Czolem Krzysiu,

Wszystko to jest proste gdy sie siadzie z czlowiekiem i pokaze na obrazku o co
chodzi. Z harmonikami jest troche jak z Metoda Elemntow Skonczonych. Obie
potrzebuja komputerow bo liczenie na piechote jest nudne i zmudne. Caly dowcip
polega na tym ze ten caly kosmbiologiczny model nie jest wcale niczym
nowatorskim i jak sie popatrzec na nasze dziadki z przeszlosci to odnajdujemy
mnostwo podobientstw choc jezyk opisu jest nieco inny.

Brakuje rak do pracy dlatego staram sie zachecic osoby odwiedzajace to poczytne
forum. Tematow warsztatowych nie brakuje: podzialy i tranzyty interharmoniczne,
tranzyty duzej czestotliwosci, budowanie kryteriow statystycznych ciagow
planetarnych, analiza perturbacji modelu DIR-TRANS (dyrekcyjno-tranzytowego)
stanowiacego podstawe dynamiki ukladow natalnych.

Nie swieci garnki lepia. Wystarczy chciec i pielgnowac dociekliwosc

· 

brumbak napisał:

Biedny brumbaczku, nie podniecaj się zbytnio...

Po pierwsze, żeby moc ocenić rzetelność badań należy znać RAPORT z badań. Sam
abstrakt czy podsumowania, konkluzje mają w sensie naukowym wartość ZEROWĄ.

Po drugie, jak sensownie zauważyła Monaluiza, żeby to miało wartość muszą być te
same badania wykonane w kilku różnych ośrodkach badawczych. Wyniki tych badań
muszą się zgadzać co do kierunku.

Po trzecie, meta analiza ok 600 (!!!) badań wykazała zupełny brak związku
pomiędzy choroba wieńcową , a poziomem cholesterolu. W wielu przypadkach
wystąpiło zjawisko : im wyższy poziom cholesterolu tym lepsze wyniki testów
psychologicznych jak i biologicznych (szczególnie u kobiet).

Po czwarte, z dogłębnych analiz użytych w badaniach metod statystycznych okazuje
się, że np. zastosowano zupełnie nie do przyjęcia kryteria. Jest to zjawisko
NAGMINNE w badaniach, które maja wykazać związek poziomu cholesterolu z
występowaniem zawałów czy też udarów mózgu.

Po piąte, badania, które są powtarzane, ale prowadzone przez zespoły, które nie
mają żadnych bezpośrednich czy pośrednich powiązań z przemysłem farmaceutycznym,
używając metod statystycznych, które są absolutnie wymagane, aby takie badania
miały wartość naukową - wyniki są odmienne!

Wyrywkowe cytowanie pojedynczych badań nie stanowi żadnego dla mnie dowodu. Zbyt
wiele już widziałem....

Optymus

kellyslater napisał:

(...)stosuje pare sztywnych kryteriow
> opartych na analizie technicznej i nieublaganych prawach statystycznych(...)

Czy mógłbyś to rozwinąć?

Ogólnie, to się z Tobą zgadzam, ale nie ma sensu wyjaśniać teorię liczb
zespolonych, gdy niejasna jest tabliczka mnożenia, a z dodawaniem i odejmowaniem
nadal problemy ;)

kagan_pl napisała:

>Socjologia posluguje sie metodami naukowymi, w tym analiza statystyczna.

Czekaj czekaj. Czytałem pozycje profesorów socjologii, gdzie nie było
wykorzystanej analizy statystycznej. Oszukiwali?

I jak rozumiem, wszędzie, gdzie się da zastosować analizę statystyczną, będzie
to nauka?

No to doświadczenie "opętany vs. woda święcona" jestem w stanie przeprowadzić wg
najsurowszych kryteriów medycznych.

O tym też jest mowa w tym artykule, którego ty nie czytałeś jak widać.

· 

No niesamowite... analizy naukowe ilości opętanych... To już nawet mój
największy oponent w tym wątku będzie musiał się wycofać z braku statystyki...

Ciekawe, jak te dane statystyczne są zbierane i jakimi kryteriami badali
"rzeczywiście opętanych".

Ale powtórzę: nawet jeśli to jest choroba psychiczna, a chorym pomaga się -
leczy - w ten sposób, to tylko się cieszyć. I NFZ nie musi wydawać kasy...

Nie gniewaj się, to nie wiesz o czym chcesz pisać w pracy magisterskiej? Przecież najpierw myśli się, co chce się udowodnić/potwierdzić/wykazać/przedstawić, buduje jakieś tezy, ustawia się kryteria, zmienne, a potem zbiera się odpowiednie dane i przeprowadza statystyczną analizę. Ale tobie chodzi chyba o całkiem prostą statystykę opisową w grupach? Do tego potrzebujesz tylko jakieś średnie, procenty, ewentualnie odpowiednio graficznie przedstawione. Weź najlepiej jakiś podręcznik do statystyki i zapoznaj się, jako to się robi, bo tu chyba nikt za ciebie nie ustali, co właściwie chcesz tą statystyką pokazać. A korzystając z programów nazwanych przez kozę-1985, to właściwie nic już sama liczyć nie musisz, tylko wprowadzasz swoje dane (które tylko musisz jakoś zdefiniować), a program wyrzuca te podstawy bez większego problemu.

Liniowa Analiza Dyskryminacyjna i związana z nią liniowa analiza
dyskryminacyjna w oparciu o kryterium Fishera są używanie do znalezienia
liniowej kombinacji cech, które najlepiej rozróżniają dwie lub więcej klas
obiektów lub zdarzeń. Wynikowe kombinacje są używane jako klasyfikator liniowy
lub, częściej, służą redukcji wymiarów do późniejszej klasyfikacji
statystycznej.

chodzi o to, że medycyna konwencjonalna
opiera swoje terapie o wyniki badan prowadzonych ze scisla, zdyscyplinowana
metodologia. Stawia sie hipoteze, wybiera pacjentow do prob (w tym
kontrolnej!), wyniki poddane sa scislej i kontrolowanej analizie statystycznej
(o kryteriach daleko ostrzejszych niz np. w biologii - bo skutki błędu mogą być
wielokrotnie wieksze). I dlatego jest wiarygodniejsza od szarlatanow. Jaka to
metoda badawcza (i jak udokumentowana - chce zobaczyc te wyniki) posluguje sie
w drodze do poznania ciemny lud?

Ja ani medykom ani nikomu innemu nie ufam, tylko patrze czyje twierdzenia sa
lepiej uzasadnione i lepiej udokumentowane - a wiec sa blizsze PRAWDY

tubu5000 napisał:

> wole ufac ciemnemu ludowi, niz lekarzowi z generacji "cukier krzepi". nie
> rozumiem skad w was to zaufanie do medykow, ktorzy napisza pare publikacji, z
> ktorych nic nie wynika

o zentraler lager to cos wiem bo jestem logistykiem od 10 lat
mam podobne skojarzenia, centralizacja zapasow, szybki czas reagowania na
potrzeby, niezawodnosc i kontakt z klientem jelsi problemy oraz rozwoz do
klientow rano wg roznych kryteriow za doplata itd

a najpierw analiza w co wejsc...
tutaj sie klania makroekonomia, analiza statystyczna, wydatki, auta wg wieku
trzeba by wydruk zrobic z urzedu statystycznego

jesli pojdziesz w siec sklepow bedziesz mrowka na ich warunkach jelsi sam (tez
mrowka ale sama walczaca o przetrwanie) to moze dzikei wartosci dodanej plus
relacjom z ludzmi mozna przetrwac optymalizujac lokalizacje/uslugi dodatkowe
montaz na miejscu itd itd, koszty itd)

Gość portalu: Michal napisał(a):

> Widzisz jak jestes w sieci jakis sklepow,to one posiadaja centralny lager czyli
>
> magazyn albo rejonowy,w sklepie posiadasz tylko kosmetyki samochodowe lub
> rzeczy ktore wiesz ze ida, a reszte sciagasz telefonicznie w ciagu paru
> godzin,tak zeby klienta nie stracic,nie masz kosztow magazynowania,jestes
> wlasnie tym posrednikem.Dobrze jest mies wlasne web strony i sie reklamowac.To
> sa pieniadze jak jestesmy podlaczeni do 20 warsztatow i oni odnas wszystko
> biora, normalna klientela to zabawa z ludzmi ,po prostu mozna sobie porajcurzyc
>
> o autach jak my to tutaj na forum robimy´. Trzeba przyznac sprawnie ciekawie
> przeplatane dowcipami i kawalami takie wlasnie winno byc forum
> samochodziarzy.Pzdr.Michal

> jankeska "pravda" czyli "cnn" ci te wszystkie rewelacje powiedziala? :)))
Nie - zwykla ludzka dociekliwosc. Jak o czyms chce powiedziec, to staram sie
zdobyc na ten temat jakies informacje.
Jakim kryterium wiarygodnosci Ty sie poslugujesz? Jak, podwazajac wiarygodnosc
jedych doniesien chcesz dowiesc, ze inne zrodlo nie klamie? Wszystkiego sam
sprobujesz, polizesz, powachasz? Galopujesz na zlamanie karku w swej
argumentacji. Amerykanskie zrodla sa beee i klamia, bo teraz taka moda?

> wyjasnij skad wie wzielo zatem takie duze skazenie w owocach w pln. grecji i
> zachodniej bulgarii ze cale zbiory trzeba bylo poslac do kosza?
Skazenie czym? Grafitem? Jakies chemiczne analizy jestes w stanie mi pokazac?
Umarlo od tego chociaz 100 ludzi?

> Skad zatem fala zachorowan na raka wsrod zolnierzy SFOR?
Hehe, zachorowania amerykanskich zolnierzy po "Pustynnej burzy" na jakas
chorobe drog oddechowych byly przez niektorych przypisywana nawet UFO.
Zanim zaczniesz tworzyc spiskowa teorie dziejow, to sobie troszke poczytaj.
Jakiego trzeba doznac napromieniowania, aby mialo to uboczny skutek dla
zdrowia, jaki sprzet w otoczeniu czlowieka wytwarza promieniowanie i jakiego
stopnia. Czlowieku - kilka lat sluzby w stacji nasluchowej, pod wielkimi
antenami radiostacji jest bardziej rakotworczy niz noszenie sobie tej bombki z
rdzeniem uranowym pod pacha zamiast termometra.
I rozumiem ze w szweckie i szwajcarkie sluzby pomiarowe tez nie wierzysz? Dla
przypomnienia - Szwedzi wiedzieli o wycieku radioaktywnym w Czernobylu szybciej
chyba niz sami Rosjanie. Ci wstretni Amerykanie i ich propaganda wszyskich maja
w garsci przeciez, nie mozna nikomu ufac, wiec wezmy kilka danych
statystycznych, do tego dodajmy jakies wydarzenie i juz mamy swoja teorie. A
swistak siedzi i zawija w papierki...

Udowodnil ze wiele zalozen astrologii popularnej nie dziala. Kazdy kto studiowal
historie wie dlaczego Zodiak i Domy nie dzialaja i jaka pelnily funkcje. To ze
nie udowodnil aspektow bierze sie z tego ze nie potrafil sforumowac kryterium
symboliczno-rezonansowego (hipotezy) co staje sie mozliwe przy uzyciu ciagow
planetarnych. To co jest istotne w badaniach Gauquelin to powtarzalnosc tak
wazna dla naukowcow. Cala zabawa ze statystyka polega na tym ze mozesz udowodnic
tylko hipoteze astrologiczna (kosmobiologiczna), a nie samo istnienie zjawiska
astrologicznego. Taka hipoteza sa podane w tamtej dyskusji diagramy ADHD i
uczestnikow Konkursu Chopinowskiego. W badaniach astro pojawia sie za duzo
szumow dlatego trzeba wiedziec co sie bada i jakim modelem to ma byc opisane. W
przeciwnym wypadku korelacja ginie przy probkach takich jakie stosowal Gauquelin
. Jego badania to bylo do zycia. Dzis z publicznej kasy pieniadze na to nie ida
bo widocznie nie ma z tego pozytku albo ida ale z prywatnej w sposob nie jawny
np. na Wall Street.

Negatywny wynik badan statystycznych nie dowodzi braku odzialywania jako takiego
. Dowodzi tylko bledne zalozenia ktore nie pozwala odzielic czynnika od szumu.
Analiza kosmogramow bardzo czesto schodzi na uklad wielowymiarowy gdzie
statystyka i proste modele ciagow planetarnych zawodza. Tutaj syntezy moze
dokonac czlowiek lub algorytm sieci neuronowej - podobnie jak w przemysle
przewidywanie usterki na bazie badania halasu maszyny albo rozpoznawanie twarzy.
Innymi slowy duzo informacji z kosmogramu jest czerpanych na zasadzie testu
Rorschacha.

Powod dla ktorego badamy korelacje oscylatora harmonicznego Ukladu Slonecznego
jest prozaiczny - zycie czlowieka sklada sie z wielu cykli, kazda planeta ma
swoj cykl. Celem tych astro badan jest wykazanie istnienia kosmicznego fraktala.
Nie ma w tym niczego sprzecznego z naszym pojmowaniem swiata, wolna wola.
Wszechswiat musi byc struktura lekko uporzadkowana po to bysmy mogli
funkcjonowac swiadomie miedzy + i -.

Dobrze wiesz llukiz ze jesli zamkniesz sie w skorupce
kartezjansko-newtonowskiego swiata to sie predzej udusisz wiec zamiast wytyczac
krucjaty zajmij sie studiowaniem albo innym zajeciem. Nasz dyskusja powoli
dobiega konca - dalem Ci mnostwo materialu. Nie ustosunkowales sie do tamtej
dyskusji np. do prawdopodobnienstwa zajscia przeprowadzki, poziomu choresterolu
czy tez przypadku ADHD, tudziez korelacji tranzytu Jowisza na regeneracje
organizmu osoby tam przedstawionej. Dla takiego szczypiorka szkoda mi juz energii.

tarantula01 napisał:

> > 1) Czy analizę wprowadzenia buspasa robił słynny zespół z
> > Politechniki Warszawskiej?
> Wykonywała firma TransEko, nie wiem, czy to jest słynny zespół o
> który Ci chodzi.
Jasne, że to oni - tym razem działają jako spółka, a nie pod szyldem PW. Możesz
porównać listę wspólników z listą pracowników Zakładu Inżynierii Komunikacyjnej
Instytutu Dróg i Mostów. Robili większość opracowań komunikacyjnych w Warszawie
- co z tego wynikło, to każdy widzi na ulicach.

>
> > 2) Czy specjaliści od projektu zlecili pomiary niezależnej firmie
> > oraz czy wyznaczyli po jakim czasie od realizacji projektu należy
> > pomiary ponowić i dokonać oceny skutków projektu.
>
> Skutki projektu należy ocenić po ok. 0,5 roku od ich wprowadzenia,
> jak w przypadku ul. Modlińskiej.
>
> > Czy zostało określone jaki wynik ponownych pomiarów należy uznać
> > za klęskę uzasadniającą likwidację buspasa.
>
> Jeśli pas autobusowy nie przyśpieszy jazdy autobusów, to należy go
> zlikwidować.

Ale ja się pytałem czy takie kryteria są wpisane w projekt. Jeśli tego nie ma,
to znaczy że projekt miał udowodnić z góry założoną tezę inwestora, którym jest
w tym wypadku ZTM. Bardzo prosiłbym, aby Radny jak będzie miał projekt w ręku
opublikował te kryteria (łącznie z przyjętą metodologią) i za pół roku (lub w
innym określonym w projekcie terminie) opublikował wyniki ponownych pomiarów.

Rozbieżność danych pomiędzy danymi ZDM i ZTM o natężeniu ruchu sugeruje, że ten
projekt był robiony pod tezę. Jestem zwolennikiem tezy, że kłamstwo stopniuje
się tak: kłamstwa, duże kłamstwa, statystyka i marketing. Natężenie ruchu które
zakłada projekt jest prawdopodobnie manipulacją statystyczną np. pomiary ruchu
samochodowego mogły być wykonane w okresie złej pogody kiedy na TT stoją
gigantyczne korki, a liczba autobusów przejeżdżających została wzięta z rozkładu
jazdy.

Powiem krotko... fascynacja systemami mechanicznymi, jego parametrami,
statystykami, szukanie wygrywajacych systemow, w zasadzie niczym sie nie rozni
od wyszukiwania wygrywajacych "cudownych" spolek. Obiekt fascynacji jest co
prawda inny, moze nawet "dojrzalszy" i "bardziej zaawansowany", niemniej
mechanizm psychologiczny jest podobny. I tu i tu mamy do czynienia z szukaniem
swietego graala na zewnatrz i w obu przypadkach skutek jest taki sam:
rozczarowanie i frustracja.
Niemniej tak jak juz ktos wyzej zauwazyl trzeba ten okres fascynacji systemami
przejsc samemu, zeby zrozumiec ze to jednak nie jest "TO". To co pisze Van
Tharp jest oczywiscie przydatne... ale nie mozna tego traktowac jak jakis
dogmatow i wierzyc ze system mechaniczny jest absolutni pewna recepta na
sukces. Poza tym trzymanie sie systemu mechanicznego wbrew pozorom wcale nie
jest latwiejsze z psychologicznego punktu widzenia. Bo taki system moze np
wygenerowac 10-15 strat z rzedu i co wtedy? Z kazda kolejna strata zaufanie do
systemu spada i choc statystycznie system wypada swietnie to najczesciej jest
nie do zaakceptowania dla zwyklego gracza. To fakt ze poczucie kontroli w
niemechanicznych systemach jest najczesciej zludne, jednak gracz moze
uwzgledniac w nich swoje stany psychiczne i grac tylko wtedy, gdy czuje sie
mocny. A w mechanicznym trzeba reagowac na sygnaly dawane przez system
niezaleznie od samopoczucia, co jest wlasnie najslabsza strona takich systemow.
Ja sam stosuje system quasi-mechaniczny. Tzn stosuje pare sztywnych kryteriow
opartych na analizie technicznej i nieublaganych prawach statystycznych, jednak
dopuszczam tez pewna dowolnosc i "intuicje" i wchodze na rynek tylko wtedy, gdy
psychicznie czuje sie pewny.

Pokolenie mniej zdolnych?
Fatalne wyniki biorąc rzecz średnio statystycznie.

A zważywszy, że kryterium /próg zaliczenia ustalono na niespotykanie niskim
poziomie 30 proc. punktów możliwych do uzyskania (max 50 pkt.) czyli 15
punktów, to uzyskany wynik nakazuje bić na alarm. Zwyczajowo na
egzaminach minimalny wynik to 60 proc. wartości maksymalnej możliwej do
uzyskania oceny czyli w tym wypadku 30 punktów!!!

Ale relatywnie, w porównaniu do wyników uzyskanych przez uczniów w
innych miastach, też jest nieciekawie:

odsetek uczniów, którzy uzyskali co najmniej 30 proc. max punktów;

Czewa - 69,81
Bielsko Biała - 82,14
Gliwice - 82,86
Rybnik -84,04
Katowice - 76,03

średni wynik w punktach (max 50):

Czewa - 21,98
Bielsko Biała - 25,74
Gliwice - 26,62
Rybnik - 27,05
Katowice - 24,08

Lublin - 25,54
Zamość - 26,33
Krosno - 26,43
Tarnobrzeg - 27,24
Kraków - 26,41

Jak nie patrzeć zasmucająco!

Zemsta matematyki będzie słodka - zniesienie obowiązkowej matury z
matematyki w 1982 roku skazuje kolejne generacje na umysłowe kalectwo - brak
umiejętności liczenia, analizy i rozwiązywania zadań/problemów czy też brak
dyscypliny logicznego myślenia.
O nieuchronnym upadku politechnik (z wyłączeniem wydziałów "zarządzania") nie
wspominając.

To nie tyle pokolenie "mniej zdolnych" to raczej pokolenia oszukanych,
którym wmówiono, że matematyka jest zbędna, mnie ważna.
Stąd m.in. rzesze wykorzystanych przez banki i inne lichwiarskie
providenty... Potrzebujący gotówki nie potrafią ocenić kosztów swoich
decyzji i dają się złapać na oszukańcze oferty.

Panie angrusz1 takie analizy mają znikomy sens, a wskazują jedynie, że ze zrozumieniem i interpretacją średnich statystycznych nie jest najlepiej, a stąd wnioskowanie o tym "co kto komu zawyżył" i gdzie więcej uczniów zostało przyjętych według "zasług" zawstydzające...
Nie należy posądzać a priori komisji rekrutacyjnych o kant, bo przecież na końcu procesu kształcenia w ich szkołach jest matura, której wyniki dla ludzi myślących są w miarę zobiektywizowaną przesłanką oceny reputacji szkoły. A ta rzutuje na popyt na naukę w tej szkole, na coraz bardziej konkurencyjnym rynku usług edukacyjnych, w kolejnych latach. A że ta konkurencja działa wystarczy spojrzeć na wyniki rekrutacji np. w Liceum Akademii Polonijnej - średnia wśród przyjętych 92,9 punktu na max 200(5 osób), czy też w I Społecznym LO 116,11 (17 osób).

Wnioski ogólne z rekrutacji 2009:

- najwyższe oceny średnio statystycznie wśród przyjętych, przy obowiązujących kryteriach oceny, uzyskali uczniowie-kandydaci do LO: Norwida(158,9 punktu) , Traugutta(157,8), Sienkiewicz(152,6) i Kopernika(151,o) (niewielkie różnice wartości takich średnich plus/minus 5%... i nie ma tu żadnego sensu dzielenie włosa na czworo);

- w technikach potencjał rozwojowy przyjętych uczniów jest dekoniższy w porównaniu do LO (wg obowiązujących kryteriów oceny) - najlepsi wybrali: ZS Reymonta (96,9 punktu), TZN Sikorskiego(96,1), T6 Żeromski(94,0), T3 (89,0), a różnice między nimi w uzyskanych ocenach są praktycznie nieistotne.

Najistotniejszą kwestią jest dalszy rozwój uczniów, w jakim stopniu szkoły, które wybrali pomogą im rozwinąć ich potencjał intelektualny i uszlachetnić charakter.

Jeżeli mogę dodać coś od siebie to dodałabym do enterolu probiotyk
Dicoflor.

Poniżej artykuł, który sprawdził sie u mnie i strona z której można
korzystać - wartowww.forumpediatryczne.pl:

Probiotyki jako metoda zapobiegania biegunkom poantybiotykowym –
przegląd systematyczny badań klinicznych
opublikowano: 2007-10-25
Probiotyki są obiecująca metodą zapobiegania biegunkom
poantybiotykowym. Najwyższą skutecznością profilaktyczną cechują się
szczepy Lactobacillus GG, Saccharomyces boulardii oraz Lactobacillus
sporogenes.

W jednym z najnowszych numerów Cochrane Database of Systematic
Reviews opublikowano przegląd wyników badań klinicznych poświęconych
problemowi zapobiegania biegunkom poantybiotykowym poprzez
stosowanie probiotyków. Wyodrębniono 10 prac spełniających najwyższe
kryteria metodologiczne badań naukowych. Wykazano łącznie, że
profilaktyczne stosowanie probiotyków u dziecka otrzymującego
antybiotyk redukuje średnio o połowę (RR 0.49; 95% CI 0.32 do 0.74)
ryzyko wystąpienia powikłania w postaci biegunki. Autorzy zwracają
jednak uwagę, że wspomniane badania cechowały się dużym odsetkiem
pacjentów, którzy nie ukończyli interwencji, co powoduje, że tzw.
analiza ITT “ intention to treat” nie wykazuje statystycznej
znamienności (RR 0.90; 95% CI 0.50 to 1.63). Analizując poszczególne
szczepy probiotyków wykazano, że najwyższą skutecznością
profilaktyczną cechują się szczepy Lactobacillus GG, Saccharomyces
boulardii oraz Lactobacillus sporogenes (ten ostatni aktualnie
niedostępny w Polsce). Wykazano także wyższą skuteczność dawek
powyżej 5 miliardów kolonii bakteryjnych na dobę. Autorzy wnioskują,
że probiotyki są obiecująca metodą zapobiegania biegunkom
poantybiotykowym, ale konieczne są dalsze badania.

autor tekstu: Dr med. Jarosław Kwiecień, specjalista pediatra,
adiunkt Katedry i Kliniki Pediatrii w Zabrzu, Śląski Uniwersytet
Medyczny
źródło tekstu: Johnston BC, Supina AL, Ospina M, Vohra S.: Cochrane
Database Syst Rev. 2007 Apr 18;(2):CD004827.
adres WWW źródła: www.ncbi.nlm.nih.gov/sites/entrez?
Db=pubmed ...

a propos : ble ble
wzruszyło mnie zwłaszcza w tym linku:

"Z analizy wynika, że Subregion Zachodni wykorzystał w największym stopniu możliwości uzyskania dofinansowania na poziomie województwa w rozstrzygniętych dotychczas konkursach."

To że mówią tu o subregionie, że w subregionie jest tyle inwestycji z funduszy strukturalnych , nie znaczy, że subregion dostaje pulę tych środków jako taki. Po prostu podmioty zlokalizowane akurat w tym subregionie pozyskały kasę z województwa i tyle.

Co tu jeszcze z tego bełkotu merytorycznego napisałeś Stern... hmmm... może to, że w Europie tylko silni się liczą.
- To czemu inne silne regiony się dzielą w UE? Jeśli ty tak poważnie się powołujesz na autorytety, to ja też tak zrobię:

"Irlandia, w której pod koniec lat dziewięćdziesiątych zdecydowano się na podzielenie terytorium kraju na dwie jednostki NUTS 2: wschodnią i zachodnią. Operacja ta przyczyniła się do aktywizacji udziału władz regionalnych w kreowaniu polityki regionalnej (planowanie inwestycyjne, budżetowe) i wyposażenie jej w lepsze narzędzia do przeprowadzenia analiz statystycznych i makroekonomicznych. [Wieluń i Radomsko a Czewa] Zmiana ta miała także duże znaczenie z uwagi na kryteria przyznawania Funduszy Strukturalnych. W przeszłośći Irlandia w całości kwalifikowała się do obszarów Celu 1 polityki regionalnej. Dynamiczny wzrost społeczno- ekonomiczny tego kraju spowodował, że przekoczył on już poziom 75% PKB per capita, a nawet śedną unijną (średni PKB na mieszkańca za lata 1996 -97-98: 102% średniej Wspólnoty). Pozbawiło to Irlandię możliwości wsparcia całego kraju w ramach realizacji Celu 1. Wprowadzenie podziału kraju na dwie jednostki NUTS 2 spowodowało, że nowo wydzielony region: Border, Midland and Western jest nadal uznawany za obszar peryferyjny i mieści się w kategoriach wsparcia z Funduszy Strukturalnych."

Żródło: J. Ż e b r o w s k a – C i e l e k: NUTS. Nomenklatura jednostek terytorialnych do celów statystycznych, Polska Agencja Rozwoju Regionalnego, Warszawa 2001

mia77 napisała:

> Gdyby nie badania sponsorowane przez producenta, na rynku nie byłoby żadnego
> leku, nie mówiąc o kosmetykach...
> I nie zmienia to faktu, że wyniki są obiektywne, zapewniam CIę. Jak chcesz się
> czegoś dowiedzieć o metodologii powyższych, pytaj śmiało, odpowiem.
>

Z tym sie nie zgodze, niestety, bo takie "badanie" to zadne badania i dowody a
wyniki nie sa w zaden sposob obiektywne, wrecz przeciwnie.

O metodach przeprowadzania powyzszych "badan" wiem niestety wystarczajaco duzo
(bo na tym miedzy innymi polega moj zawod, jak i na analizie skladow na
przyklad kosmetykow), zeby stwierdzic, co siedzi w kremach koncernu L'Oreal (do
ktorego Vichy nalezy).

Aby nadać dla przykladu modnemu obecnie zjawisku nawilżania skóry bardziej
„naukową” aurę, firmy kosmetyczne często wykonują jakieś badania potwierdzające
wysoką skuteczność swoich produktów. Po bliższym przyjrzeniu się tym badaniom
okazuje się, że w wielu przypadkach są to ankiety, w których jakiś procent
ankietowanych kobiet stwierdza, że np. „skóra ma więcej blasku”. Słowem nie
używa się tu żadnych naukowych kryteriów, tylko ocenia subiektywne doznania. W
najlepszym przypadku jest to jedno lub dwa zdjęcia spod mikroskopu
elektronowego, a więc żaden powtarzalny materiał mogący posłużyć jako podstawa .
Badania te nie są zazwyczaj nigdzie publikowane i nie wiadomo jak dokładnie
zostały wykonane, np. jakich metod statystycznych użyto przy obróbce wyników.

W związku z powyższym, znajomość działania preparatów opiera się często na
przypuszczeniach lub na pseudo – badaniach, przewidzianych bardziej na efekt
marketingowy niż na rzetelne sprawdzenie jak dany preparat działa – przynajmniej
w Europie.

Szanowny Panie
Proszę wybaczyć, że odpowiadam dopiero teraz, ale nawał obowiązków służbowych
oraz (co istotniejsze) brak dostępu do komputera uniemożliwiły mi wcześniejszą
odpowiedź.
Ustosunkowując się do pańskich pytań, a może lepiej - wątpliwości, to pragnę
zwrócić Pana uwagę, że oczywiście ma Pan rację zwracając uwagę na różny stopień
trudności różnych egzaminów przedmiotowych. Jednak - wiele opinii w tej sprawie
jest subiektywnych i rzeczywistym kryterium sprawdzającym będą wyniki końcowe.
Znajdzie je Pan (oraz wszyscy zainteresowani) w opublikowanym na stronie www
Centralnej KE raporcie pomaturalnym, który ukarze się dopiero po zakończeniu
egzaminu. Przy pomocy dość skomplikowanych metod analizy statystycznej (których
nie chciałbym w tym miejscu poruszać) wyliczone będą tzw. wskaźniki łatwości
dla całości arkuszy oraz dla poszczególnych zadań. Wtedy dopiero okaże się,
które egzaminy były łatwiejsze, a które trudniejsze. Kierujemy się tutaj -
zarówno Pan, jak i ja jedynie własnym przeczuciem, które nie musi być zgodne z
wynikami w skali kraju.
Co do spraw merytorycznych:
- powstanie Chmielnickiego - wszystko zależy od kontekstów, czyli sposobu
formułowania zdania. Polityka Władysława IV położyła kres prześladowaniom
dyzunitów, a więc unia przestała być już takim problemem zapalnym na wschodnich
ziemach Rzeczypospolitej. A więc wprost - unia brzeska nie była bezpośrednią
przyczyną wybuchu powstania. Jednocześnie podgrzała atmosferę na tych ziemiach
i z całą pewnością zaostrzyła wcześniejsze problemy z Kozakami. Pisała już o
tym kiedyś wcześniej moja młoda koleżanka Marta.
- polityka prozachodnia - oczywiście uznać należy wszystkie odpowiedzi wiążące
małżeństwa polskich władców z szukaniem sojuszników w konfliktach
międzynarodowych, poszukiwaniem pomocy w wojnach z Turcją, szwecją a pośrednio
z Rosją, a także z chęcią wzmocnienia pozycji władców polskich zarówno w
kontekście polityki zagranicznej, jak i wewnętrznej.
- podręczniki - cóż są różne.

Gość portalu: kasiak napisał(a):

> Gość portalu: Mira napisał(a):
>
> > Nie wiem ile jest krajow na swiecie ktorym Ameryka nie pomaga. Uwazam to z
> a
> > wspanialomyslnosc a palenie flag za niewdziecznosc wobec darcow.
>
> Mira,
> czasami warto czytac analizy rynku - przytaczam za AC Nielsen (www.acnielsen.co
> m)
> - procent dochodu narodowego wydanego na pomoc dla krajow rozwijajacych sie w
> 1999:
> USA 0.1% (jedna dziesiata procenta)
> Niemcy 0.26%
> Anglia 0.23%
> Holandia 0.79%
Droga Kasiu,
dziekuje,czytalam inne dane statystyczne ale widocznie kazdy mowi cos innego -
kazdy kraj i kazda statystyka co jest prawda jeden Bog wie. Te co ja czytalam-
niestety nie mam kopii byly zupelnie inne. Kto jest fundatorem tych brakujacych
98% (podaj kilku najwiekszych i %) . Dziekuje.
>
> Amerykanie udzielaja swojej pomocy pod warunkiem ze 2/3 sumy podarowanej bedzie
> przeznaczone na zakup produktow amerykanskich (wg. Jeff Madrick, redaktora
> Challenge Magazine, piszacego rowniez regularnie do Times)
To jest w moich oczach OK.
>
> Nielsen opublikowal tez liste najwiekszych globalnych firm (wg Nielsen taka fir
> ma
> ma ponad 1 bilion dolarow obrotow rocznie i ponad 5% dochodow pochodzi z rynkow
>
> zagranicznych)
> Obecnie mamy na swiecie 43 firmy spelniajace te kryteria. Wymieniam pierwsze 3
> -
> w kolejnosci od majacych najwyzsze zyski:
> 1. Marlboro
> 2. Coke
> 3. Pepsi
To nie zbyt relevant do tematu dyskusji ale tez Dziekuje.

> I jeszcze jedno zestawienie:
> 1/3 ludnosci na swiecie utrzymuje sie za 2 dolary na dzien - tyle kosztuja dwie
>
> puszki coli (z automatu)
>
> Kasia
Chcesz powiedziec zebym coli nie pila ktora tak lubie??? Zartuje.
Krotko na koniec- USA pomaga innym krajom. Ile daje ciezko stwierdzic (bo kazdy
mowi cos innego) ale faktem jest ze USA pomaga i nie nalezy tego kto komus pomaga
(w jakikolwiek sposob) obrazac ani atakowac. To po prostu nie ladnie. Mysle ze
kazdy sie ze mna zgadza.

Pozdrawiam
Mira

Nie podejmuje się odpowiedzieć na pytanie czy kobiety są dobrymi kierowcami.
Pewnie podobnie jak w przypadku mężczyzn bywa to różnie. Ponad to dużo zależy
od przyjętych kryteriów oceny.
Sprawa nie jest ani prosta do oceny ani oczywista, jak to się wydaje niektórym
dyskutantom.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa ruchu najistotniejsza jest jednak odpowiedź na
pytanie czy kobiety stwarzają większe zagrożenie na drogach i czy w
konsekwencji powodują więcej wypadków (zdarzenia z ofiarami)?

W ITS podjęto próbę ustalenia pewnych faktów.
Na podstawie danych statystycznych o wypadkach drogowych w Polsce i danych o
udziale w ruchu drogowym poszczególnych grup kierowców stwierdzono, że:
 31% osób uprawnionych do prowadzenia samochodów osobowych to kobiety,
 udział kobiet w ruchu drogowym wynosi 18%,
 kobiety stanowią 14% kierowców, którzy spowodowali wypadek,
 obliczono, że kobiety są sprawcami jednego wypadku drogowego raz na 7 mln
przejechanych kilometrów a mężczyźni raz na 4 mln kilometrów czyli prawie dwa
razy częściej,
 kobiety w każdej kategorii wiekowej stanowią znacznie mniejsze zagrożenie
niż mężczyźni w tym samym wieku jednak wśród kobiet kierowców młode kobiety
stanowią największe zagrożenie. Wskaźnik częstości wypadków dla kobiet w wieku
18-24 lata wynosi jeden wypadek na 5 mln przejechanych kilometrów. Dla młodych
mężczyzn analogiczny wskaźnik wynosi jeden wypadek na 1,7 mln kilometrów.
 Znacznie mniej kobiet powoduje wypadki będąc pod wpływem alkoholu. Wśród
pijanych kierowców uczestniczących w wypadkach kobiety stanowią 4% a 96% to
pijani mężczyźni,
 kobiety uczestniczące w wypadkach rzadziej niż mężczyźni jeżdżą z nadmierną
prędkością częściej natomiast nie przestrzegają pierwszeństwa przejazdu,
 charakterystyczne dla zachowania kobiet za kierownicą jest również to, że
rzadziej uczestniczą w wypadkach, w których poszkodowane są osoby piesze,
 niestety udział kobiet powodujących wypadki stale rośnie (z 7% w 1990 r. do
14% w 2001r.).

Generalnie można więc uznać, że kobiety stwarzają mniejsze zagrożenie na
drogach niż mężczyźni. Jednak analiza danych statystycznych wykazała, że wraz
ze wzrostem aktywności kobiet rośnie również udział kobiet w wypadkach
drogowych. Co gorsza istnieją wyniki badań, które wskazują na to, że kobiety
zmieniają swój sposób jazdy. Coraz częściej pojawiają się w ryzykownych
sytuacjach, jeżdżą agresywniej, częściej sięgają po alkohol. Wydaje się, ze
często krytykowane kobiety pragną dorównać mężczyzną przyjmując tzw. męski styl
jazdy, ze wszystkimi jego negatywnymi konsekwencjami. Jak wykazała
przeprowadzona analiza chwilowo jednak większość kobiet siadając za kierownicą
wykazuje więcej rozwagi i odpowiedzialności niż mężczyźni. Miejmy nadzieje, że
panie nie ugną się pod presją mężczyzn.

Pozdrawiam

Owszem. Ten problem jest tam jakoś analizowany. Badania zawierały wiele pytań dotyczących przeróżnych sfer życia i wielu aspektów i płaszczyzn.
Każda płaszczyznę czy tez sferę badań, metodologię i analizę wyników omawia inny badacz, na ogół specjalista najbliższy danej tematyce.

I tak "przyczynę aktualnej niechęci populacji statystycznej do
Żydów" zajmuje się Helena Datner-Śpiewak w rozdziale "Struktura i wyznaczniki postaw antysemickich" (str. 27-64). Rozdział ten jest o tyle ciekawy, że omawia owe wyznaczniki, jakimi posługują się badacze do pomiaru natężenia antysemityzmu w różnych krajach. Powołuje się przy tym na "Antysemitism. World Report", wydawany przez Institute of Jewish Affaires (Londyn) w którym są one (problematyka ich stosowania) omówione.

> "O ile mi wiadomo w zadnym z badanych krajow problem zydowski od dawna
nie istnieje." Właśnie tym zajmuje się ów londyński Institute of Jewish Affaires, który co roku publikuje raport na ten temat, gdzie opisuje "stan i poziom antysemityzmu w różnych krajach, posługując się znormalizowanymi jakoś kryteriami badawczymi. Jestem prawie pewien, że jest dostęp przez Internet do tych raportów.

Ta książka nie jest zbyt aktualna. Dotyczy badań przeprowadzonych w 1992 i opracowanych i wydanych dopiero w 1996.

Ale jest przykładem, jak takie badania powinny wyglądać.
Książka jest osiągalna, bo ciągle ją spotykam na półkach różnych księgarń.

A oto link do recenzji/streszczenia owej ksiązki:

www.niniwa.cad.pl/wsp.htm - bardzo obszerna. Autor słusznie podkreśla autorzy tak obszernych badań wykręcili się od skonkludowania swojej pracy.

W tymże ekstrakcie treści owej pracy znajdziemy taki tekst:

"[...]Badacze, chcąc ujawnić podskórne niechęci i stereotypy zadali pytania - czy Żydzi mają zbyt wielki wpływ w kraju na polskie massmedia - TAK odpowiedziało 21,5 %. Negatywnie oceniających wpływ Żydów w Polsce na życie politycznie i gospodarcze było 35%. Jednak przekonanych o wielkim wpływie Żydów w świecie było już 55% badanych, a 58% było pewnych, co do wpływu Żydów na większość finansów świata. Wysokie poparcie zanotowano dla stereotypów o wzajemnym popieraniu się Żydów i skrytym dążeniu do rządzenia.
Pamiętajmy, że wszystkie te "procenty" są o wiele wyższe, niż deklaracje niechęci do Żydów, wniosek z tego, że albo Polacy boją się zadawanych wprost pytań o niechęć, albo też takie uczucia jak niechęć czy sympatia nie mają większego znaczenia dla utrwalonych stereotypów (badania dowiodły przecież, że osobisty kontakt z Żydami zwiększa poziom antysemityzmu).
Bodaj najlepszym z pytań, mających prowokować antysemickie deklaracje było - jak uważasz, czy ktoś urodzony w Polsce w żydowskiej rodzinie i uważa się z Polaka, jest rzeczywiście Polakiem czy też Żydem? Większość, bo 62% odpowiedziało - jest Żydem. W tej stanowczej odpowiedzi kryje się przekonanie o niezacieralnej, rasowej specyfice Żydów, samookreślenie narodowe Żyda nie ma znaczenia wobec jego żydowskiej natury. [...]"

Nawiasem mówiąc sporo interesujących tekstów jest na tej stronie, poświęconej historycznym korzeniom polskiego antysemityzmu: www.niniwa.cad.pl/

I tak na marginesie - ostatnia uwaga. Myślę, że badania nad stanem antysemityzmu w Polsce są regularnie prowadzone, ale ich wyniki upubliczniane są jedynie od czasu do czasu. (co nie znaczy oczywiście, że są zatajane).
Pozdrowienia
Nu!

Aha. I nie rozumiem, czmu nikt się nie powołuje na tą pracę i wnioski z niej płynące. Na tym i innych forach aż puchnie od domorosłych "znawców" semi i antysemityzmu, a jakos nikomu siegnąc sie po nią nie chciało... Mniejsza z tym,

nieprawdopodobny kretynizm !!!!!
Gość portalu: Nu! napisał(a):

> Owszem. Ten problem jest tam jakoś analizowany. Badania zawierały wiele pytań
d
> otyczących przeróżnych sfer życia i wielu aspektów i płaszczyzn.
> Każda płaszczyznę czy tez sferę badań, metodologię i analizę wyników omawia
inn
> y badacz, na ogół specjalista najbliższy danej tematyce.
>
> I tak "przyczynę aktualnej niechęci populacji statystycznej do
> Żydów" zajmuje się Helena Datner-Śpiewak w rozdziale "Struktura i wyznaczniki
p
> ostaw antysemickich" (str. 27-64). Rozdział ten jest o tyle ciekawy, że
omawia
> owe wyznaczniki, jakimi posługują się badacze do pomiaru natężenia
antysemityzm
> u w różnych krajach. Powołuje się przy tym na "Antysemitism. World Report",
wyd
> awany przez Institute of Jewish Affaires (Londyn) w którym są one
(problematyka
> ich stosowania) omówione.
>
> > "O ile mi wiadomo w zadnym z badanych krajow problem zydowski od dawna
> nie istnieje." Właśnie tym zajmuje się ów londyński Institute of Jewish
Affaire
> s, który co roku publikuje raport na ten temat, gdzie opisuje "stan i poziom
an
> tysemityzmu w różnych krajach, posługując się znormalizowanymi jakoś
kryteriami
> badawczymi. Jestem prawie pewien, że jest dostęp przez Internet do tych
raport
> ów.
>
>
>
> Ta książka nie jest zbyt aktualna. Dotyczy badań przeprowadzonych w 1992 i
opra
> cowanych i wydanych dopiero w 1996.
>
> Ale jest przykładem, jak takie badania powinny wyglądać.
> Książka jest osiągalna, bo ciągle ją spotykam na półkach różnych księgarń.
>
> A oto link do recenzji/streszczenia owej ksiązki:
>
> <a
href="http://www.niniwa.cad.pl/wsp.htm"target="_blank">www.niniwa.cad.pl/wsp
> .htm</a> - bardzo obszerna. Autor słusznie podkreśla autorzy tak obszernych
bad
> ań wykręcili się od skonkludowania swojej pracy.
>
> W tymże ekstrakcie treści owej pracy znajdziemy taki tekst:
>
> "[...]Badacze, chcąc ujawnić podskórne niechęci i stereotypy zadali pytania -
c
> zy Żydzi mają zbyt wielki wpływ w kraju na polskie massmedia - TAK
odpowiedział
> o 21,5 %. Negatywnie oceniających wpływ Żydów w Polsce na życie politycznie i
g
> ospodarcze było 35%. Jednak przekonanych o wielkim wpływie Żydów w świecie
było
> już 55% badanych, a 58% było pewnych, co do wpływu Żydów na większość
finansów
> świata.

CZYLI CO ? STWIERDZENIE FAKTU, ZE WIEKSZOSC BANKOW i np. WIEKSZOSC WAZNIEJSZYCH
DZIENNIKOW w USA nalezy do Zydow jest uwazane za przyklad ANTYSEMITYZMU?
To juz naprawde kuriozum zydowskiej propagandy. Trzeba byc debilem, zeby sie
nabrac na tego typu badania.

Wysokie poparcie zanotowano dla stereotypów o wzajemnym popieraniu się
> Żydów i skrytym dążeniu do rządzenia.
> Pamiętajmy, że wszystkie te "procenty" są o wiele wyższe, niż deklaracje
niechę
> ci do Żydów, wniosek z tego, że albo Polacy boją się zadawanych wprost pytań
o
> niechęć, albo też takie uczucia jak niechęć czy sympatia nie mają większego
zna
> czenia dla utrwalonych stereotypów (badania dowiodły przecież, że osobisty
kont
> akt z Żydami zwiększa poziom antysemityzmu).
> Bodaj najlepszym z pytań, mających prowokować antysemickie deklaracje było -
ja
> k uważasz, czy ktoś urodzony w Polsce w żydowskiej rodzinie i uważa się z
Polak
> a, jest rzeczywiście Polakiem czy też Żydem? Większość, bo 62% odpowiedziało -

> jest Żydem. W tej stanowczej odpowiedzi kryje się przekonanie o
niezacieralnej,
> rasowej specyfice Żydów, samookreślenie narodowe Żyda nie ma znaczenia wobec
j
> ego żydowskiej natury. [...]"

Natomiast na podobne pytanie Zydzi odpowiadaja : 100 % osob urodzonych w
zydowskich rodzinach w Polsce to Zydzi.
CO SIE WIEC KRYJE W ODPOWIEDZI ZYDOW ???????????????

>
> Nawiasem mówiąc sporo interesujących tekstów jest na tej stronie, poświęconej
h
> istorycznym korzeniom polskiego antysemityzmu: <a
href="www.niniwa.cad.p
> l/"target="_blank">www.niniwa.cad.pl/</a>
>
> I tak na marginesie - ostatnia uwaga. Myślę, że badania nad stanem
antysemityzm
> u w Polsce są regularnie prowadzone, ale ich wyniki upubliczniane są jedynie
od
> czasu do czasu. (co nie znaczy oczywiście, że są zatajane).
> Pozdrowienia
> Nu!
>
> Aha. I nie rozumiem, czmu nikt się nie powołuje na tą pracę i wnioski z niej

> ynące. Na tym i innych forach aż puchnie od domorosłych "znawców" semi i
antyse
> mityzmu, a jakos nikomu siegnąc sie po nią nie chciało... Mniejsza z tym,

Płatne studia dzienne - co to oznacza dla UŁ?
Hej,

Portal gazeta.pl prezentuję następującego newsa:

/początek cytatu/

Będą płatne studia i kredyty na naukę

PRZEGLĄD PRASY: Minister nauki ma ambitne plany zmiany systemu
finansowania wyższych uczelni. Rozważa m.in. uruchomienie systemu
gwarantowanych kredytów na opłacenie studiów. A to oznacza, że myśli
o wprowadzeniu częściowej lub całkowitej odpłatności za naukę w
szkołach wyższych - pisze "Polska".
- Jedynym kryterium starania się o kredyt byłoby uzyskanie indeksu -
mówi Barbara Kudrycka. Szefowa resortu nauki chce się wzorować na
rozwiązaniach stosowanych w Wielkiej Brytanii i USA. - To na razie
idea, zostanie ona poddana konsultacjom i analizom zespołów
eksperckich - zastrzega pani minister.

- Najpóźniej za trzy miesiące resort nauki i szkolnictwa wyższego
przedstawi założenia reformy systemu finansowania studiów i uczelni -
zapowiada Barbara Kudrycka.

O reformę systemu finansowania studiów i uczelni od lat apelują
rektorzy i państwowych, i prywatnych uczelni. Jak jeden mąż
przekonują, że gwarantowane w konstytucji bezpłatne studia stały się
w Polsce fikcją. Rekomendują wprowadzenie odpłatnych studiów dla
wszystkich, ale z szerokim wsparciem finansowym państwa dla
najzdolniejszych i najuboższych.

Polsce potrzebny jest system, który nie będzie wybiórczo promował
części studentów i uczelni. Sytuacja, gdy trzy czwarte studentów
płaci za naukę, a pozostali nie, jest niesprawiedliwa ? zaznacza
prof. Tomasz Borecki, rektor warszawskiej SGGW i wiceszef
Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (zrzesza ponad sto
uczelni).

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2006 r. w Polsce są
blisko dwa mln studentów. Ponad 1,250 mln studiuje w szkołach
niepublicznych albo na kierunkach zaocznych i wieczorowych. Za naukę
płacą nawet kilkanaście tys. zł rocznie. Jedynie około 750 tys. osób
uczy się na dziennych studiach na publicznych uczelniach, w stu
procentach opłacanych przez państwo.

- Ten system jest niesprawiedliwy społecznie - mówi prof. Krzysztof
Pawłowski, rektor Wyższej Szkoły Biznesu w Nowym Sączu. - Pomoc
państwa zamiast do naprawdę potrzebujących trafia przede wszystkim
do dzieci zamożniejszych i wykształconych rodziców, którzy latami
inwestowali w edukację swoich dzieci i w ten sposób zapewnili im
wstęp na bezpłatne dzienne studia w renomowanych uniwersytetach -
dodaje.

/koniec cytatu/

Mój komentarz.

Wprowadzenie płatnych studiów dziennych to z jednej strony jeszcze
większe wyzwania dla budżetów domowych, ale z drugiej strony wzrost
rywalizacji pomiędzy uczelniami. I zastanawiam się, jak ten drugi
fakt wpłynie na Uniwersytet Łódzki?

Załóżmy, że opłaty za studia zostają wprowadzone od 1 października
2008 a UŁ nie planuje przeprowadzenia większej reformy dydaktyczno-
organizacyjnej. Te osoby, które są zdolne ale niechętne do migracji
na studia do innego miasta, przemyślą wybór uczelni ponownie. Skoro
i tak będzie się wszędzie płacić za studia, to naturalnym wydaje się
wybór tej najlepszej uczelni będącej w ich zasięgu. A UŁ jest
uplasowany daleko na listach rankingów krajów, że o międzynarodowych
nie wspomnę. Dlatego uważam, że przy braku reformy łódzkiej uczelni,
czeka ją w kolejnych latach napływ coraz gorzej przygotowanych
studentów bo ci najlepsi będą chcieli wydać swoje pieniądze w sposób
najlepszy. Za kilka lat może się okazać, że rynek szkolnictwa
wyższego w Polsce będzie przypominał rynek amerykański, na którym są
liczne wyśmienite uczelnie klasy światowej z Harvardem czy
Georgetown na czele (ten drugi uniwersytet znam osobiście całkiem
dobrze i nie widzę ŻADNEJ płaszczyzny porównawszej z UŁ), ale także
liczne słabe uniwersytety dla ludności napływowej, dla ludności
imigracyjnej. I mając przed oczami sytuację w USA prognozuję, że bez
gruntownych zmian UŁ będzie się zaliczał właśnie do tej drugiej
kategorii. I to jest jeden z powodów dla których po powrocie do
kraju najprawdopodobniej zdecyduję się na emigrację z Łodzi do
Warszawy czy Krakowa. Chcę, by moje dzieci miały dostęp właśnie do
najlepszych uczelni, skoro i tak mam płacić za ich wyższą edukację.
Ale wierzę, że i UŁ będzie mógł w przyszłości powalczyć o najwyższe
miejsca w rankingach pod warunkiem, że wprowadzone zostaną
wspomniane reformy.

Pozdrawiam z hallu jednego ze 100 najlepszych uni na świecie,
maxxman :-)

" RAPORT. W ostatniej dekadzie liczba ubogich najbardziej wzrosła w Polsce

Dzieciom bieda

Niedożywiona, bez aspiracji, w kiepskiej kondycji - taka jawi się przyszłość
kraju. Coraz więcej dzieci w Polsce żyje w ubóstwie.

Dzieje się tak, mimo rozmaitych programów pomocy, mimo ogromnych wydatków
państwa na cele socjalne.
Ostatni raport UNICEF pokazał, że wśród 24 badanych krajów OECD, liczba
biednych dzieci najbardziej wzrosła w Polsce - o 4,3 proc. w minionej dekadzie
(lata 1990-2000).
Badacze za punkt odniesienia przyjęli statystyczny średni dochód na osobę
w rodzinie. Według tych kryteriów ubóstwo jest wtedy, gdy na dziecko przypada
mniej niż połowa tej kwoty. Według raportu, w takich warunkach żyło 12,7 proc.
dzieci w Polsce.
Choćby obiad
- Te badania pokazują pewną tendencję - mówi Mirosław Kaczmarek, dyrektor
Zespołu Badań i Analiz w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. W 2002 roku biuro
zleciło socjologom z Uniwersytetu Łódzkiego badania nad biedą wśród dzieci.
Socjolodzy sprawdzili, ilu najmłodszych korzysta z jakiegokolwiek wsparcia
pomocy społecznej - na przykład może to być tylko obiad w szkole.
Wtedy najgorzej było w województwach warmińsko-mazurskim i świętokrzyskim -
ponad 40 proc. dzieci korzystało z pomocy. Kujawsko-Pomorskie też nie wypadło
dobrze - w biedzie żyło co trzecie dziecko.
Trudno powiedzieć, jak jest dziś. W naszym regionie nie prowadzi się badań
nad biedą, tym bardziej nad sytuacją dzieci.
Mimo że łódzcy socjolodzy przed kilku laty i teraz badacze UNICEF biorą
pod uwagę inne kryteria, wnioski są podobne.
Jedna i ciut
Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej w Toruniu co roku sporządza bilans
środków i potrzeb na pomoc społeczną w województwie kujawsko-pomorskim. Wynika
z niego, że najwięcej rodzin korzysta z pomocy z powodu ubóstwa (ponad 70
tysięcy), na drugim miejscu jest bezrobocie (prawie 68 tysięcy). W 2003 roku
wsparcia udzielono ponad 9700 rodzinom wielodzietnym (troje i więcej dzieci).
Kujawsko-pomorskie gminy przewidują, że w tym roku z bezpłatnego
dożywiania skorzysta 70 tysięcy uczniów (w województwie mamy 248 tysięcy
uczniów szkół podstawowych i gimnazjów).
Pocieszające jest, że przybywa świetlic środowiskowych. W tym roku mają
powstać 22 nowe. Będzie ich wtedy prawie 200 w województwie. Statystycznie
trochę więcej niż jedna w każdej gminie. W ilu gminach nie ma żadnej?
Pomysły i efekty
Z jednej strony mamy alarmujące wyniki badań, pokazujące ogrom biedy, z
drugiej coraz to nowe rządowe programy pomocy i kolosalne pieniądze na wydatki
socjalne państwa. Jeśli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? - chciałoby
się zapytać.
Bo rzeczywiste efekty rozmijają się z intencjami autorów.
- Na "Posiłek dla potrzebujących" przeznaczono 160 milionów złotych
przyjmując, że obiad będzie kosztował 2 złote. Skorzystać ma milion 100 tysięcy
dzieci. Według naszych szacunków potrzeba 300 milionów złotych dla miliona 800
tysięcy dzieci - wylicza dyrektor Kaczmarek.
Do tego ceny obiadów w szkołach wzrosły. Ze Śląska już napływają sygnały,
że po podwyżkach ponad 40 procent dzieci zrezygnowało z posiłków. Rodziców o
niskich dochodach stać było na obiad za 2 złote, ale nie mogą sobie pozwolić na
kupowanie go za 4 czy 5 albo i więcej złotych. Na skorzystanie z pomocy są
zbyt "bogaci".
- Niestety, u nas nie przewiduje się długofalowych skutków zmian - uważa
dyrektor biura analiz. - A one wpływają na postawy ludzi i ich wybory. To jeden
z grzechów pierworodnych zmiany przepisów.
Przykładem również dodatek dla osób samotnie wychowujących dziecko, a z
drugiej strony brak wsparcia dla rodzin wielodzietnych. Reakcja społeczeństwa
była natychmiastowa - w sądach kilkakrotnie wzrosła liczba pozwów o rozwody i
separacje. Dopiero w ubiegłym tygodniu Sejm poprawił ustawę.
Idą w parze
Gołym okiem widać, że bieda dzieci wiąże się z biedą rodziny. Dorota
Wróblewska, dyrektor toruńskiego Regionalnego Centrum Pomocy Społecznej mówi,
że ubóstwo w dużej mierze jest wynikiem sytuacji na rynku pracy. Bezrobocie i
bieda najczęściej idą z sobą w parze. W wielu rodzinach utrwalił się brak
aspiracji do nauki. Miały go przełamać stypendia dla uczniów. Ale z ich wypłatą
też gładko nie idzie.
Dyrektor Wróblewska zauważa, że dużo też jeszcze trzeba, by mówić o
prawdziwej polityce prorodzinnej. Dzieci najbardziej narażone są na ubóstwo i
wykluczenie społeczne.
-
To truizm, ale głodne, niedożywione, źle wykształcone dzieci są kiepską
perspektywą na przyszłość.

GP Jolanta Zielazna
12 Marca 2005 "

- gdyby wiecej ludzi posiadalo wrazliwosc JACKA KURONIA....to napewno byloby
mniej glodujących dzieci

radca

Google sprawdzilem pobierznie i moje teorie mam, ale nijak ich nie dowiodlem,
raczej powielily mi sie watpliwosci (musialbym nad tym solidniej przysiasc i
troche przeczytac o algorytmach opracowywania wynikow - na proste wyszukiwanie
ratingowe to juz nie wyglada)

1) moze zawezac poszukiwania traktujac wlasnie pewne sformulowania jako zwroty,
ktore moga wykluczac inne zwrotne (np. el ser nie bedzie np. prawie nigdy
podawany jesli ktos chce uzyskac wynik el ser humano), ale to byloby
problematyczne w realizacji i mogloby prowadzic do braku wyszukania strony,
ktora zawiera fraze el ser, jednak przy kilku probach (wygrzebujac slowa
charakterystyczne z tekstu i probujac zawezic wyniki tak, aby pokazal tylko
jedna strone) zawsze ta strone znajdywal - moze gdy ilosc stron znalezionych
zaczyna spadac ponizej pewnej ilosci zaczyna szukac "glebiej". Czyli nie jest to
pewne, czy tedy droga, choc w przypadku duzej ilosc trafien kryteria "przesiewu"
moglyby byc ostrzejsze..

Ta teoria wydaje mi sie jeszcze ze wszystkich najbardziej prawdopodobna - inne,
ktore przychodzily mi do glowy jeszcze gorzej sie sprawdzaja. W sumie moglaby
byc zrealizowana tak, ze dla najbardziej popularnych zwrotow istnieja takie same
indeksy jak dla pojedynczych slow i wtedy moze podac wiecej wynikow - trudno mi
odenic glebokosc szukania z uwagi na cache (pierwsze szukanie zajmuje wiecej
czasu, nastepne bardzo malo, bo wyniki sa gdzies przechowywane - widac to po
czasie i przy kilku probach dla slow popularnych nie mam zadnej pewnosci, ze
wyniki nie sa wprost wziete z cache'u, musialbym to zrobic statystycznie piszac
aplikacje do zadawania kwerend i opracowac wyniki, inaczej nie bedzie to
miarodajne).

2) Sadzilem, ze przy slowach bardziej popularnych google zatrzymuje sie po kilku
milionach trafien. Niestety to nie jest prawda: wyszukiwanie "el" daje 173 000
000 wynikow, wiec tak nie jest - pierwotnie sadzilem, ze wynik 173 000 000
bierze nie z faktycznej ilosci stron a z "indeksu slow" - google wie, ze
wystepuje w takiej ilosci stron i podaje wynik jednym wyciagnieciem z bazy bez
zadnych ograniczen dodatkowych, ale tak tez niestety jest - dajac zestawienie
dwoch popularnych slow np. el i la daje wyniki 174 000 000, czyli wiecej, co
przeczy jaskrawie mojej teorii.

Jednym slowem ilosc stron podanych jako "znalezione" wydaje sie zalezec od
ilosci wynikow - gdy jest ich pare - paredziesiat to wynik jest precyzyjny, dla
milionow w wynikach jest mozliwy duzy rozrzut na skutek pewnych ograniczen albo
samego dzialania motora googla (to moze wynikac np. tylko z ograniczen
technologicznych implementacji motora), albo dzialania celowo implementowanych
algorytmow. Aby te dwie rozroznic trzebaby przeanalizowac skutecznosc dla
roznych zapytan a to badanie dla hackerow pracujacych w firmach swiadczacych
uslugi na rzecz "dzwigania ratingu w google" (takie firmy istnieja ;-) ) a nie
dla mnie - specjalisty od architektur embedded dla ktorych problematyka baz
danych to pare epizodow w zyciu.

Przez te analizy na pewno sie utwierdzilem w przekonaniu, ze za niepozorna i
prymitywna na oko witryna google.com kryje sie prawdziwie skomplikowana maszyna
i technologiczny majstersztyk (oraz firma, ktorej wartosc gieldowa jest w tej
chwili wyzsza niz AOL/Time Warner).

Co do gramatyki, to piszesz juz prawie neutralnie, ale nie moge tak tego
spokojnie zostawic ;-)

Choc oczywiscie, ze masz racje, iz wyrazenie "el ser humano" pelni jak
najbardziej funkcje rzeczownika - to nie podlega dyskusji, jednak w samym
wyrazeniu humano jest ciagle przymiotnikiem.
_Rzeczowniki_, ktore pochodza z konstrukcji czasownik + przymiotnik - np. el
engañabobos, co znaczy m.in. kanciarz (za gramatyka, ktora mam przed soba :> ) -
po pierwsze sa "sklejone" po drugie nie podlegaja odmianie w liczbie mnogiej,
poza rodzajnikiem.

El ser humano jest wyrazeniem, ktore mozna uzywac jako rzeczownik, ale
rzeczownikiem per se nie jest, tylko pewna konstrukcja (czy to sie nie nazywa
czasem "konstrukcja frazeologiczna"? moze nie - ja nie jestem lingwista) a samo
slowo humano jest w tym wypadku ciagle _przymiotnikiem_. Oczywiscie istnieje tez
el humano, ale nie w tej konstrukcji - rodzajnik jesli jest uzywany razem z
rzeczownikiem to AFAIK _musi_ stac tuz przed nim (moze sa jakies wyjatki? Ale
jesli tak, to podaj prosze wydanie ksiazki i bynajmniej nie pisze o
konstrukcjach zlozonych czy zwrotach nawiazujacych do wczesniejszego kontekstu,
w ktorych rodzajnika w pojedynke uzywa sie jako podmiotu czy dopelnienia).

Gruss,

T.

Tzw. rankingi konkurencyjnosci to lipa!
...oceniając konkurencyjność gospodarek Australii i Nowej Zelandii skoncentruję się na takich „klasycznych” miarach jak: dla pozycji danej gospodarki (competitive position) PKB i PKB per capita, wydajność pracy oraz szeroko rozumiane warunki pracy i płacy a dla zdolności konkurencyjnej danej gospodarki (competitive ability) szeroko rozumiane indykatory ekonomicznego wzrostu, w tym szczególnie indykatory wydajności pracy, pomijając jednakże tzw. syntetyczne mierniki, takie jak np. opracowywane corocznie przez szwajcarską firme IMD. Głównym powodem odrzucenia przeze mnie owych syntetycznych wskaźników (nie tylko metody IMD, ale także metody World Economic Forum czy Heritage Foundation) jest ich arbitralność, a także, co słusznie zauważył Bossak w przypadku metodologii IMD:
…charakterystyczną cechą raportu (IMD – L.K.) jest brak odniesienia do teorii i słabości metodologiczne. W konsekwencji ogromny, niezwykle ciekawy zbiór danych porównawczych oraz rankingi i inne analizy statystyczne, jakkolwiek istotnie wzbogacają naszą wiedzę na temat konkurencyjności, nie są w stanie zastąpić słabości podstaw teoretycznych i metodologicznych. Innymi słowy, bogactwo faktograficzne i proste porównania statystyczne nie są wsparte wysoką jakością analizy.

Podobne zarzuty można postawić właściwie wszystkim syntetycznym miernikom jakości. Opierają się one bowiem przeważnie na niskiej jakości danych pochodzących z ankiet, a więc już na początku wprowadzają element arbitralny. Najmniej obiektywny (i jednocześnie najbardziej arbitralny) jest zaś niewątpliwie indeks wolności gospodarczej opracowywany przez Heritage Foundation. Jak słusznie zauważył Bossak poprzez wysoką arbitralność w doborze kryteriów, Singapur został zaliczony do państw o najwyższym poziomie wolności ekonomicznej. Pomijając znany fakt, iż jest to typowe państwo policyjne (police state) gdzie rząd ingeruje praktycznie we wszystkie sfery życia ludności (nawet w dobór współmałżonków), to idaleko idąca ingerencja państwa w takich dziedzinach jak płace, oszczędności, bankowość a także media nie pozwalają w żadnym wyapdku zaliczyć Singapuru do wolnych ekonomicznie krajów.

Z powyższych powodów nie będę więc korzystać w mej analizie konkurencyjności gospodarek Australii i Nowej Zelandii z owych mierników sysntetycznych, a ograniczę się do bardziej tradycyjnych, ale też i mniej arbitralnych “klasycznych” mierników, takich jak uprzednio wymienione PKB i PKB per capita, wydajność pracy oraz szeroko rozumiane warunki pracy i płacy dla pozycji danej gospodarki (competitive position) a dla zdolności konkurencyjnej danej gospodarki (competitive ability) szeroko rozumiane indykatory ekonomicznego wzrostu, w tym szczególnie indykatory wydajności pracy.
Wiecej na: www.racjonalista.pl/kk.php/s,3865

Global Competitiveness Report to lipa!
"Szwajcarska" firma IMD, ktora opracowuje Global Competitiveness Report
to zwykla agentura CIA, jak dawniej radio "Wolna" Europa. Poczytaj:
...oceniając konkurencyjność gospodarek Australii i Nowej Zelandii skoncentruję
się na takich „klasycznych” miarach jak: dla pozycji danej gospodarki (competitive position) PKB i PKB per capita, wydajność pracy oraz szeroko rozumiane warunki pracy i płacy a dla zdolności konkurencyjnej danej gospodarki (competitive ability) szeroko rozumiane indykatory ekonomicznego wzrostu, w tym szczególnie indykatory wydajności pracy, pomijając jednakże tzw. syntetyczne mierniki, takie jak np. opracowywane corocznie przez szwajcarską firme IMD. Głównym powodem odrzucenia przeze mnie owych syntetycznych wskaźników (nie tylko metody IMD, ale także metody World Economic Forum czy Heritage Foundation) jest ich arbitralność, a także, co słusznie zauważył Bossak w przypadku metodologii IMD:
…charakterystyczną cechą raportu (IMD – L.K.) jest brak odniesienia do teorii i słabości metodologiczne. W konsekwencji ogromny, niezwykle ciekawy zbiór danych porównawczych oraz rankingi i inne analizy statystyczne, jakkolwiek istotnie wzbogacają naszą wiedzę na temat konkurencyjności, nie są w stanie zastąpić słabości podstaw teoretycznych i metodologicznych. Innymi słowy, bogactwo faktograficzne i proste porównania statystyczne nie są wsparte wysoką jakością analizy.
Podobne zarzuty można postawić właściwie wszystkim syntetycznym miernikom jakości. Opierają się one bowiem przeważnie na niskiej jakości danych pochodzących z ankiet, a więc już na początku wprowadzają element arbitralny. Najmniej obiektywny (i jednocześnie najbardziej arbitralny) jest zaś niewątpliwie indeks wolności gospodarczej opracowywany przez Heritage Foundation. Jak słusznie zauważył Bossak poprzez wysoką arbitralność w doborze kryteriów, Singapur został zaliczony do państw o najwyższym poziomie wolności ekonomicznej. Pomijając znany fakt, iż jest to typowe państwo policyjne (police state) gdzie rząd ingeruje praktycznie we wszystkie sfery życia ludności (nawet w dobór współmałżonków), to idaleko idąca ingerencja państwa w takich dziedzinach jak płace, oszczędności, bankowość a także media nie pozwalają w żadnym wyapdku zaliczyć Singapuru do wolnych ekonomicznie krajów.
Z powyższych powodów nie będę więc korzystać w mej analizie konkurencyjności gospodarek Australii i Nowej Zelandii z owych mierników sysntetycznych, a ograniczę się do bardziej tradycyjnych, ale też i mniej arbitralnych “klasycznych” mierników, takich jak uprzednio wymienione PKB i PKB per capita, wydajność pracy oraz szeroko rozumiane warunki pracy i płacy dla pozycji danej gospodarki (competitive position) a dla zdolności konkurencyjnej danej gospodarki (competitive ability) szeroko rozumiane indykatory ekonomicznego wzrostu, w tym szczególnie indykatory wydajności pracy.
WIECEJ na witrynie RACJONALISTA

w Kodeksie pracy jest napisane tylko o wypadkach przy pracy - nie ma mowy o
wypadkach w dordze z lub z pracy - proszę dokładnie przeanalizować różnicę w
tym względzie - poniżej fragment Kp

Rozdział VII
Wypadki przy pracy i choroby zawodowe
Art. 234. § 1. W razie wypadku przy pracy pracodawca jest obowiązany podjąć
niezbędne działania eliminujące lub ograniczające zagrożenie, zapewnić
udzielenie pierwszej pomocy osobom poszkodowanym i ustalenie w przewidzianym
trybie okoliczności i przyczyn wypadku oraz zastosować odpowiednie środki
zapobiegające podobnym wypadkom.
§ 2. Pracodawca jest obowiązany niezwłocznie zawiadomić właściwego inspektora
pracy i prokuratora o śmiertelnym, ciężkim lub zbiorowym wypadku przy pracy
oraz o każdym innym wypadku, który wywołał wymienione skutki, mającym związek z
pracą, jeżeli może być uznany za wypadek przy pracy.
§ 3. Pracodawca jest obowiązany prowadzić rejestr wypadków przy pracy.
§ 4. Koszty związane z ustalaniem okoliczności i przyczyn wypadków przy pracy
ponosi pracodawca.
Art. 235. § 1. Pracodawca jest obowiązany niezwłocznie zgłosić właściwemu
organowi Państwowej Inspekcji Sanitarnej i właściwemu inspektorowi pracy każdy
przypadek rozpoznanej choroby zawodowej albo podejrzenia o taką chorobę.
§ 2. Obowiązek, o którym mowa w § 1, dotyczy także lekarza, który rozpoznał lub
podejrzewa przypadek choroby zawodowej.
§ 3. W razie rozpoznania u pracownika choroby zawodowej, pracodawca jest
obowiązany:
1) ustalić przyczyny powstania choroby zawodowej oraz charakter i
rozmiar zagrożenia tą chorobą, działając w porozumieniu z właściwym organem
Państwowej Inspekcji Sanitarnej,
2) przystąpić niezwłocznie do usunięcia czynników powodujących
powstanie choroby zawodowej i zastosować inne niezbędne środki zapobiegawcze,
3) zapewnić realizację zaleceń lekarskich.
§ 4. Pracodawca jest obowiązany prowadzić rejestr zachorowań na choroby
zawodowe i podejrzeń o takie choroby.
Art. 236. Pracodawca jest obowiązany systematycznie analizować przyczyny
wypadków przy pracy, chorób zawodowych i innych chorób związanych z warunkami
środowiska pracy i na podstawie wyników tych analiz stosować właściwe środki
zapobiegawcze.
orzeczenia sądów
Art. 237. § 1. Rada Ministrów określi, w drodze rozporządzenia:
1) szczegółowe zasady postępowania przy ustalaniu okoliczności i
przyczyn wypadków przy pracy oraz sposób ich dokumentowania, a także zakres
informacji zamieszczanych w rejestrze wypadków przy pracy,
2) wykaz chorób zawodowych,
3) szczegółowe zasady postępowania dotyczące zgłaszania
podejrzenia, rozpoznawania i stwierdzania chorób zawodowych oraz podmioty
właściwe w tych sprawach.
§ 2. (160) Minister właściwy do spraw pracy określi, w drodze rozporządzenia,
wzór protokołu ustalenia okoliczności i przyczyn wypadku przy pracy zawierający
dane dotyczące poszkodowanego, składu zespołu powypadkowego, wypadku i jego
skutków, stwierdzenie, że wypadek jest lub nie jest wypadkiem przy pracy, oraz
wnioski i zalecane środki profilaktyczne, a także pouczenie dla stron
postępowania powypadkowego.
§ 3. (161) Minister właściwy do spraw pracy określi, w drodze rozporządzenia,
wzór statystycznej karty wypadku przy pracy, uwzględniając dane dotyczące
pracodawcy, poszkodowanego, wypadku przy pracy, a także jego skutków oraz
sposób i terminy jej sporządzania i przekazywania do właściwego urzędu
statystycznego.
§ 4. (162) Minister właściwy do spraw zdrowia określi, w drodze rozporządzenia:
1) sposób dokumentowania chorób zawodowych i skutków tych chorób,
a także prowadzenia rejestrów chorób zawodowych, uwzględniając w szczególności
wzory dokumentów stosowanych w postępowaniu dotyczącym tych chorób oraz dane
objęte rejestrem,
2) wytyczne diagnostyczno-orzecznicze i kryteria rozpoznawania
chorób zawodowych, uwzględniając w szczególności rodzaj choroby oraz czynniki
szkodliwe i uciążliwe wywołujące te choroby.
akty wykonawcze
orzeczenia sądów
Art. 2371. (163) § 1. Pracownikowi, który uległ wypadkowi przy pracy lub
zachorował na chorobę zawodową określoną w wykazie, o którym mowa w art. 237 §
1 pkt 2, przysługują świadczenia z ubezpieczenia społecznego, określone w
odrębnych przepisach.
§ 2. Pracownikowi, który uległ wypadkowi przy pracy, przysługuje od pracodawcy
odszkodowanie za utratę lub uszkodzenie w związku z wypadkiem przedmiotów
osobistego użytku oraz przedmiotów niezbędnych do wykonywania pracy, z
wyjątkiem utraty lub uszkodzenia pojazdów samochodowych oraz wartości
pieniężnych.

>Jeśli test chi-kwadrat dla dwóch zmiennych da wartość większą niż
0.0
> 5 lub mniejszą niż -0.05, to uważamy, że te zmienne nie są
> niezależne. I tyle.

No to zesmy sobie to uscislili i ciekawe jak to sie ma do tego co ja
mowilem. Oczekujesz ode mnie bym nie pisal kolokwialnie, tylko
scisle jak w podreczniku do analizy statystycznej. Ja oczywiscie
uzywalem slowa 'przypadkowa' w sensie potocznym, to znaczy jezeli
wykonujesz eksperyment typu dajesz azbest myszom, to czy ich
zahorowalnosc na raka sie zwieksza w sposob ktory mozna
statystycznie powiazac z azbestem, czy jak ja to ujelem jest
'przypadkowa' znaczy sie niezaleznie od eskperymentu. Moja wypowiedz
wynika z tego ze tak o tym mowie z moimi kolegami, to jest moze
potoczne, ale kazdy wie o co chodzi bo zajmuje sie tym na codzien.

Zas Podniecanie sie szczegolami definicji z pierwszego roku
podrecznika do statystyki jest nudne, nawet dla naszych laborantow.

> A dużo w tym ministerstwie płacą? Bo może bym się zatrudnił...

Jak nie masz kasy, sugeruje szkole magister w jeden rok...

> Hipoteza naukowa ma być falsyfikowalna, ale jeszcze poza tym
>nowatorska, oryginalna, ciekawa itp. Niestety nie potrafię Ci podać
> kryteriów, co jest ciekawe a
> co nie, decyduje gust badaczy.

Rozumiem ze za to wiesz co nowatorskie i oryginalne? To musze
przyznac ze strzeliles w dziesiatke bo sam twoj poglad jest iscie
nowatorski i oryginalny :) A jezeli nie wiesz to dlaczego poczuwasz
sie by oceniac? Fundujesz potencjalne badania gryzonie vs
naczelne? W kazdym razie jak zostaniesz kierownikiem jakiegos tematu
to bedziesz doktorantom mowil co jest ciekawe co nie, moze
usluchaja, i w temacie gryzonie a naczelne nie beda kombinowac.

> Czy chcesz wyjść od hipotezy zerowej, że naczelne i gryzonie nie
> różnią się nic
> zym, a ja mam Ci udowadniać po kolei każdą dostrzeganą różnicę
> powołując się na
> publikacje ściśle naukowe? Chyba mi się nie uda znaleźć publikacji
> naukowej na temat tego, że koszatniczki mają ogony a ludzie nie

I tu jest przyslowiowy pies pogrzebany. Nie lapiesz ze sam proces
myslowy ze koszatniczki maja ogony a ludzie nie wlasnie wymaga
zanegowania faktu ze niczym sie nie roznia, czyli a priori zalozenia
ze ludzie maja ogony (badz te zwierzaki nie) i udowodnienia ze to
nieprawda.
Rozumiem ze to mialo byc reductio ad absurdum, ale nie wyszlo. Nie
jest to publkiowane, bo ta hipoteza jest latwo weryfikowalna, i nie
ma zadnej wartosci naukowej. W odroznieniu od tej ze zachowanie
spoleczne gryzoni i naczelnych ma te same podloze
neurofizjologiczne. Publikacje ktorych bym oczekiwal to takie co
pokazuja ze spoleczne zachowanie naczelnych jest wyjatkowe dla
danego gatunku, i jego wariacje nie stoja w zaleznosci do roznic w
mozgach danych osobnikow, co by potencjalnie przeczylo mozlowosci
znalezienia modeli podobnych zwiazkow u myszy.

Jeszcze raz jasno zazncze, jak chce sie zwalczac jakies poglady
trzeba miec ku temu podstawy. To co dziennikarz powiedzial nie jest
takie durne. Jezeli chce sie mowic przeciez 'my juz wiemy ze...' to
trzeba miec na to jakies podstawy, procz wlasnego poczucia ze sie
wie lepiej.

Nie jestes w stanie pokazac jak powiedziales ze 'spisane sobie sny'
dziennikarza sa bez sensu. Powolujesz sie tylko na to ze jedne
zwierzaki maja ogony inne nie wiec te hipotezy o innych
podobienstwach to bzdura. Jest to naiwne, na poziomie przedszkola.
Myszy maja ogony, a ilosc podobienstw ktore mamy z tymi gryzoniami
pozwalaja nam badac fizjologie ludzkiego ciala, mozgu, daje to leki,
terapie, etc. Ja moge podac dane na ten temat. Ty nie.

> Adamie, mam wrażenie, że szyderstwo zastąpiło Ci trzeźwy osąd.

Tak na koniec, szyderstwo wlasnie wynikalo z trzezwego osadu twojej
wypowiedzi, drogi Stefanie...

NFZ a śląska służba zdrowia
Stanowisko Zarządu Województwa Śląskiego w sprawie projektu rozporządzenia
Ministra Zdrowia w sprawie szczegółowego trybu i kryteriów podziału środków
pomiędzy centralę i oddziały wojewódzkie Narodowego Funduszu Zdrowia z
przeznaczeniem na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej dla ubezpieczonych

Zarząd Województwa Śląskiego wyraża negatywne stanowisko wobec proponowanego
podziału środków finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia na rok 2006 i lata
następne. Podział taki będzie niekorzystny dla zakładów opieki zdrowotnej
działających na obszarze województwa Śląskiego, a w konsekwencji także dla
mieszkańców naszego regionu.
Dynamika przyrostu planowanych nakładów finansowych dla Śląskiego Oddziału
Wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia będzie zdecydowanie niższa od
średniej krajowej z uwagi na algorytm zbudowany w oparciu o współczynniki,
które nie odzwierciedlają potrzeb i specyfiki poszczególnych oddziałów NFZ.
Wskaźnik ryzyka zdrowotnego winien uwzględniać zarówno warunki demograficzne,
jak i epidemiologiczne właściwe dla poszczególnych województw. W
szczególności dotyczy to stopnia degradacji środowiska naturalnego i jego
wpływu na zachorowalność populacji w oparciu o analizę danych historycznych
oraz specyfikę rynku pracy w danym województwie. Projekt rozporządzenia
odnosi się jedynie do wartości udzielonych świadczeń zdrowotnych w określonej
grupie wiekowej w skali całego kraju.
Problemem wyjątkowo złożonym jest migracja pacjentów, którą należałoby
mierzyć w systemie comiesięcznym na szczeblu centrali NFZ oraz weryfikować na
poziomie oddziałów. Takie rozwiązanie gwarantowałoby precyzyjny rozdział
środków, adekwatny do liczby i rodzajów świadczeń udzielanych pacjentom z
innych województw. Waga wskaźnika migracji powinna być jednakowa dla
wszystkich oddziałów wojewódzkich Funduszu. Tymczasem pacjenci przyjezdni
korzystają na Śląsku głównie ze świadczeń wysokospecjalistycznych,
niedostępnych lub trudno dostępnych w innych regionach. Procedury medyczne w
takich dziedzinach, jak chirurgia urazowa, kardiochirurgia, onkologia czy
leczenie oparzeń, są ponadprzeciętnie drogie. Zatem, aby rozliczenie było
sprawiedliwe, wskaźnik migracji winien uwzględniać liczbę leczonych
mieszkańców innych województw łącznie z sumą punktów, wynikającą z procedur
medycznych, którymi zostali oni objęci. Wartości punktów powinny zaś
odpowiadać wartościom punktu w zakładzie, w którym świadczenia udzielano.
Podkreślamy znaczenie „sumy punktów”, gdyż to punktowa wartość procedury jest
jednakowa dla wszystkich oddziałów, a nie koszt procedury przeliczony według
odmiennych w regionach złotówkowych wartości punktu. Przez 10 miesięcy 2004
roku wartość punktu dla procedur lecznictwa szpitalnego w województwie
śląskim wynosiła 9,25 zł, co oznacza, że warunki udzielania świadczeń były tu
znacznie mniej korzystne niż w innych regionach.
Podobna uwaga dotyczy wskaźnika świadczeń wysokospecjalistycznych obliczanego
na podstawie łącznej wartości (kosztu) wykonanych w przeszłości świadczeń.
Należy również podkreślić, że katalog tych świadczeń jest niepełny i winien
być rozszerzony co najmniej o rehabilitację w warunkach szpitalnych zlecaną
po zastosowaniu procedur wysokospecjalistycznych.
W projekcie rozporządzenia nie ujęto także problemu finansowania utworzonych
w szpitalach oddziałów ratunkowych oraz systemu ratownictwa medycznego. Nie
wprowadzono, proponowanej również przez Województwo Śląskie, zmiany zasad
finansowania lecznictwa uzdrowiskowego.
Zarząd Województwa Śląskiego apeluje o utrzymanie w roku 2006 dotychczasowego
procentowego udziału funduszu Śląskiego Oddziału NFZ w ogólnej puli środków
Funduszu. Uważamy, że zakres danych statystycznych służących do określenia
wskaźników nie daje podstaw do prawidłowego podziału środków. Przyjęcie
zaproponowanych rozwiązań dodatkowo pogłębi istniejące już dysproporcje
warunków udzielania świadczeń zdrowotnych w poszczególnych regionach.

chwila
1)W tej analizie jest 35 badań obejmujących 4 antydepresanty.
floksetyna (n=5), wanlafaksyna (n=6), nefazodon (n=8), paroksetyna
(n=16)

2)Antydepresanty są statystycznie skuteczniejsze, ale nie na tyle by
spełniać kryteria NICE HRSD 1.80/3.0 (miernik w punktach skali
Hamiltona).

"Although the difference between these means easily attained
statistical significance, it does not meet the three-point
drug–placebo criterion for clinical significance used by NICE."

3)Trzeba zaznaczyć, że efekt placebo jak i leków był duży
9.60-7,80 a jak sami autorzy zaznaczają

"Represented as the standardized mean difference, d, mean
change for drug groups was 1.24 and that for placebo 0.92,
both of extremely large magnitude according to conventional
standards Thus, the difference between improvement in the
drug groups and improvement in the placebo groups was
0.32, which falls below the 0.50 standardized mean difference
criterion that NICE suggested."

4)W badaniach objęto chorych z dużym nasileniem depresji poza jednym.

"For all but one sample, baseline HRSD scores were in the
very severe range according to the criteria proposed by the
American Psychiatric Association (APA)"

Wynik powyżej 18 punktów to ciężka depresja.

5) Efekt placebo był wyjątkowo duży.

"The response to placebo in these trials was exceptionally
large, duplicating more than 80% of the improvement
observed in the drug groups. In contrast, the effect of
placebo on pain is estimated to be about 50% of the response
to pain medication"

6) antydepresanty osiągnęły wymagane kryteria NICE HRSD 3.0 tylko
przy bardzo chorych HRSD 28. Jednak autorzy zaznaczają, że ta
różnica wynika z mniejszej efektywności placebo.

"By that criterion, the differences
between drug and placebo were not clinically significant in
clinical trials involving either moderately or very severely
depressed patients, but did reach the criterion for trials
involving patients whose mean initial depression scores were
at the upper end of the very severe depression category
(mean HRSD baseline ’ 28; Figures 2–4). Given these data,
there seems little evidence to support the prescription of
antidepressant medication to any but the most severely
depressed patients, unless alternative treatments have failed
to provide benefit"

"Finally, although differences in improvement increased at
higher levels of initial depression, there was a negative
relation between severity and the placebo response, whereas
there was no difference between those with relatively low and
relatively high initial depression in their response to drug. Thus,
the increased benefit for extremely depressed patients
seems attributable to a decrease in responsiveness to placebo,
rather than an increase in responsiveness to medication."

Szanowny Panie,

Zachecam do przeczytania mojego mini-eseju na temat roli matematyki w zawodzie
informatyka. Znajdzie go Pan pod adresem

www.ii.uj.edu.pl/~roman/teksty/SensownoscStudiowaniaTeorii.pdf
Pomijając już zawarty w eseju najważniejszy argument dotyczący przydatności
matematyki w pracy informatyka, można wyobrazić sobie kilka tzw. "przykładów z
życia", w których matematyka się przydaje.

1) Statystyka. Ma Pan dwa algorytmy rutowania pakietów w sieci, badamy średni
czas dotarcia wszystkich pakietów do celu. Który algorytm jest lepszy? Zwykle
algorytmy te trudno poddają się analizie, zwłaszcza dla skomplikowanych sieci.
Wtedy należy zrobić eksperyment - zamodelować naszą sieć (np. w Ptolemy lub
innym narzędziu tego typu), dodać oba algorytmy i przeprowadzić serię
eksperymentów z użyciem jednego i z użyciem drugiego (każdy przykład na obu
algorytmach). W samym modelu musi Pan też uwzględnić czasy nadchodzenia
pakietów, a zatem musi Pan wiedzieć co to jest rozkład wykładniczy, rozkład
Poissona itd. Niezbędna jest więc wiedza z teorii prawdopodobieństwa, a
statystyka pomoże nam w stwierdzeniu, czy różnice w czasie działania tych
algorytmów są istotne, czy też mogą być wynikiem błędów losowych.

2) Teoria optymalizacji. Jest Pan kierownikiem projektu i zaprojektował Pan
wszystkie czynności zespołu za pomocą grafu precedensji, określając czasy
trwania poszczególnych czynności. Trzeba wyznaczyć ścieżkę krytyczną, aby móc
określić obszary projektu, na których szczególnie należy się skupić (a także z
paru innych istotnych z punktu widzenia zarządzania powodów). Z pomocą
przychodzą metody optymalizacji.

3) Metody sztucznej inteligencji. Projektuje Pan strategiczną grę komputerową, w
której gracz może grać przeciwko komputerowi. Jak zaimplementować algorytm
postępowania dla komputera? Jeśli to jest gra wojenna, należy wprowadzić np.
odpowiedni model przewagi (tu w ogóle wchodzi też teoria wojny), sprytne
algorytmy heurystyczne, które muszą wykorzystywać rachunek prawdopodobieństwa,
działając w warunkach niepełnej informacji itd. Nie obejdzie się bez matematyki
oraz całej wielkiej teorii nauczania maszynowego i algorytmów sztucznej
inteligencji.

4) Projektuje Pan algorytm, w którym musi Pan użyć jakiejś struktury danych
modelującej dany byt. Oczywiście korzysta Pan z gotowych rozwiązań (są przecież
biblioteki takich struktur), ale zwykle istnieje kilka rozwiązań - którą
strukturę wybrać, żeby działała najbardziej efektywnie pod kątem zastosowań tej
struktury w Pańskim projekcie? Tu z pomocą przychodzi wiedza wyniesiona z
algorytmów i struktur danych.

5) Testowanie oprogramowania. Żeby stworzyć DOBRY zestaw przypadków testowych,
który spełnia odpowiednie kryterium pokrycia (np. grafowego, logicznego,
rozgałęzień itd.) można oczywiście robić to "na czuja", jak to zwykle
niedouczeni testerzy mają w zwyczaju, a można zabrać się za to metodycznie,
używając teorii grafów, logiki, a nawet algebry liniowej (sic!). A jeśli
stosujemy tzw. pair-wise testing? O, tu to już wchodzi w ogóle cała
kombinatoryka i matematyka dyskretna, kwadraty łacińskie i inne tego typu
sprawy. Można też oczywiście stworzyć algorytm genetyczny do generacji dobrego
zestawu przypadków testowych, ale tu też potrzebna jest przynajmniej podstawowa
wiedza z rachunku prawdopodobieństwa.

Pomijam już sytuacje, w których pracuje się w firmie rozwijając jakiś pakiet
obliczeniowy, statystyczny, "sztuczno-inteligencki" itp. Wtedy to w ogóle wiedzę
matematyczną trzeba mieć już na poziomie profesjonalnym (najlepiej mieć
skończone studia matematyczne).

Proszę Pana!
Jakie to kryteria poza środowiskowymi przemawiają za tym żeby VIA
BALTICA NIE SZŁA- jak Pan to raczył określić- przez Białystok?
Po kolei:
Czynnikik społeczne:
1. Czy firma Scott Wilson przeanalizowała koszta społeczne
wydłużenia czasu inwestycji o minimum 8 lat? Czy przeanalizowała
np. koszta wypadków, koszta leczenia ofiar wypadków, koszta śmierci
ludzi w wieku produkcyjnym, renty itd. Odpowiadam: NIE- bo taka
odpowiedź uzyskałem, podczas konsultacji społecznych w Białymstoku
od firmy Scott Wilson (nagrywane i protokołowane).
2. Warunki funkcjonalno- ruchowe: Co zapewnia wariant numer 42, 42
a, 43 (Ostrów- Łomża/ Ostrów- Ostrołeka- Łomża/ Jabłonna- Pułtusk-
Różan- Ostrołęka- Łomża)? Zapewnia obsługę tranzytu przez przejście
graniczne w Budzisku i ewentualnie w Ogrodnikach. Co zapewnia
wariant numer 1? Obsługiwany jest tranzyt przez przejścia: Budzisko,
Ogrodniki, Kuźnica Białostocka, Bobrowniki i ewentualnie Połowce.
Pytanie z konsultacji: Czy analizowali Państwo dokąd chcą jeździć
przewoźnicy planowaną trasą? Odpowiedź: NIE.
Aspekt społeczny: ilośc ośrodków mających prawa miejskie oraz
liczebnośc mieszkańców je zamieszkujących jednoznacznie wskazuje, że
wariant 42 obsługuje około 100 tys ludności miejskiej mniej niż
wariant numer 1 (dane z rocznika statystycznego 2007). Z wariantem
białostockim pod tym względem równac się może wyłącznie waruiant 43
(Pułtusk- Różan- Ostrołęka- Łomża).
Aspekt sieciowania dróg: z czym sieciowała się wg firmy Scott Wilson
Via Baltica w wariancie 42? Na pewno nie z korytarzem Berlin-
Warszawa- Moskwa (co zapewnia S19), na pewno nie z S16, która
urealniła się w momencie zakończenia analiz itd itd.
Nawiasem mówiąc z badań wynika, że niemal nikt nie chce jechać VIA
BALTICĄ do Warszawy, a głównym kierunkiem (ponad 30%) jest Świecko i
dotarcie do DK 19 (kolejne circa 20%- doładnie nie pamiętam).
Pomysłu na wpisanie wariantu 42 w sieć planowanych dróg ekspresowych
firma Scott Wilson również nie przedstawiła.

3. Aspekty celowe- patrz punkt 2.
4. Aspekty ekonomiczne- patrz punkt 1.

Na konsultacjach w Białymstoku mnóstwo pytań firma Scott Wilson
pozostawiła bez odpowiedzi. Nie chcę już pisać o takich
potknięciach, jak dość istotne błędy zawarte w prezentacji -
wytłumaczono się literówkami :-), bo tak naprawdę kompromitującą w
ustach Pana Jastrzebskiego była teza, którą można podziwiać na
stronach Kuriera Porannego: Nie ma sensu robienia S8 na północ od
Białegostoku, jeśli Via Baltica pójdzie w wariancie 42. Większej
bzdury nie słyszałem.
Reasumując napisze to, co ciągle powtarzam. Potrzebujemy trzech
rzeczy:
1. S8- Warszawa- Białystok- Budzisko (zapisana)
2. S-19 Kuźnica- Białystok- Rzeszów- GP (zapisana)
3. Obwodnica Augustowa - do momentu powstania VIA BALTICA w
wariancie 42 (czyli 12-15 lat , jeśli w ogóle miałaby powstać w tym
przebiegu), chyba, że ktoś ma koncepcję na to jak skutecznie przez
kolejne lata oszukiwać Augustów w tej sprawie.

Wówczas śmiało można popierać starania Łomży o korytarz Via Baltica.
Przybędzie nam jako regionowi trochę km dróg ekspresowych ekstra a
że stanie się to za daj Boże 20 lat, to już zupełnie insza
inszość. :-)
PS. Nie wspominam już o liczbie przejechanych przez najbliższe
naście lat jeży, żabek, łosiów, zająców, lisów i innej zwierzyny z
ptaszkami włącznie, trucia Biebrzy, dewastacji Kanału
Augustowskiego, Puszczy Knyszyńskiej i Augustowskiej na skutek tzw.
ochrony przyrody pod hasłem NATURA 2000.

tlenoterapia napisała:

> Nie ma co zaslepiac sie ideologicznie neuroleptyku.

Jaka niby ideologia mnie zaślepia?

> Chcesz cos zawsze udawadniac,a mnie bardziej zastanawia jak pomoc
> choremu.

To szlachetne.

> Nie widze korzysci z tych badan dla pacjentow .Co z nich wynika?

Z tych badan wynika np:

1) leki są statystycznie skuteczniejsze od placebo, chociaż różnica
jest nieweielka. Według badań Kirscha to 1,8 HDRS znaczącą różnicę
kliniczną 3 HDRS osiągają przy najcieżej chorych z tym, że
przypisuje się tą rożnicę słabszą odpowiedzią na placebo.

2) Z metaanalizy porównującej escitalopram z konwencjonalnymi SSRI i
venlafaksyną (Sidney, Kennedy, Henning) wynika:

a) escitalopram wykazuje ok 1 punkt MADRS przewagi nad innymi lekami
objętymi w analizie 1.03 (95% CI 0.27–1.79) obejmując badania 8
tygodniowe.

b) % odpowiedzi określonych jako redukcja co najmniej 50%
wyjściowego MADRS

w porównaniu do innych leków wynosi 1.29 (95% CI 1.07–1.56, p < 0.01)
w porównaniu do SSRI 1.31 (95% CI 1.06–1.60, p < 0.05)

C) % remisji określanych jako 12 lub mniej punktów MADRS
w porównaniu z innymi lekami 1.21 (95% CI 1.01–1.46, p < 0.05),

3) Odpowiedz kiliniczną uzyskuje ok 40-50% pacjentów (ale to kwestia
jak ustalony jest próg) i moze dochodzić do ok 65% używając kryterum
50% redukcji wyjściowego wyniku MADRS (Sidney, Kennedy, Henning).
Podobnie sytuacja się ma z remisją, gdzie w uzyskuje ją ok 30%-40%
pacjentów (biorąc pod uwagę pojedyńcze badania) do 50-60% używając
jako kryterium spadek wyniku poniżej 12 punktów MADRS z metaanalizy
(Sidney, Kennedy, Henning)

4) Młodzież przyjmująca SSRI ma podwyższone ryzyko samobójstwa
(Barbui Esposito) (dokonanie lub próba) OR 1.92, 95% CI 1.51–2.44,
I2 0.0% podczas gdy u dorosłych jest zmniejszone (random-effect OR
0.57, 95% CI 0.47–0.70, I2 52.5%

b) dodatkowo u młodzieży paroksetyna i wenlafaksyna są związane z
podwyższonym ryzykiem odpowiednio random-effect OR 1.77, 95% CI 1.05–
2.99, I2 48.1% / random-effect OR 2.43, 95% CI 1.47–4.02,
I2 0.0%

Więc jak dla mnie zdecydowanie wynika z tych badań coś dla
pacjentów, oczywiście można być upartym i twierdzić, że nic nie
wynika, że nie przybywa wiedzy. Na taką postawę nic nie poradzę.

> Tylko tyle ,ze nie zlikwiduja psychotropow i ze dalej postepu
> psychiatrii nie ma i pacjenci beda sie miec kiepsko

Na jakiej podstawie stwierdzasz, że nie ma postępu w psychatrii i
czemu ktoś miałby likwidować psychotropy, jeśli są one w stanie
pomóc, co wynika z badań?? Ja nie twierdzę, że są one doskonałe, ale
strasznie złe też nie są, jak to próbujesz chyba zasugerować.

> Mimo badan nadal w psychiatrii brak postepu,a pacjenci maja sie
> kiepsko.

Czy aż tak kiepsko, to nie wiem. Chorzy na inne ciężkie i mało
poznane choroby poza psychiatrią też nie mają się najlepiej.

> Jakie korzysci plyna dla pacjentow z tych badan?
> Ze nie zlikwiduja psychotropow?

Przeczytaj moje punkty 1-4 uważnie, tam jest odpowiedź.

>rynek pieniezny to nie bilans pojedynczego banku!

poważnie???!!! jak sobie przewinieś kilka postów wyżej to właśnie
dyskusja dotyczy akcji kredytowych na rynku hipotecznym i
prawdopodobieństwa, że portfel hipoteczny banków zwiększy się 2
krotnie w przyszłym roku.

w tym własnie kontekscie toczy się tutaj dyskusja. Jeżeli chciałeś
zagaić pisząc o całym systemie finansowym, żeby pochwalić się
szeroką wiedzą w tej materii to trafiłeś pod zły adres.

> Swietnie! Mowisz tu o strukturze kredytowej, nie o plynnosci,
> ktora wczesniej zachaczales!

właśnie o tym mowa!!! o możliwości kontynuowania akcji kredytowej na
tym rynku. Tak czy inaczej płynność spada czy ci się to podoba czy
nie i MOIM ZDANIEM nie ma fizycznej możliwości dalszej agresywnej
expansji na rynku kredytów hipotecznych, a o podwojeniu wartości
portfela hipotecznego nawet nie wspomne. Chyba, że pojawi się jakiś
nowy, silny gracz na rynku albo bank hipoteczny - co jest mało
prawdopodobne w obecnych czasach.

O wskaźniku wypłacalności banków nawet nie wspomne a on również
skutecznie ogranicza akcje kredytowe.

O Basel II również nie wspomne, jak również o tym jak spadające ceny
mieszkań i potencjalne straty kredytowe wpłynną na wymóg kapitałowy
i jego koszt.

> tylko paniczne wycofywanie depozytow moze zachwiac
> jego rownowaga....ale

niekoniecznie paniczne.

cyt. z miesięcznika Bank

Analiza statystyczna może być obarczona błędem, zwłaszcza na szybko
rozwijającym się rynku finansowym, na którym odchodzi się od
tradycyjnych metod oszczędzania (a do takich zaliczana jest Polska).
Pojawienie się funduszy emerytalnych, funduszy inwestycyjnych,
długoterminowych polis ubezpieczeniowych i posagowych powoduje
przesuwanie części oszczędności dawniej deponowanych w bankach do
innych instytucji finansowych. Z tego względu kredyty hipoteczne
refinansowane za pomocą bankowych lokat terminowych mogą stanowić
zaledwie od kilku do kilkunastu procent globalnej kwoty depozytów
terminowych.

Ponadto długoterminowe środki, których okres lokaty byłby
skorelowany z czasem, na jaki udzielane są kredyty hipoteczne,
powinny bazować na instrumentach finansowych spełniających
jednocześnie dwa warunki: wysokiej płynności oraz wysokiego
bezpieczeństwa lokowanych środków w długim okresie czasu.

Lokata bankowa nie spełnia tych kryteriów. Jej bezpieczeństwo wiąże
się z reputacją banku i poziomem bezpieczeństwa całego sektora
bankowego, zaś jej płynność, z samej natury, jest ograniczona

> Nie operuj wskaznikami, ktore w tym przypadku nie maja
> nic wspolnego z plynnoscia bankow...

jak to nie mają???

> plynnoscia bankow... tutaj licza sie rate'ingi bankow,
> limity i nawet zarzadzanie bankiem przez kretyna nie
> powali go z nog...

?????????? wow, ale z ciebie optymista. Widać, że nie masz bladego
pojęcia o polskim systemem finansowym i jakich to expertów mamy -
skoki, banki spółdzielcze, pko bp, milenium i pare innych z
politycznym namaszczeniem....

ciekawe jak wyjaśnisz w takim razie, że Northern Rock potrzebował 20
mld funtów od och banku centralnego, Citigroup ma problem z
kapitałami i dostał od arabów 7,5 mld USD a banki w europie i usa
nie bardzo chcą sobie pożyczać pieniądze??? i banki centralne muszą
dawać "pożyczki", żeby się coś nie zawaliło???

Uważasz, że tam pracowali debile a u nas pracują geniusze? Nie
twierdze, że Polskę spotka to samo co USA czy niektóre banki w
europie, ale twierdzę, że szeroko rozumiana PŁYNNOŚĆ SPADA bo
cholernie szybko rośnie portfel kredytów hipotecznych.

> A jesli chodzi o glupote, ktora walnales to jest nia
> Twoja prawda o plynnosci na rynku pienieznym.

a konkretnie? twierdzisz, że palnąłęm głupotę, twierdząc, że
płynność spada??

Czy potrafisz w dyskusji wznieść się ponad podwórk
Czy potrafisz w dyskusji wznieść się ponad podwórkowe zawołania
typu „wypisujesz durnoty o ktorych pojecia nie masz”
czy „pseudobelkoty”? Czy potrafisz zrozumieć, że nie masz monopolu
na nieomylność? Nie jest też prawdą, że „logika i wiedza” stoją w
opozycji czy izolacji do indywidualnej oceny ryzyka przez
poszczególnych ludzi. Dopiero całość tych sfer tworzy rzeczywistość
i determinuje ludzkie działania. Nie ma bowiem jedynie słusznej
logiki. Są różne logiki, bo są różne modele rzeczywistości a model
jest zawsze tylko jej uproszczeniem.

I tu też nie ma reguły jak daleko można posuwać się w jej
uproszczeniach. Porównaj choćby efekty zastosowania logiki binarnej
i wielowartościowej w technice. Są różne. Popatrz na strategie
wyboru w organizacji przedsięwzięć w dowolnej dziedzinie. W
złożonych sytemach mamy do czynienia z analizą wielokryterialną
gdzie różnie można definiować kryteria i przypisywać im różne wagi.
Zatem wynik takiej analizy może być różny.

Często pozostajemy zatem w menedżerskim trójkącie sił: koszty, czas,
jakość (funkcjonalność). Dwa pierwsze czynniki mają jednoznaczne
miary ale trzeci już nie. Są różne strategie kwalitonomiczne i różne
modele referencyjne (np. ISO). Nie zgadzam się zatem na dyktat
decyzyjny w sferze atomowej oparty o arbitralne decyzje jakiejś
grupy ludzi. Bo nie oni będą decydować o mojej ocenie ryzyka
związanego z konkretną sytuacją. A te oceny są różne.

W szkołach dzieciom pokazuje się na rachunku prawdopodobieństwa, że
szóstkę w totka można trafić z prawdopodobieństwem 1:15000000 i to
nie znaczy, że nikt po takiej lekcji nie zagra w totka. Jedni grają
inni nie. Bo indywidualnie oceniają to prawodopodbieństwo w
kontekście ryzyka związanego z utratą opłaty i możliwej wygranej.
Pisałem o lotnictwie. Każdy kto parę lat temu wsiadał do Concorda,
który uległ katastrofie zapewne wiedział, że latanie jest
statystycznie „bezpieczne”, mógł nawet znać stosowne rozkłady tych
statystyk. Cóż z tego skoro zginął? Mogły też być inne decyzje na
zasadzie „wiem, że latanie jest bezpieczne ale nie lecę, bo uważam,
że statystyczne ryzyko jest dla mnie zbyt duże”. Czy ta druga grupa,
która z tego powodu nie zginęła w tej katastrofie miała rację?
Odpowiedź na to pytanie jest właśnie indywidualna i też logiczna a
jednak może być różna.

Podobnie jest z energetyką atomową. Jakie jest prawdopodobieństwo,
że Czarnobyl się powtórzy? Potrafisz je wyliczyć? Bo na twoje
wyliczenia mogą być inne wyliczenia i inne wyniki ale jedno będzie w
nich wspólne: ta wartość jest większa od zera a to znacza
prawdopodobieństwo śmierci ludzi przy takiej awarii więc jaki
współczynnik liczbowy przyjmiesz dla wartościowania życia ludzkiego?
Masz prawo przyjąć swój dla swojego życia a mój dla mojego życia
może być zupełnie inny więc ten sam model matematyczny przy różnych
współczynnikach może dać różne wyniki. Stąd spekulacja „elektrownie
atomowa popieraja z reguly ludzie o statecznych pogladach i
umiarkowani” jest nieudowodniona.

Jest też wielu ludzi „statecznych i umiarkowanych”, którzy są
przeciwni energetyce atomowej. Zresztą kto ma decydować o
czyjejś „stateczności” i „umiarze”? Ty? W jaki sposób chcesz
tą „stateczność” i „umiar” mierzyć? Nie wszystko zatem da się
sprowadzić tylko do techniki i z tym musisz się pogodzić. Masz prawo
mieć swoje zdanie, ja mam swoje i przeciwko atomówkom będę do
upadłego protestował i też mam takie prawo.

Snajperze, masz dogmatyczne założenie, że ubezpieczenia SĄ i dlatego nie czytasz
chyba uważnie tego, co napisałem.
Mylisz odszkodowanie z pokryciem kosztów leczenia a samo leczenie z
udostępnieniem usługi.
Jest to fundamentalna kwestia uzgodnienia znaczenia podstawowych pojęć, co
zupełnie przekracza formułę dyskusji na forum.
Podałem Ci kryteria różnicujące w jednym z poprzednich postów, jakoś tego nie
podjąłeś.
Uważam że masz prawo sądzić to , co sądzisz, nawet myląc się. Problem jest
raczej w tym, że - co widać z forum - przeciętny pacjent naprawdę wierzy że
kupując reklamowany słowem "ubezpieczenie" produkt jest od czegoś UBEZPIECZONY a
tymczasem otrzymuje tylko niegwarantowaną obietnicę dostępu do wybranych usług,
zupełnie nie przystających czasem do rzeczywistych potrzeb wynikających z
procesu, standardu i wyniku LECZENIA.
Dwie uwagi dot. ubezpieczeń komunikacyjnych.
Tam ubezpieczyciel umawia się na wynik - przywrócenie jakiegoś stanu pojazdu pro
ante, a ilość i standard procedur określa rzeczoznawca na podstawie wyniku
zdarzenia (np. stłuczki). Per analogiam, przełożenie tej praktyki na zdrowie,
oznaczałoby że np. lekarz określa ile i jakich procedur wchodzi w zakres
ubezpieczenia aby doprowadzić do mobilności pacjenta po złamaniu kłykcia
bocznego. I to byłoby ubezpieczenie, i tak jest w ub. WYPADKOWYCH, a nie
zdrowotnych - których nie ma. Gdyby to, co nazywasz ub. zdrowotnym w obecnej
formie przełożyć na samochody, miałbyś w pakiecie prawo do zarejestrowania się w
kolejce do blacharza, elektryka czy lakiernika 2-3 razy w roku, przedpłacając z
góry ryczałt za te wizyty. Absurd - prawda? - z punktu widzenia potrzeby
ubezpieczeniowej.
Po drugie, o istocie ubezpieczenia stanowi fakt, że gdy płacisz z góry ryczałtem
za pakiet usług to w świetle prawa nie jest ubezpieczenie, jest nim opłata
składki za wynik usunięcia skutków zdarzenia mającego charakter przyszły i
nieprzewidywalny statystycznie (lecz aktuarialnie). Składka nie jest więc
prawnie tożsama z abonamentem a jej wyliczenie opiera się na skomplikowanych
analizach aktuarialnych prawdopodobieństwa zdarzenia i kosztu, na podstawie
którego oblicza się składkę nie będącą wprost w związku tylko z cenami
poszczególnych procedur. Wyliczenie takiego kosztu jest obecnie niemożliwe,
wobec braku określonego rynku ubezpieczonych (rynek ten zdominowany jest przez
państw. SZ, żaden ubezpieczyciel nie zaryzykuje szacunku potencjalnej ilości
klientów) oraz niemożliwego ekonomicznie szacunku kosztów składowych leczenia (z
pow. jw.).
Po trzecie, wprowadzenie na rynek rzeczywistego ubezpieczenia wymaga prawnie
zablokowania p/firmę kwot gwarancyjnych szacowanych na podst. wyliczeń z p.2, na
co żadna f-ma nie pójdzie (chyba, że miałaby gwarancję udziału w ściąganej
ciupasem składce państwowej i takie propozycje firm, kolejne rządy odrzucają).
Uff. Jednak mnie sprowokowałeś do nastukania się. Każde z tych zdań jest dużym
skrótem merytorycznym, inaczej wyszedłby artykuł na 7 kolumn, a przecież to forum.
Mam nadzieję ze rozważysz krytycznie swój dogmat,chyba że w jakiś sposób jesteś
osobiście zainteresowany szerzeniem nowiny o istnieniu w PL ubezpieczeń zdrowotnych.
Pozdrawiam.