zdrowych. Nie stanowili więc oni łatwego łupu dla śmiercionośnych zarazków. Oznacza to, że wśród szalejącej epidemii dżumy chorzy na hemochromatozę częściej pozostawali przy życiu i mogli przekazywać zmutowany gen swemu potomstwu.
W dobie zaawansowanej medycyny choroby genetyczne jako sposób na przetrwanie stały się w większości przypadków niepotrzebne, a nawet po prostu szkodliwe. Jednak według zwolenników medycyny ewolucyjnej, zrozumienie mechanizmów stojących za pojawieniem się niektórych chorób, może pomóc nam je zwalczać.
Mukowiscydoza - dur brzuszny Mukowiscydoza to jedna z najpopularniejszych chorób genetycznych. Często prowadzi do śmierci w młodym wieku. Zapada na nią średnio jeden na ok. 2500 Europejczyków. Chorują tylko osoby, które mają dwie kopie zmutowanego genu.
Według Geralda B. Piera z Harvard Medical School, posiadanie pojedynczego genu zmniejsza ryzyko zachorowania na dur brzuszny, chorobę, która swego czasu zabijała ok. 15 proc. chorych. Może też w pewnym stopniu chronić przed cholerą i gruźlicą.
Anemia sierpowata* - malaria Posiadanie pary genów odpowiedzialnych za anemię sierpowatą może doprowadzić do śmierci w młodym wieku.
Jednak pojedyncza kopia genu odpowiedzialnego za tę chorobę uodparnia w dużym stopniu na malarię. Choroba występuje głównie na terenach Afryki Środkowej i Wschodniej, gdzie malaria jest powszechna.
Podwyższony poziom cholesterolu - niedobór witaminy D U mieszkańców północnej Europy podwyższony poziom cholesterolu jest często spowodowany mutacją genu apoE4. Cholesterol jest potrzebny organizmowi do syntezy witaminy D.
Syntezę uruchamia ekspozycja na promienie słoneczne. Ponieważ w tej szerokości geograficznej słońce świeci stosunkowo krótko, gen gwarantujący wyższy poziom cholesterolu mógł zapewniać swym właścicielom szybszą produkcję witaminy D.
Cukrzyca typu 1 - wyziębienie organizmu Ta choroba metaboliczna może być odpowiedzią organizmu ludzkiego na nagłe ochłodzenie klimatu w Europie przed ok. 12 tys. lat. Cukrzyca typu 1 jest najbardziej rozpowszechniona wśród mieszkańców północnej Europy i ich potomków.
Wysoki poziom glukozy we krwi ułatwia organizmowi produkowanie ciepła. Choć nieleczona cukrzyca może prowadzić do śmierci, według teorii dr. Moalema - stanowi korzystną adaptację do niesprzyjających warunków klimatycznych. Średnia życia ludzkiego była wówczas tak krótka (ok. 25 lat), że nie pozwalała na pełne rozwinięcie się niekorzystnych objawów choroby. Za to ludzie z cukrzycą mieli większe szanse na doczekanie się potomstwa. Jak fantastyczne bogactwo informacji znajduje się w ludzkich kościach. Te badania powinny już całkowicie obalić mit jakoby mechanizmy ewolucji człowieka potrzebowały bardzo długiego okresu czasu dla doprowadzenia do trwałych i powszechnie występujących zmian genetycznych. Jak widać proces różnicowania genetycznego jest procesem ciągłym, posiadających silne uwarunkowania dostosowawcze, w tym także o charakterze regionalnym.
|
Historia Łomży ciąg dalszy W bezpośrednim sąsiedztwie ŁZPB „Narew” zbudowano Fabrykę Mebli. Wcześniej, bo, w 1969 roku oddano do użytku Rozlewnię gazu płynnego. W wyniku znacznego uprzemysłowienia liczba ludności miasta z około 20.000 Mieszkańców, w 1960 roku wzrosła do 39.000 tysięcy w 1979 roku i 46.553 w 1983 roku. Przyrost ludności wymagał przyśpieszenia budownictwa mieszkaniowego. Pierwsze bloki mieszkalne zbudowano na pierwszym osiedlu mieszkaniowym zlokalizowanym między ulicami Polowa, Sikorskiego i Al. Legionów w 1964-1966 rok. Kilka lat później oddano do użytku bloki przy ul. Sikorskiego i Al. Legionów, a w 1975 przy Wojska Polskiego (akwarium, z 3-ech mieszkań na jednym poziomie urządzano jedne). Pozostałe place na osiedlu Waltera (obecnie Dmowskiego) zabudowano w 1978 roku, a ostatni na skrzyżowaniu Polowej i Al. Legionów w 1979 roku. Na terenie osiedla w 1965 roku oddano do użytku szpital, w 1976 szkołę, przedszkole i żłobek oraz kilka pawilonów handlowych. Za osiedlem Dmowskiego łączy się osiedle Waryńskiego (obecnie Bohaterów Monte Cassino zbudowane w latach 1971-1973, położone na obszarze zamkniętym ulicami Polowa, Al Legionów i Mikołaja. Na tym obszarze znajduje się Zespół Szkół Zawodowych nr 1 wraz z Bursą zbudowany pod koniec lat sześćdziesiątych ub. wieku. Nieco dalej, w kierunku zachodnim przy Al. Legionów znajduje się budynek Zespołu Szkół Drzewnych, w którym, szkoła znajduje się od 1924 roku. W dzielnicy Rembielin w latach 1974-1976 - powstaje Osiedle 25-lecia PRL, położone na północny – zachód od Placu Kościuszki, w środku osiedla mieści się LO nr 1 w budynku zbudowanym w pierwszych latach XX wieku, na sąsiedniej ulicy Stacha Konwy mieści się Zespół Szkół Weterynaryjnych, zbudowany w latach 60 – tych ub. wieku. Przy ul. Wiejskiej znajduje się Zespół Szkół Medycznych w budynku dawnego szpital zbudowanego w 1878 roku. W zachodniej części miasta (między ulicami Nowogrodzką, Sikorskiego, Wojska Polskiego i Parkiem Miejskim im. Jakuba Wagi pod koniec lat 60- tych ub. wieku, a głównie w latach 70 – tych tegoż stulecia zbudowano 280 domów jednorodzinnych. Osiedle to nazwano „Parkowym”, a położone bliżej Sikorskiego „Osiedlem Młodych”.  1. Osiedle Młodych, w prawo niewidoczne Parkowe. 2. Osiedle Słoneczne w prawo do Dmowskiego. 3. Osiedle Łomżyca 4. Osiedle Słoneczne. Między „Osiedlem M0łodych”, a "Osiedlem Dmowskiego" powstało „Osiedle Słoneczne”. Na Łomżycy zaszły też gruntowne zmiany, zniknęły drewniane zabudowania, a w ich miejsce wyrosło nowe osiedle mieszkaniowe. Za Łomżyczką powstało „Osiedle Narew”. W 1978 zbudowano kościół p.w. Św. Brunona. W części miasta na wschód za Starym Rynkiem i Placem Niepodległości dominowało budownictwo indywidualne o niski standardzie. Na terenie Pociejewa, budownictwo zagrodowe. W ostatnich latach XX stulecie w miejsce starych często drewnianych wyrosły nowe domy najczęściej jednopiętrowe. W owym czasie zdobycie materiału graniczyło z cudem. Dostając zezwolenie na budowę był dopisek na nim „Urząd (Miejski, Gminy) nie zapewnia materiałów na budowę. Pomyślcie sobie ile trzeba zachodu, żeby zdobyć cokolwiek. Ale Polak potrafi. Sobie tylko znanymi sposobami załatwiali (wtedy nie kupowało się) wszystkie materiały na czas. Domki rosły jak grzyby po deszczu Kończąc przegląd budownictwa mieszkaniowego w ostatnich dwudziestu pięciu latach przed końcem XX wieku można stwierdzić, że w stosunkowo krótkim czasie na terenach położonych poza historycznym Śródmieściem wyrosły nowe osiedla i osiedla mieszkaniowe. Wprawdzie nie stanowiące o kompozycji przestrzennej, ale w zasadniczy sposób przekształciły oblicze miasta i poprawiły sytuację lokalową mieszkańców miasta. Rozwijało się też budownictwo przyzakładowe (PEPEES i Bawełna). W okresie powojennym zbudowano w mieście 4 przedszkola, 3 internaty, 2 szkoły średnie, 7 szkół podstawowych, Dom Dziecka, a w zakresie służby zdrowia i opieki społecznej 3 żłobki i 2 szpitale. Z obiektów handlowych: SDH „Jantar”, D.H „Merkury”, W.D.T., Delikatesy, Dom Handlowy na Łomżycy, oraz wiele pawilonów handlowych. Z większych restauracji w mieście należały „Hotelowa”, „Kameralna”, „Mazowiecka”, „Satyr” i „Matysiakowie”. Ze wspomnianych restauracji pozostała tylko Hotelowa, reszta poszła w zapomnienie. Nie poszły na marne pieniądze wydane na budownictwo, w szczególności obiektów użyteczności publicznej i zakładów przemysłowych. Władze obecnego ustroju przynajmniej miały, co prywatyzować i sprzedawać, za wyjątkiem „Bawełny”, widocznie jest trochę za dużym obiektem. Budownictwem, nie możemy pochwalić się, kompletny zastój nic nie opłaci się, najlepiej idzie likwidacja, szczególnie szkół, a najlepiej budowa kościołów, w tym ostatnim Łomża może pochwalić się prawdopodobnie w skali całego kraju. Żródło: 1.Donata Godlewska Dzieje Łomży od czasów najdawniejszych do rozbiorów Rzeczypospolitej XIw - 1795). 2. Ks. Witold Jemielity Katedra Łomżyńska. 3.Czesław Brodzicki Kościoły i Parafie w Ziemi Wiskiej i Łomżyńskiej. 4.Maria Kałamajska Saeed Katalog Zabytków Sztuki w Polsce. Łomża i okolice. 5.mgr. Jolanta Deptuła mgr. Donata Godlewska mgr. Czesław Nicewicz mgr. Zdzisław Sędziak Łomża i województwo - krajobraz i architektura. 6.Czesław Brodzicki Łomża i powiat łomżyński w latach II wojny światowej i trudnych latach powojennych. 7.S. Alojza Piesiewiczówna Kronika Panien Benedyktynek Opactwa Świętej Trójcy w Łomży (1939-1954). Pozdrowienia
|
|