dkr napisał/a:

Ostatnio jedyne w czym Śląsk jest naj to... najbardziej niebezpiecznych. To jest powód do dumy? Dla nas, czy dla Tych których tak wspominacie?! Tak wygląda opiewana przez Ciebie mądrośc i inteligencja. Ludzie którzy mieli te dwie cechy albo wyemigrowały albo dopiero wyemigrują. Bo mało kto widzi przyszłośc w tym regionie gdzie stanowiska obsadzone są przez kółko wzajemnej adoracji. Zamiast specjalistów mamy nie znających się na temacie urzędasów. Wybaczcie jeśli kogoś tutaj uraziłem to niech mnie pojedzie po uprzedniej argumentacji.

Śląsk niebezpiczny? No dobra, Katowice to nie przelewki ale trzy razej gorzej jest w Wa-wie, a w Kraku jak są derby to nie wychodzę z domu (jak czytam kroniki policyjne to włos mi się na głowie jeży - gwałcone kobiety, mordowane nieletnie kochanki - to była głośna sprawa gdy zaginęła jedna małolata - zabił ją jej facet -student - chyba była w ciąży. Odcinane głowy - o tym też było głośno itp.) ale tak jest wszędzie. Pokaż mi statystyki które tak mówią, bo ja ten niewierny Tomasz.
Nie uwierzę póki nie zmacam

Jeżeli chodzi o urzędasów czy o kółka wzajemnej adoracji to przepraszam, ale tak jest absolutnie WSZĘDZIE i założę się o moją kolekcje kapsli po piwie
(mam ich coś około 5000 - zaraz policzę ... 5012 ), że ślask w tej materii prymu nie wiedzie. Przekręty są wszędzie (nie ma jak krakowskie przepychanki na
stołkach).

dodano później
http://www.wprost.pl/ar/?O=91578

Ok dkr, pokornie przepraszam. Miałeś rację
Cudze chwalę, swojego nie znam

· 

W związku z prawem prasowym wnieśliśmy do redakcji dziennika "Fakt" o zamieszczenie sprostowania do tekstu, jaki ukazał się w 118 numerze z dnia 22 maja. Pani Beata Jackowska w artykule "Zamknąć stronę nienawiści" podała nieprawdziwe informacje pisząc na przykład, że : "Na bandyckiej stronie internetowej jest zdjęcie Adolfa Hitlera z napisem 'Heil Śląsk'."
Serwis nasz jest stroną informacyjną przekazującą codziennie informacje z życia wrocławskich klubów sportów walki, z działalności kibiców różnych klubów sportowych, z kronik policyjnych, a także dokumentującym twórczość związaną z wrocławskimi graffiti, tatuażami i wlepkami. Wśród zamieszczonych informacji dotyczących kibiców umieszczone są galerie "wlepek", które kolportowane są w środowisku kibicowskim. Dodajmy, że zamieszczonych w galeriach jest około 300 zdjęć naklejek, a tematem artykułu stały się jedynie trzy naklejki wybrane bardzo tendencyjnie. Serwis nasz nie zajmuje się kreowaniem rzeczywistości, ale jej przedstawianiem. Opisujemy fakty, ale nie tworzymy ich. Nie produkujemy "wlepek", a jedynie robimy zdjęcia naklejkom wiszącym we Wrocławiu. W związku z powyższym stwierzdzenie autorki tekstu o bandyckiej stronie, jest nieuprawnione i obraźliwe dla naszej redakcji. Jeżeli redakcja Faktu nie zamieści sprostowania wystąpimy z powództwa cywilnego do sądu ponieważ tekst Beaty Jackowskiej godzi w nasze dobra osobiste.


więc nazanczaniem kar niczego nie zdzialano... w państwie którego mentalność kształtowało wielowiekowa przynależność do Kościola na Śląsku zwłoki nienarodzonych dzieci nagminnie znajdowano w kloakach, gliniankach na brzegach rzeczek... gdzie próbowano schować dowody pokatnych zabiegów. Zamozniejsi przeprowadzali zabiegi w szpitalach... i to na ultra katolickim Górnym Śląsku... może chcesz dowodów? zajrzyj do kronik policyjnych z ostatnich stron lokalnych gazet z początków lat 20.XX w. naocznie przekonasz się, ze mimo zakazów państwowych i koscielnych proceder przewyższa wszelkie oczekiwania... A ile dowodów nie ujawniono?


Jasne. Skoro zakazy nie działają to sobie odpuśćmy i przestańmy nazywać zło złem co nie ? O. Posacki swego czasu nazwał aborcję zbrodnią o nacechowaniu stricte satanicznym. Pokrywa się to wymownie ze stanowiskiem Kościoła, że ktoś kto dopuścił się aborcji lub ją przeprowadził podlega ekskomunice. Zapewniam Cię, że zakazanie tej makabrycznej zbrodni ma na celu nie tylko właściwe zapobieganie jej. Ma też na celu nazywanie zła po imieniu. Każde państwo, które zezwala na coś takiego

http://www.youtube.com/watch?v=2Zep9AoUPJg

musi mieć tony tupetu, żeby mówić o przestrzeganiu sprawiedliwości w swoim obrębie.

24 miliony na koncie Orkiestry
2006-01-09, 10:20
Wczoraj zakończył się XIV finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, największej imprezy charytatywnej w Polsce: występy gwiazd, koncertowe sceny ustawione w kilkudziesięciu miastach i miasteczkach w całym kraju, plenerowe pikniki i i ponad sto tysięcy młodych wolontariuszy wędrujących z puszkami w drugą styczniową niedzielę.

Dziś rano na koncie WOŚP było ponad 24 miliony złotych, o dwa więcej niż w roku biegłym. Wszyscy po cichu liczą na rekord, chociaż nie o bicie rekordów tu idzie – co wielokrotnie wczoraj podkreślał Jerzy Owsiak - lecz o zbieranie funduszy na programy medyczne finansowane przez Fundację. W tym roku pieniądze zasilą program nauki zasad udzielania pierwszej pomocy oraz zakup sprzętu ratującego życie.

W całym kraju odbyło się wczoraj tysiące imprez kulturalnych, które miały przyciągnąć ludzi i skłonić ich do datków na rzecz WOŚP. Na scenach ustawionych w większych miastach w Polsce (plac przed Pałacem Kultury w Warszawie, Rynek w Krakowie i Wrocławiu, plac przed Zamkiem w Poznaniu) grały i śpiewały gwiazdy polskiej estrady oraz wielu mniej znanych polskich artystów, wśród nich również amatorskie kapele rockowe.

Nieodłączną częścią finału WOŚP były również licytacje – prowadzone na antenie Telewizji Polskiej, w internecie oraz na żywo w trakcie „orkiestrowych” koncertów. Pod młotek trafiły – ak co roku złote i srebrne serduszka WOŚP, prócz tego wiele przedmiotów, wśród nich m.in. zdjęcie Józefa Piłsudskiego z autografem, olbrzymi wiklinowy miś wzorowany na słynnej komedii Barei (Górny Śląsk), moherowe berety. Znakiem do rozpoczęcia głównych licytacji było „światełko do nieba” - pokazy ogni sztucznych o godzinie 20.00.

Finał WOŚP odbywał się również poza granicami naszego kraju – w Sztokholmie, Atenach, w Berlinie, Toronto i Nowym Jorku.

Według policji czternasty finał przebiegł dość spokojnie – w całym kraju było tylko około 30 niebezpiecznych incydentów (głównie kradzieże puszek z datkami i napadu na kwestujących). Dla porównania – w trakcie ubiegłorocznego finału kroniki policyjne zanotowały aż 70 zdarzeń.

Myśle, że to dużo kasy Ale Jurek Owsiak dostaje z tego 10%

· 

uhm... nie wydaje mi sę, żeby tylko zakazami wprowadzonymi nawet do norm prawnych ogólnie obowiązujących mozna osiągnąć pewne pozytywne zmiany...przecież aborcja nie jest praktyka ostatnich pięćdzisięciu lat, kiedy funkcjonuje UE... a tzw. spędzanie płodu karane było więzieniem -żeby nieszukać daleko w przeszłości - np. w czasach międzywojennych... Kiedy to w rządzie nie było apostatów lub osób niewierzących...
więc nazanczaniem kar niczego nie zdzialano... w państwie którego mentalność kształtowało wielowiekowa przynależność do Kościola na Śląsku zwłoki nienarodzonych dzieci nagminnie znajdowano w kloakach, gliniankach na brzegach rzeczek... gdzie próbowano schować dowody pokatnych zabiegów. Zamozniejsi przeprowadzali zabiegi w szpitalach... i to na ultra katolickim Górnym Śląsku... może chcesz dowodów? zajrzyj do kronik policyjnych z ostatnich stron lokalnych gazet z początków lat 20.XX w. naocznie przekonasz się, ze mimo zakazów państwowych i koscielnych proceder przewyższa wszelkie oczekiwania... A ile dowodów nie ujawniono? ... Więc raczej potrzeba szukania innych środków... moze przykładów życia, które jak we wczesnym okresie dziejów chrześcijaństwa zwracały uwagę odmiennością nie powtarzającą praktyk osób, które nie przyjęły Jezusa za pana swego życia... tu ponownie przychodzi mi na myśli fragment listu św. Pawła, ze wiele mozna, ale nie wszystko przynosi korzyść...

Zresztą w Pismie św. jest tez fragment pozwalający mieć nadzieje, że im większy grzech, tym wieksza Łaska... kołace mi sie po glowie jeszcze takie skojrzenie o szlachetnej winie...
wiem, wiem, że może powieciemi że po to mam ręce aby być wykonawcą woli Bozej, ale ode mnie nie zalezy to, że rozszerza się przyzwolenie na pielęgnowanie namiętności, a nie cnót... zajmując sięgrzechem innych czy roszerzam własną świadomość grzechu, do niego skłonność czy też umacniam swoja cnote...?


Generalnie za to, ze kolaborowal z Niemcami i wystapil bodajze
w jednym z antysemickich filmow propagandowych (nie pamietam
dokladnie, czy przypadkiem nie w oslawionym filmie "Zyd Suess").
Kto - dokladnie nie wiem. Podziemie akowskie zapewne.


Zwiazek Walki Zbrojnej (ZWZ), czyli poprzednik AK. Wyrok wykonano 7 marca
1941 r. Podobno Goebbels (jako minister propagandy, sprawujacy nadzor nad
tworczoscia filmowa Rzeszy) wsciekl sie wowczas straszliwie. Nakazal
przeprowadzenie intensywnego sledztwa i zagrozil represjami wobec ludnosci
polskiej w przypadku nieujawnienia sprawcow. Przesunieto godzine policyjna
(na godzine osma wieczorem) i zamknieto teatry i kina w Generalnej Guberni.
Jednak zamachowcow nie udalo sie Niemcom zidentyfikowac. Przeprowadzono
wiec masowe egzekucje cywilow, ale podobno ofiarami byli polscy wiezniowie,
na ktorych juz wczesniej zostaly wydane wyroki smierci za inne
"przewinienia" wobec okupanta.

Chodzilo o film "Heimkehr" - nie pamietam, jak brzmial polski tytul (Powrot
do domu?). Ogladalem go ladnych pare lat temu w warszawskim Iluzjonie
(mieszczacym sie w kinie Slask, a moze to bylo jeszcze za czasow Polonii?).
Musze przyznac, ze film robil wrazenie. Rzecz dziala sie przed wojna na
Wolyniu, gdzie niemiecka mniejszosc miala byc wowczas okrutnie
przesladowana przez polskie wladze i wspolpracujacych z nimi zawistnych
zydowskich sasiadow. Cierpienia te (wlaczajac smierc i wiezienie) zostaly w
koncu przerwane przez niemieckich rodakow "wyzwalajacych" te ziemie w 1939
r (Sowieci nie byli wspomnieni, o ile dobrze pamietam). Najbardziej utkwily
mi w pamieci dwie sceny. Pierwsza miala miejsce w kinie, gdzie po
wyswietleniu polskiej kroniki filmowej (zawierajacej nacjonalistyczne hasla
i grozby wobec Niemcow), polska publicznosc wstala z miejsc i odspiewala
hymn panstwowy. Nie zrobila tego obecna na sali para mlodych Niemcow, za co
omalze nie zostali zlinczowani przez wsciekly tlum Polakow. Druga scena, to
widok niemieckiej lokalnej szkoly, zniszczonej przez polsko-zydowskie
bojowki. Wsrod licznych zniszczen kamera pokazuje rozbity globus i
rozrzucone stare ksiegi niemieckie, symbolizujace opor niemieckiej
cywilizacji wobec naporu wschodnich barbarzyncow. Byla jeszcze jakas
przejmujaca scena z polskiego wiezienia (ktora Goebbels okreslil jako
najswietniejsza w historii kina), ale dokladny kontekst wylecial mi z
pamieci. Moglem cos pokrecic, ale tak to po latach pamietam.

Igo Sym nie doczekal premiery filmu, ktora odbyla sie 10 pazdziernika 1941
r.w wiedenskim kinie "Scala". Zostal skazany przez sad podziemny chyba nie
tyle za sam udzial w filmie, co za prowadzenie rekrutacji wsrod polskich
aktorow. Wielu z nich skusilo sie na przyjecie proponowanych rol, co
oczywiscie wiazalo sie z pewnymi konsekwencjami po wojnie. Wiekszosc
zostala skazana w 1948 r. na dlugoletnie wiezienie. Grajacy polskiego
ministra spraw zagranicznych Tadeusz Zelski zmarl w 1946 podczas
przeprowadzania dochodzenia. Najbardziej rzucajacym sie wowczas w oczy
polskim aktorem byl bardzo popularny przed wojna Boguslaw Samborski
(obsadzany najczesciej w roli czarnych charakterow). W "Heimkehr" zagral
(calkiem niezle, jesli mowic o aktorstwie) obludnego i okrutnego polskiego
burmistrza, dyrygujacego przesladowaniami niemieckiej mniejszosci.
Samborski uniknal pewnego wyroku, uciekajac zawczasu do poludniowej
Ameryki.

Film bil rekordy powodzenia w niemieckich kinach. Jego sila perswazji byla
tak wielka, ze w niektorych miastach dochodzilo po projekcji do pogromow na
ludnosci polskiej (miedzy innymi w Plocku). Polacy tez wyciagneli z tego
filmu pewne wnioski. To chyba w tym okresie rozpoczal sie bojkot kin i
powiedzenie "Tylko swinie siedza w kinie".

Pozdrawiam,

Michal


Jubileusz 125-lecia GGV
Kłodzkiego Towarzystwa Górskiego
W 1880 roku 21 września w „Gebirgsboten”(Kurier Górski) ukazał się artykuł znanego wtedy pisarza podróżnika Juliusa Petera, który przytaczając przykład świeżo powstałego Towarzystwa karkonoskiego, stał się bodźcem do powstania Kłodzkiego Towarzystwa Górskiego.
Artykuł stał się jednym z bodźców dla dusznickiego burmistrza Denglera, który zaprosił do kurortu znaczną ilość osób zainteresowanych pomysłem. Tu też postanowiono utworzyć rzeczone towarzystwo. Dengler w swej kronice stawia siebie jako głównego inicjatora całego przedsięwzięcia, a inspiracją miały być dla niego podobne wcześniej powstałe towarzystwa alpejskie. Sukces ma zawsze wielu ojców. Jakby nie patrzeć, wkładu dusznickiego burmistrza w zainicjowanie działalności stowarzyszenia, nie da się przecenić.
W krótkim czasie liczba członków wynosiła 482 osoby, które podzielone były na 15 miejskich sekcji. Dnia 2 marca 1881 w kłodzkiej tawernie miało miejsce zebranie założycielskie. Przewodniczącym został prawnik Grützner. Pierwszym wyznaczonym zadaniem była współpraca przy wydaniu urzędowego rozkładu jazdy pociągów w formie książeczkowej. Jako symbol towarzystwa wybrano wizerunek kłodzkiej róży. Pod koniec pierwszego roku działalności było już 827 członków. W 1924 roku liczyła ponad 10 tysięcy członków, osiągając swe apogeum. Status z 1888 roku opisuje dokładnie cele i zadania związku: głównym jest działanie w interesie Hrabstwa kłodzkiego i okolic, rozpowszechnianie wiedzy o nim, ułatwianie podróżowania do , jak i po hrabstwie. Planowanie i budowa różnego rodzaju schronów turystycznych, wyznaczanie szlaków, budowa wież widokowych, schronisk. Zagospodarowywanie jaskiń, sztolni. Znakowanie atrakcji turystycznych. Dbanie o nie, łatwy i bezpieczny dostęp do nich. Propagowanie wiedzy historycznej, geograficznej i turystycznej. Publikacje książkowe, prasowe, wystawy, spotkania, imprezy przyciągające turystów… wszystko to, czego i dziś nam potrzeba!
W maju w czasie uroczystych obchodów jubileuszu, również Duszniki wraz ze swym burmistrzem Bolesławem Krawczykiem wezmą w nich udział, jak przed 125 laty z burmistrzem Denglerem przyczyniły się do powstania GGV.
Kłodzkie Towarzystwo Górskie zostało założone 2 marca 1881 roku w Kłodzku na Śląsku. Po wojnie i wysiedleniu towarzystwo zawiązało się na nowo 9 sierpnia 1951 roku w Braunschweigu. Rok 2006 jest podwójnym jubileuszem 125 lecia zalożaenia i 55 lecia wznowienia jego działalności.
Na uroczystości jubileuszowe zaproszeni są wszyscy zainteresowani przyjaciele ziemi kłodzkiej, jak i obecni mieszkańcy tych ziem.
Program uroczystości na ziemi kłodzkiej w dniach od 19 do 22 maja 2006.
Piątek, 19 maja, godz.15.00
Duszniki Zdrój – wystawa „ Madonny w Bożym Kątku i inne osobliwości ziemi kłodzkiej malowane na drewnie i papierze, ozdobione starymi tradycyjnymi powiedzeniami autorstwa Piotra Grabca”w Teatrze Zdrojowym im. Fryderyka Chopina.
16.00 -Oficjane otwarcie wraz z burmistrzem miasta Bolesławem Krawczykiem i zaproszonymi gośćmi.
17.00 – Koncert dusznickiego chóru „Makrotumia”.
Sobota, 20 maja 2006
11.00 – uroczysta Masza Święta w Farze kłodzkiej celebrowana przez prałata franza Junga z Münster.
12.30 – odsłonięcie tablicy pamiątkowej na budynku przy ul. Bolesława Chrobrego 4.
W Muzeum Miejskim wystawa poswięcona Kłodzkiemu Towarzystwu Górskiemu.
19.00 – uroczysty koncert kłodzkiego chóru „Concerto Glacensis” i Policyjnego Chóru z Marburga w teatrze zdrojowym lub w muszli koncertowej w Polanicy Zdroju.
Niedziela, 21maja 2006 – 19.00 procesja ze świecami przy o.swietlonej bazylice w Wambierzycach.
Poniedziałek, 22maja 2006 – po południu – jubileuszowa wędrówka piesza (ok.5km) z członkami PTTK i GGV spod Domu Kultury w Nowej Rudzie przez gorę Św.Anny na górę Wszystkich Świętych. Na miejscy piknik.
(Materiały historyczne-roczniki czasopisma Grafschaft Glatz, programobchodów dzięki uprzejmości pana Ch.Dreschnera, obecnego przewodniczącego GGV Braunschweig.)

Torebka leży na przednim siedzeniu, drzwi samochodu podczas jazdy nie są zablokowane: - Jadąc przez Warszawę, nie pozwoliłabym sobie na coś takiego - mówi rodowita warszawianka, od kilku lat mieszkająca w Częstochowie. - Pewnie na pierwszych światłach ukradliby mi torebkę.

W Częstochowie nie ma również strzeżonych przez całą dobę osiedli. Alarmy i monitoringi - tylko u najbogatszych.

A tam, gdzie się wszyscy znają i drzwi bronią domofony, są jeszcze ludzie, którzy zostawiają klucz pod wycieraczką . Dlaczego? Bo w Częstochowie - w przeciwieństwie do Łodzi, Krakowa, a na pewno Warszawy - możemy czuć się w miarę bezpiecznie. Oczywiście to nie jest raj. Są kieszonkowcy, złodzieje, bandyci. Policyjne kroniki odnotowują włamania, kradzieże aut czy napady, ale ogólnie rzecz biorąc nie jest źle.

Na tle śląska

Statystyki pokazują też wyższą od średniej wykrywalność przestępstw. W skali województwa śląskiego wynosi ona w tym roku 44,3 procent. W Częstochowie - blisko 60 procent. Pocieszające jedynie jest także, że od kilku lat poziom przestępczości nie rośnie. Z drugiej strony niepokoi rosnąca liczba nieletnich bandytów.

W południowych dzielnicach: Stradom, Dźbów, Raków, Wrzosowiak, Błeszno mieszka prawie 100 tysięcy częstochowian. Wielu bezrobotnych. Skutkiem tego jest dużo włamań do sklepów, samochodów, kiosków i mieszkań, rozbojów. Na Błesznie notuje się najwięcej włamań do aut i ich kradzieży. Złodziei kusi bliskość trasy DK 1, którą szybko można uciec.

Zamykaj drzwi!

Na Błesznie, Rakowie, Ostatnim Groszu, Trzech Wieszczów, Tysiącleciu i Północy okrada się najwięcej mieszkań. Techniki są różnorodne: od oszustów podających się za wysłanników osiedlowej administracji, służby zdrowia, sprzedawców po klasycznych włamywaczy.

Kryminalne centrum?

Coraz bardziej niebezpieczne staje się śródmieście. Niestety także reprezentacyjne Aleje NMP, al. Wolności, zupełnie niereprezentacyjne okolice dworców kolejowego i PKS, kwadraty przed Megasamem oraz ulice przylegające do placu Biegańskiego.

Coraz mniej pewnie czują się klienci pubów i restauracji. Zwłaszcza kobiety stają się ofiarami złodziei torebek, dokumentów, pieniędzy i telefonów komórkowych.

Specyfiką dzielnicy podjasnogórskiej są przypinacze. Tyle że najczęściej naciągają przyjezdnych. W okolicach klasztoru sporo kłopotów sprawiają też kieszonkowcy.

Za to Stare Miasto uznawane za okolicę najniebezpieczniejszą, statystycznie nie wypada najgorzej. Notuje się tu mniej rozbojów i napadów niż w innych centralnych dzielnicach. Niewątpliwy wpływ ma na to umieszczenie komisariatu przy ul. Strażackiej oraz straży miejskiej przy ul. Krakowskiej. Największym problemem Starego Miasta są za to kradzieże, ostatnio głównie złomu.

Komentuje dla Gazety mł. insp. Marek Noga, I zastępca komendanta miejskiego policji:

Policję ocenia się na zasadzie "jak nas widzą, tak nas piszą". Dlatego nie będę silił się na porównania poczucia bezpieczeństwa mieszkańców Częstochowy do innych śląskich miast. Trudno też dzielić miasto na lepsze i gorsze dzielnice. To naturalne, że w dużych skupiskach tak jak na Rakowie. Tysiącleciu czy Północy będzie więcej przestępstw, niż np. na willowym Lisińcu czy Grabówce. A więc zamiast porównań powiem tylko, że częstochowska policja plasuje się w skali regionu w czubie statystyk. Mimo niezmiennej od kilku lat liczby policjantów w garnizonie częstochowskich - staramy się tak organizować służbę, by policjantów było widać we wszystkich dzielnicach.

Z pomocą miasta przywróciliśmy komisariat na Północy. Powstanie także na Rakowie.