Ja nie czytalam Na jagody Konopnickiej:)Ale za to namietnieoddawalam sie
lekturze O psie ktory jezdzil koleja:):)Chyba z 8 razy czytalam.I pamietam jak
na zetce czytali tez ja i oczywiscie sluchalam:):):)Moja ulubiona ksiazka:)
Polecam:)A i jeszcze dzieci z Bulerbyn ( chyba tak to sie pisalo) i najbardziej
kochalam Janka Muzykanta.I Akademie Pana Klexa:)

· 

Mialam jakies 7-8 lat i mialam spac u babci. Bylam juz u niej, kiedy mama
zadzwonila z ta rewelacja i powiedziala, ze przywiezie mi ksiazke. Ksiazka
miala byc o psie, dzieciach i ich rodzicach, jakies Habry, pies Haber - tak to
sobie wyobrazalam, przez samo 'h', w ogole tego z kwiatem nie skojarzylam.
Ksiazka mnie zachwycila.
Pozniej nieco, ale w tym samym mniej wiecej wieku, spalam u drugiej babci,
maniaczki Chmielewskiej, i dostalam do poczytania "Wszystko Czerwone". Wylam
wrecz, nie doczytalam jednak do konca, bo nastepnego dnia pojechalam do domu i
ksiazki ze soba nie wzielam (taki wiek).
A pozniej nie pamietam co, ale "Wszystko czerwone" dokonczylam, przeczytalam
wszystko inne ale zanim kazda z tych ksiazek zrozumialam minelo pare lat (i
parenascie czytan ). Najdluzej mi zajelo rozpracowanie "Klina", uwielbiam te
ksiazke, a na egzaminie mowilam z niego montaz (ulubiony tekst ).

Babcie i dziadkowie u Chmielewskiej
Wczoraj był Dzień Babci, jutro Dzień Dziadka.
W związku z tym ściągnęłam temat z forum Książka o babciach i dziadkach występujących w literaturze. W naszym przypadku - w książkach JCh.
Pisząca i na forum TWCh mika_p przypomniała postać babci Janeczki i Pawełka:
"Babcia Janeczki i Pawełka u Chmielewskiej - ta, która zbystrzała przy psie )"
Mi się od razu kojarzy dziadek Janeczki i Pawełka - rzeczoznawca-filatelista.
I kto jeszcze?

Dusza zwierząt- autor Jean Prieur
To niezwykła książka. Niewiele wiemy o zwierzetach. Podobno pies, ma intuicję
ca 150 razy większą niż człowiek.
Ta ksiązka, opowiada o tym jak zwierzęta są inteligentne, jak kochają, jakie
potrafia być sprytne oraz opiekńcze. Ale mozna znaleźć w książce również
przykłady, jak wielki jest strach dzikich zwierząt przed człowiekiem. Sarny i
jelenie podczas pozaru lasu, wolały wskoczyć do ognia, niż pozwolić sie
człowiekowi uratować.
Jeśli uda się Wam kiedys przeczytać tę książkę, nie będziecie żałować.
Pozdrawiam
ps.
Kto ma psa, kociaka, swinki , rybki etc ?
Ja o moim psie, moge godzinami gadać /znany był w okolicy, oj znany !/.
Zawsze w kagańcu i w kolczatce. Niesubordynacja włascicieli innych
czworonogów /pieski były notorycznie bez kagańców/, czasem zmuszała mnie do
błyskawicznego zdjęcia kagańca i odwrócenia kolczatki. I wystarczyła
komenda : broń się !!! Nigdy nie atakował pierwszy. Ale obronę miał opanowaną
do perfekcji.
Dodam jeszcze, że mój psiak /w najlepszych czasach ważył 46 kg/ uratował 2
letnie dziecko, zaatakowane przez 4 wiejskie psy. Dziecko odniosło obrazenia
główki i ramion, ale przeżyło /dzis to prawie dorosly chłopak/. A mój pupil,
odwrócił uwagę wiejskich burków i całą ich agresję przyjął na siebie. No nie
powiem, miał kilkadziesiąt szwów i porozrywane uszy :( Ale wygrał i ten
pojedynek. Rany się wygoiły, uszy pozrastały, a sława bohatera rozniosła sie
po Mazurach :)

· 

Mnie książka o krecie zachwyciła już dawno (we wcześnijszych wątkach chwaliłam
się posiadaniem jej w językach obcych). Jest pięknie zilustrowana. Autor
opisuje w prosty sposób prosty problem. Czego chcieć więcej. Zakończenie jest
rzeczywiście smutne(mały krecik nie ma żadnych szans aby skutecznie zemścić się
na dużym psie), ale nie jest to jedyna książka dla dzieci, która się smutno
kończy. Poza tym życie też nie składa się z samych happy endów.

Nie rozumiem dlaczego o kupie nie należy mówić i pisać (wolno robić a mówić już
nie?). Tak swoją drogą, to ciekwe o czym jeszcze nie wolno mówić, a wolno to
robić.

Zachwyca mnie wątek much - konsultantów (o tym też już kiedyś pisałam). Dla
spragnionych morałów - książka uczy dziecko, że jak ma problem i nie potrafi go
samodzielnie rozwiązać to powinno skorzystać z pomocy eksperta :-)

Taki sobie cytat...
Czytam ten wątek z zainteresowaniem, ale nie będę ukrywać, że mam te same
poglądy, co Verdana. Zresztą sama pamiętam, jak "zarżnięto" dla mnie w szkole
kilka książek w sumie dobrych, ale nie w tym momencie i nie w ten sposób (co
autor chciał przez to powiedzieć...).
Niestety, dopóki biblioteki szkolne kupują np. "Pokemony" w ilościach
hurtowych, a nie próbują tworzyć bazy nowych książek mogących być lekturami, ta
sytuacja się nie zmieni.
Jestem akurat po lekturze książki, w której też ten temat zostal poruszony, a
wypowiada się nastoletnia bohaterka. Pozwole sobie ją zacytować:
"Na ogół <przerabialiśmy lektury>. Przerabialiśmy je na tabelki (czas akcji,
miejsce akcji, postacie, główne wątki i - najważniejsze - morał).
Najgorsze było wyszukiwanie morału w lekturach typu "O psie, który jeździł
koleją". Jaki morał zawiera ta książka: Nie należy wpuszczać psów do pociągów,
Nie sadzać dzieci na torach?
(...)Cieszyliśmy się, że nie musimy szukać morału w "Ani z Zielonego wzgórza".
W tej książce ciężko znaleźć morał, który spodobałby się Marynie, bo jest to
osoba kompletnie pozbawiona poczucia humoru i nie uznaje morałów typu" nie
faarbuj włosów na czarno, bo wyjdą ci zielone". Albo "jednym ze sposobów na
poderwanie chłopaka jest rozwalenie mu na łbie drewnianej tabliczki". Katarzyna
Majgier "Trzynastka na karku"
Niestety, podejrzewam, że znajdzie się wielu uczniów, mogących podpisać się pod
tym cytatem...

To żeby nie było, że zaśmiecasz, coś z nowości: wkrótce ukaże się kolejna, już
czwarta książka o Panu Kuleczce, psie Pypciu i kaczce Katastrofie. A ja za
każdym razem, gdy mam okazję, suszę głowę przedstawicielom wydawnictwa, żeby
wydali również wersję audio ;-)
Pozdrawiam i zapraszam częściej :-)))

do MAMATROJKI
Witam. Ten chłopczyk zmniejszony do rozmiarów krasnoludka (przez wróżkę
Miłoradę)- to Piotruś, bohater ksiązki Ireny Jurgielewiczowej "O chłopcu, który
szukał domu". Na grzbiecie kotki Pameli jechał krótko, ponieważ kotka czuła się
w obowiązku wrócić do domu. W dalszą podróż wyruszył więc na psie Kiwaju,
ktorego wczesniej uratował od śmierci głodowej. Piotruś (sierota ,przygarniety
przez dobrą Ciotkę Martę) zdecydował się na zmianę swej postaci, ponieważ tylko
wtedy mógł być obdarzony umiejętnoscią rozumienia mowy zwierząt i ptaków. A był
przekonany,ze tylko przy ich pomocy będzie mógł trafić na ślad Kasi i Trusi ,
malych córeczek Ciotki Marty, uprowadzonych w niewiadome miejsce przez złych
ludzi.
Ksiązkę bez trudu odszukasz w bibliotece (były kolejne wydania).
To przepiękna ksiązka,wzruszająca, trzymajaca w napięciu, a przy tym sporo w
niej różnych zabawnych momentów. Przyznam sie, że swego czasu były plany
zrobienia na jej podstawie filmu pełnometrazowego przez krakowskie Studio
Filmów Animowanych; uzyskano też wstępną zgodę Autorki , ale.....przyszły nowe
czasy,nowi ludzie, nowi dyrektorzy ....i po ponad trzydziestoletnim istnieniu
SFA przestało istnieć. Ale to tak na marginesie, Pozdrawiam.

kto to napisał?
A mi się przypomniała książka pt."Runo" jakiegoś jugosłowianskiego chyba
autora. O psie pasterkim to było. Duzo lepsze od "psa który jeździł koleją"
Wielki wyciskcz łez to był. Tak mocno to płakałam jeszcze tylko na filmie E.T.
Szukałam nawet tego niedawno w roznych wykazach ksiązek ale nie znalazłam.
Ciekawe czy ktoś jeszcze pamięta taką książkę?

Autorem książki o bohaterskim psie Lampo,który jeżdził koleją -jest Roman
Pisarski.Ta ksiązka u wielu osób wciąż wzbudza ciepłe uczucia i już
kilkakrotnie tu o niej wspominano.I bardzo dobrze (takich ksiązek nigdy nie za
wiele) ! A to,co cieszy mnie najbardziej -to fakt ,że wciąż jest szkolną
lekturą (bodajże w II klasie).Pozdrawiam.

Jaki cudowny watek!!!!
Przypomnialo mi sie dziecinstwo, a niedlugo bede miala dla kogo wynajdywac te
cudowne ksiazki. Mam nadzieje, ze moj Malutek pokocha je tak jak ja je
kochalam :)
Moje typy to :
Cudaczek wysmiewaczek" pozyczalam ja z biblioteki z czestotliwoscia maniaka :)
Cykl o Dorotce, tej porwanekj przez wichure. Sa tam cudowne dalsze czesci, o
ktorych niewielu ludzi slyszalo :)
Ferdynand wspanialy i zbudz sie Ferdynandzie. Byl rowniez cudny film pod tym
tytulem - pamietacie???
Ksiazka o lalce szmaciance, ktora zwiedzala swiat - tytul, autor??? :(
Pelna humoru ksiazka o mowiacym psie Artakserksesie
Prosze slonia (tez cudny film z Irena Kwiatkowasa dajaca glos matce :) )
Ksiazka o Elzuni, ktora nie mogla chodzic. Poddala sie, ale jej asiad
bohaterski zolnierz pokazal jej, ze bez nogi mozna zyc. - tytul, autor??? :(
Basnie rosyjskie - cudowne...
Ksiazki o Kwapiszonie il. Bohdan Butenko, moja pierwsza samodzielnie
przeczytana i umiana na pamiec :)

Kojarzy mi sie tytul - Omijajcie wyspe Hula, ale o czym to bylo, kto napisal...

I jescze mam jeden obraz . Cala ksiazka byla troche w stylu faantastyki, jakies
wysokie strome schody do nieba, wspinaly sie po nich dzieci, balyy sie... heh,
ale co to bylo...?

Pozdrawiam wszystkich maniakow ksiazkowych :)
yas

Poczytalam sobie dzisiaj..oj..ze trzy godzinki przy kompie:)
znalazlam wiele tytułow ktore wywolaly wspomnienia..
jezioro osobliwosci
a moze na jeziorze
chlopak na opak
zapalka na zakrecie
o psie ktory jezdzil koleja
A Z WCZESNIEJSZEGO dziecinstwa
Majka z siwego brzegu
Dzieci z bullerbyn/chociaz co to za zapomniana;)/

I jeszcze moja pierwsza ktora dostalam za dobre wyniki w nauce po
ukonczeniu z wzorowymi wynikami pierwszej klasy
TRZYNASTE PIORKO EUFEMII!!!
Ksiazka zaginela mi juz dawno temu, nie umialam sobie przypomniec
tytulu..Ale jakie wrazenie zrobila na mnie wtedy/na 7 letniej
smarkuli/!!!
Z tamtego podstawowkowego czasu pamietam jeszcze cos takiego"Wies
czapelkowo dom numer jeden? "Czy ktos pamieta taka ksiazeczke??

Na koniec zostawiam zagadke , pewnie nie do rozwiazania. Mialam taka
ksiazeczke, opowiadajaca o zwyczajach ludowych/chyba/ pelna pieknych
kolorowych ilustracji..strojow regionalnych itepe..Byly tam tez o
ile sobie dobrze przypominam nuty przyspiewek ludowych.Wszystko
bardzo enigmatycznie pamietam..ale ksiazka byla jedna z moich
ukochanych. JEsli ktos wie co to za jedna, prosze bardzo
pomozcie.!!! Watek wspanialy, podziwiam wiedze uczestniczek forum..

Pierwszy raz nad "Wandą co nie chciała Niemca", później "O psie co jeździł
koleją", "Ogniem i mieczem" (śmierć Podbipiety, oczywiście...). To było jakieś
piętnaście lat temu, od tego czasu płaczę niemal nad każdą książką, ostatnio
dziś rano: "Córka rzeki" Hong Ying. Powieść nie najlepsza, ale kilka fragmentów
niesamowitych.

Powiedziałbym raczej nienawiść do głupoty. Po prostu mam dość wysłuchiwania
debilizmów od dyletantów, którzy usłyszeli/przeczytali jakąś opinię i powielają
ją na tym forum. Może wytłumaczy mi Pan jedno - skoro "Mistrz i małgorzata"
propaguje satanizm i jest książką złą do cna, to czemu tak wielu ludzi zachwyca
się prozą Bułhakowa? Nie chodzi mi jedynie o "M i m", ale również o "białą
gwardię", "diaboliadę", "fatalne jaja", czy "psie serce". Zapewne dlatego, że
większość ludzi odwróciło się od pańskiego boga (zaznaczam, pańskiego, bo z
Bogiem nic to wspólnego nie ma). Co do jakości argumentów powiem tylko, że
dostosowałem poziom mojej wypowiedzi do poziomu wypowiedzi pańskiej. Myślę
również, że ta dyskusja nie ma sensu - Pan wciąż będzie mówił swoje, a ja swoje.

Nie czytalam 'Lsnienia', jakos nigdy mi w rece nie wpadlo, ale na pewno
nadrobie. Najbardziej podobaja mi sie

'Firestarter' - uwazam te ksiazke za ideal powiesci akcji. Jest perfekcyjna.
Idealnie dobrani bohaterowie, fabula wciagajaca od pierwszej do ostatniej
strony, zadnych glupot, zadnychzenujacych momentow. Ideal.

'Smetarz dla zwierzakow' - ksiazka nieco inna, glebsza. Ma jakies
moralizatorstwo w sobie, metafizyke itp.

Nie moge porownac tych dwoch ksiazek i lubie je po prostu najbardziej.

Poza tym podobaly mi sie:
'Cujo'
'Gra Geralda'
'Carrie'
'Desperacja' albo 'Regulatorzy' ((nie rozrozniam tych ksiazek;)) powiedzmy ze
obydwie)
'Pokochala Toma Gordona'
'Zielona mila'

N i e podobaly (chociaz nie sa b.zle, sa po prostu gorsze niz inne 'Kingi'):
'Worek kosci'
'Miasteczko Salem'
'Christine'

A za naprawde kiepskie uwazam niektore z opowiadan w zbiorku 'Szkieletowa
zaloga' (wlasciwie wiekszosc, na dobra sprawe podobala mi sie tylko 'Mgla')
i 'Czwarta po polnocy'. 'Tajemne okno, tajemny ogrod' bylo jeszcze w miare (tak
jak i film z Johnny'm Deppem na nim oparty), ale 'Langoliery' czy to o tym
polaroidowym psie... tragedia.

aariel napisała:

> Wiem, ze plakalam, ale nie pamietam zupelnie o czym byla ta ksiazka. I chyba
> pies sie nazywal Lampo...
>
>

Aariel, to było "O psie, który jeździł koleją" i to była pierwsza książka, którą
czytałam kilkanaście razy i za każdym razem beczałam. Filmy nie robią na mnie
takiego wrażenia, ale przy książkach zdarzało mi się nie raz:-) Jeszcze przy
Brulionie Bebe B. ryczałam wiele razy:)

Gość portalu: AUSTRIAK napisał(a):

> Szanowni Koledzy . Mysle ze czas juz skaczyc z tym rosyjski sukinsynem jakim
> jest misza , Czytalem tu pare postow i wydaje mi sie ze on tu wchodzi jak na
> swoje osiedle . Coraz wiecej osob jest tym oburzonych , wygnylismy tych
> sukinsynow z Polski a taki maly czlowieczek jakim jest misza wciaz narzuca
> swoja czerwona propagande. Mieszka tam gdzie sa cztery psie budy i trzy psy
a
> sam jako miesieczne uposarzenie dostaje czapkie sliwek wiec nie dziwie sie
ze
> jest taki czlowieczek -jest dobry jako maszyna do wszelkiej
> ignorancji .Zreszta wszyscy wiedza ze co rosyjskie to zle .

Wszystko złe? Ja uwielbiam Gogola, Bułhakowa, a moją ulubioną książką
jest "Dwanaście krzeseł" Ilfa i Pietrowa. Kawior też zeżreć lubię.

Z postu wynika że jesteś dość ograniczony- to przykre, że takie łajzy jak ty
chodzą po naszej matce ziemi.

pozdrowienia dla
> wszystkich forumowiczow .

Waszmościowie! Naród durny ale zrozumie...
Oj źle Waszmość miarkujesz, źle. Dla takich prostaczków jak ja, których to
książka parzy a i na lekcyji nie usiedzą dłużej niż dwa pacierze, toć taka
gazeta to jedyne źródło mądrości. Co w piśmie imć uczony dziennikarz nasmaruje,
ja za prawdę biorę. Bo i co mnie głupiemu roztrząsać taką materyję nad którą
siwe głowy się niezgorzej przecie namęczyły. Jak w piśmie stoi to i wierzyć
trzeba.

Chwała przeto imć Ziemianinowi co to mądrze prawi i z mojego mózgu wody zrobić
nie dał. To bym się Wasze wstydu najadł sromotnie a żaki niechybnie z torbami
by mnie puściły - bo muszę Waści jak dobrodziejowi na spowiedzi się przyznać,
że te żaki psie juchy, zawżdy za moje piją póki ostatniego grosza ze mnie
głupiego nie wydrą.
Powiem ja im nowinkę com dopiero był przeczytał, a te żaki od razu w zakłady
idą i prawią że duby smolone bredzę. No jak to bredzę? Pamięć ci u mnie nie
zgorsza, wiem przecie co w piśmie stało to i w zakłady śmiało człek by poszedł,
na swojaków z Torunia grosz niezgorszy postawił. Na swojaków co to Niemcu czy
Francuzowi nie dadzą w swoją kasze dmuchać. No i Waszmość znowu z torbami by
mnie żaki puściły. A co wstydu by było!
Przeto czołem przed imć Ziemianinem biję i jego zdrowie wychylam!

Zbyszko

"fantastyczny" wątek?
... tak się złożyło, że zacząłem fascynację książką od Lema, i to rzutuje na
całość...a kiedy "polonistka" w średniaku oświadczyła, że nie zna twórczości
Lema, zawziąłem się i programowo omijałem "lektury obowiązkowe"... i nigdy jej
nie wybaczę, że tyle książek minąłem wtedy obojętnie...

na szczęście odporność na wiedzę pozwala teraz szukać na nowo w bibliotece, ale
czas niektórych minał bezpowrotnie....

eeech, książki, czytane nocami, poza czasem i światem, Dumasa ojca powieści,
nie pamiętam tytułów, czasem coś się przypomni...

"Tożsamość Bournea"
"Old piernik, prerie i my" ;-)
"O psie, który jeździł koleją"
"Złote randes-vous"
"Dzień szakala"
"Cień montezumy"
"Cień ojca"

...cienie wspomnień...

...i Julek od Vernów, ze swoimi pomysłami...

..dlaczego tak mało?!

Może to nic nie ma współnego z Suwałkami, ale
przykro się robi gdy się słyszy o odejściu kolejnej wielkiej postaci polskiej
kultury. Zmarł Jeremi Przybora. Jestem z kompletnie innego pokolenia, dla
mnie odpowiednikiem Przybory był i
jest Janerka, ale i tak od czasu do czasu słucham piosenek mistrza (niestety,
mam tylko jedną płytę) lub sięgam po zbiór tekstów (książka "Piosenki prawie
wszystkie"). Jako że miesiąc temu minęły dwa lata od odejścia mojego
(właściwie
rodzinnego) psa Fida, który przez trzynaście lat był traktowany jak normalny
członek rodziny, chciałbym przytoczyć ten wiersz autorstwa Pana Jeremiego:
"Zdechł pies!"
Zdechł pies.
Z pogrzebem ładnym, czy też bez,
zdechł pies.
Lecz nie w tym cały powód łez,
że - pies. Zdechł pies.
W tym cała smutku suma,
że zdechł pies, a nie umarł.
Niesprawiedliwość jest,
że jak pies, to zdechł pies!
Zdechł pies.
Czy ładnie jest tak zwać psa kres?
Zdechł pies.
Czy już nie lepiej, gdyby - sczezł?
Sczezł pies. Sczezł pies.
Gdy nagle, że tak powiem,
ubywa wredny człowiek
i pies porządny, niech
pan zgadnie, który zdechł?
Zdechł pies.
Ten zwrot wymyślił chyba bies.
Zdechł pies.
Czy ładnie tak o psie jest rzec?
Zdechł pies. Zdechł pies.
Więc tu bym proponował,
że psa bym awansował,
mu podwyższając śmierć
o tę awansu ćwierć:
Zgasł pies.
I już mu nie żyć milej jest.
Zgasł pies.
Skąpany w deszczu ludzkich łez,
zgasł pies!

uwielbiam Polska złota jesien, ostatnie promienie slonca oswietlajace ma twarz
szmer lisci pod nogami gdy wychodze z pracy - bardzo uspakajają -lecz uwaga na
psie kupki- trzeba byc czujnym:)))ostre powietrze i barwy na wierzchołkach
drzew:)) cudo
a gdy przychodzi wieczor to grzane piwko kocyk i dobra ksiazka jesienia zawsze
nadrabiam zaległosci
pzdr

Gdyby moj pies nabrudzil u Pana w pokoju - zostalby za to ukarany. Gdyby Pan
zrobil to u mnie w domu i na wycieraczce - dostalby Pan w dziob. Czy Pan
mieszka w parku?
Ciekawsza bylaby ksiazka o ludziach srajacych na wycieraczki niz o psach
robiacych w parku.
otffin
PS. Jak bedzie gdzie wyrzucac gowna - bede sprzatal po moim psie. Na razie tam
gdzie chodze nie ma nawet jednego kosza na smieci.

moj pies zjada odchody
Podobno byl juz gdzies watek pozerania przez psy kup na dworzu, szukalam nie
znalaznam wiec pytam sama od siebie. Moja 7 miesieczna suczka, kiedy tylko
moze, zjada odchody - niewazne czy psie, kocie czy co gorsza ludzkie. Wedlug
ksiazki pewnego angielskiego behawiorysty "Okiem psa" (swietna ksiazka
polecam!), moglo to byc wynikiem zaszlosci z dziecinstwa. Ale juz takim
dzieckiem nie jest. Zlego odzywiania - ale dostaje tylko eukanube, co zdaniem
autora ksiazki jest najlepszym psim jedzeniem na swiecie. No to ja juz nie
wiem, czemu ona to tak zjada z apetytem. Ohyda! Tym bardziej ze spi
oczywiscie ze mna w lozku, na poduszce ma sie rozumiec. W ktoryms watku
znalazlam informacje o wyciagu z przedzoladkow przezuwaczy. Co to jest i
gdzie mozna dostac?
Prosze o pomoc. Magda

Dobra, dobra...
buh napisał:
> Była taka książka nawet. "O psie, który jeździł koleją". Przyszła więc kolej
> i na niego.
> _____________________
> BuhH (www.smz.prv.pl)

Dobra, dobra, lepiej Buh powiedz, jak przebiega akcja "aktiwejszon" :-)

pomyślałam, ze Ci się przyda :) :
www.klinika-wet.gorzow.pl/ksiazka.pdf
acha i jeszcze może uda się maluszkowi skombinować jakieś odwiedzające go psie
towarzystwo (zdrowie, cierpliwe o dobrych manierach, sztuk na początek jeden) po
okresie szczepienia
Pozdrawiam serdecznie

ishel napisała:

> Czyli jak ktoż kupuje książkę o opiece nad niemowlęciem i wychowaniu dziecka
> to niech też lepiej sie wysterylizuje?
nie, to znaczy, ze jak ktos bez ksiazki dziecka
nie potrafi wychowac, niech sie lepiej wysterylizuje

> Książka jest pomocą, nie wyrocznią.
czesto w blad wprowadzajaca
czasem intuicja jest lepsza niz ksiazkowa rada

> Poza tym - utrzymanie rybek przy życiu jest czasami trudniejsze niż psa - mam
> doświadczenia.
jeszcze nie slyszalem, zeby ktos plakal jak rybka zdechnie
a po psie, to niejeden tu lzy wylewa

> Mój pies NIGDY nie został uderzony a mimo to zna swoje miejsce w domu i
> zapewniam - doskonale wie, kto rządzi.
jak juz wczesniej napisalem
kazdy pies jest inny

ohida napisała:

> Po opowieściach zakróliczonych znajomych wnosząc, oduczenie królika
obgryzania
> jest niemożliwe :) Jedyną opcją na to, żeby król czegoś nie gryzł, jest
> zabranie tego czegoś daleko :) poza zasięg królika. Konieczne jest więc
> urządzenie króliczego pokoju po króliczemu - czyli bez cennych materialnie i
> moralnie przedmiotów. Króliki potrafią być naprawdę wszystkożerne (niestety
> równie chętnie pożywią się np. książką jak i kablem z prądem).
> Warto dla stwora naszykować wybór gryzaków i zabawek, które odciągną jego
uwagę
>
> od innych przedmiotów czy mebli.

chyba powinnam przenaczyc na niego jeden pokoj :) kable z pradem moj krolik
uwielbia (niestety), gryzaki...niech no policze :) ma ich siedem - ale
interesuje sie nimi tylko jak jest w klatce; ulubiona "zabawka" eee.. to koci
ogon (jedn kot sie juz panicznie boi krolika) lub skakanie po psie...
pozatym przyznam, ze nie za bardzo wiem jakie dawac mu zabawki bo on WSZYSTKO
zre :(
>
> Co do skakania to nie odpowiem - królika nigdy nie miałam. Miałam za to swego
> czasu stadko morskich prosiaków - wypuszczone z klatki odstawiały rodeo
niczym
> dzikie mustangi, skacząc w górę, ścigając się między sobą i wierzgając
czterema
>
> łapami w 4ry strony równocześnie ;)

to tak jak moj krolik, tylko ze on jest jeden :]
pzdr.
>

psie.pole napisał:

> O żadnym Farudze nie słysząłem bo i skąd. Ratajczak nigdy nie był w Radzie
> Programowej RAŚ? Przejrzyj uważniej waszą stronę internetową.

Hehhe

Nawet tego nie
> wiesz.

Hahhaaa

Książka w której jednym z wielu autorów jest Gorzelik jest o sztuce
> Górnego Śląska, jak się można domyląć w przeszłosci - dlatego nie dotyczy
> Częstochowy. Czy już zrozumiałeś tę lekcję ?

Ksiazka dotyczu okresu od sredniowiecza do KONCA XX wieku.

W przyszłości zapewne będzie
> dotyczyć Częstochowy, jeśli będą w Częstochowie jakieś prądy artystyczne,
> wspólne z pozostałą częścią Śląska.

Kompletny idiota:))

Jeżeli ta ksiązka ma coś wspólnego z RAŚ,
> to chyba każda książka, która dotyczyła Śląska i była wydana nawet pod
> Tobolskiem, dotyczy RAŚ. Dlaczego mam pisać do ministra? Piszesz strasznie
> bełkotliwie.

Czekam na opinię. Z tym że jeszcze raz podkreślę. Ja nie mam złego zdania. Po
prostu czytałam książki, które mnie o wiele bardziej wciągały. A ta jest dobra,
ma swoje smaczki, troszkę przypominała mi filmy o dobrym gliniarzu i jego złym
brudnym psie. Książka nie zniechęciła mnie do sięganie po inne tej autorki.
Nie, nawet z chęcią po te inne sięgnę. Ale jak będę miała coś ciekawszego, to
ta trafi na chwilę na półkę.
Pozdrawiam

Psie lata to książka, od której rozpoczełem czytanie trylogii G Grassa.
Następnie zacząłem poznawać książki innych gdańskich autorów Chwina, Huele,
Zawarry.
Z tą książka Psie latas wiąże się ciekawa historia, krórą kiedyś opisywałem na
tym forum.
Jednak z całej trylogii najbardziej podoba mi się Blaszany bębenek.

Pozdrawioam - Syrioosh

jeszcze dodam
"szatńskie wersety"- to ze strony islamskich radykałów
w stanach dlugo "rzeźnia numer 5" - to se strony amerykanskiej "prawicy" i nie tylko , swego czasu
z cenzurom miala klopoty "mistrz i małgorzata" i "psie serce"- ze strony komunistycznych wladz pewnych panswt
do tego oczywiscie wtyhc samych krajach twórczość Orwella
Kazantzkisa również inna książka pt "chrystus okrzyzowany po raz wtóry " swego czasu miala byc dodatkową szpilka do jego ekskomuniki , ale potem jakoś został zrozumiany przez koscioły chrzescijanskie

"Biały Bim Czarne Ucho". Do diś nie potrafię ani tego p[rzeczytać, ani obejrzeć
filmu.
"O psie, który jeździł koleją" - czytałam to w bibliotece i wyłam tak, że pani
biblio musiała dzwonić po ojca.
"Bracia Lwie serce"- łoo, jak tylko przeczytałaM o śmierci brata w pożarze,
natychmiast się rozbeczałam. Nadal nie sięgnęłam po tę książkę (jedyna książka
Astrid Lindgren, której nie przeczytałam)/

Świetny wątek. Uczta!
Chyba jedna osoba wspomniała książkę "Chata wuja Toma". Pierwszy raz
przeczytałam tę książkę mając jakieś 11-12 lat. To była jakieś skrócone i
uproszczone tłumaczenie. Rany! Jak ta książka wstrząsnęła tą małą dziewczynką.
Płakałam jak bóbr kiedy na końcu umierał stary, dobry Tom. Był czarnym
niewolnikiem na okrutnym południu, sprzedany przez swojego dobrego pana, by ten
mógł ocalić majątek. Młody panicz, syn właściciela, wściekły na ojca postanowił
ocalić Toma. Gdy wreszcie trafił na jego ślad... Tom umierał...
Powieść jest wielowątkowa. Tom trafia od jednego do drugiego właściciela,
zawiera czasem bardzo niezwykłe przyjaźnie, ratuje innych niewolników od
zguby...
Jakiś czas później przeczytałam dokładniejsze tłumaczenie tej powieści...
Wrażenie podobne.

Ciekawe czy ktoś zna jeszcze inny wyciskacz łez, tym razem o przygodach psa.
Tytuł książki "Runo" o psie o takim imieniu, który uprowdzony od swego pana,
pasterza w górach, powraca do domu. Autorem jest jakiś jugosłowiański pisarz,
nie pamiętam nazwiska. Wg mnie książka jeszcze bardziej wstrząsająca od przygód
Karmelka.

Lista moich wyciskaczy lez
"Anielka"
"Chlopcy z Placu Broni"
"Serce" Amicisa
"O psie, ktory jezdzil koleja"
"Winnetou" - scena smierci
"Bracia Lwie Serce"

i jeszcze ksiazka o japonskiej dziewczynce umierajacej na chorobe popromienna,
ktora robila papierowe zurawie i nie zdazyla dojsc do tysiaca...

Pozdrawiam
Luiza-w-Ogrodzie

><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
.·´¯`·.. ><((((º>`·.¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>

Wspomnienia,osoby laczone z "ta"ksiazka.
W zyciu kazdego czlowieka sa ksiazki,ktore wiaza sie z jakimis
wspomnieniami,czasami milymi ,czasami wrecz przeciwnie.
Ja mam kilka takich ksiazek.Jesli tylko uslysze konkretny tytul to zamiast
myslec o ksiazce przed oczami staja mi osoby,zdarzenia ,ktore lacze z ta
ksiazka.I tak jak zobacze "Zaczarowany ogrod" to wspominam babcie,ktora
czytala mi ta ksiazke jak mialam kilka lat.Ksiazka byla stara,zniszczona i
brakowalo kilku kartek ale Babcia umiejetnie "czytala" to czego nie
bylo,pieknie opowiadala.
Potem jest "O psie,ktory jezdzil koleja" -to znow nowe mieszkanie
rodzicow ,II klasa podstawowki i straszny placz na koniec(jak Lampo
zginal ),niemal histeryczne wycie i pytanie "dlaczego".
Jest jeszcze ksiazka od mezczyzny,ktorego pokochalam na smierc i
zycie.Laczylo nas 500 km a On potrafil przyjechac na kilka godzin,zeby np.dac
mi ksiazke,ktora byla swietna.Jest to "Bractwo rozy" Davida Morella.Gdy tylko
na nia zerkne na polce z ksiazkami to zamykam oczy i widze tylko Jego....a On
juz nie zyje 7 lat.
Zyja z Wami ,w Was tez takie ksiazki?

Ale miło że ktoś pamieta tę książkę "O psie który jeździł koleją". Trauma to
dobre okreslenie i podobnie było w moim przypadku. Byłam przerazona
nieczułościa świata. To była ksiązka mojej babci u której spędzałam wakacje.
Czytałam ją wraz z kuzynką co rok i zawsze lały sie łzy.

To bardzo dobry powód do zakupu psa, szczególnie, że starasz się do tego przygotować teoretycznie, a nie na hopsiup kupywać pieska.
No i masz warunki
Pamięta jednak, żeby kupić psa z pewnego źródła, z prawdziwej hodowli, żebyś miała pewność co do jego charakteru.

A co do dziecka "mało kontaktowego" i psa, to powiem Ci, że czytałam neidawno książkę pt "Mój przyjaciel Henry".
Książka napisana na podstawie faktów autentycznych. Opowiada o psie, goldenie Henrym, który pomógł autystycznemu chłopcu nawiązać kontakt z otoczeniem, można powiedzieć, że gdyby nie ten pies chłopiec zapewne nie wyszedł by z choroby. Polecam.
Jeśli piesek potrafił wyciągnąć z ciężkiego autyzmu to na pewno i Twojemu nieśmiałemu synowi pomoże!!

To juz przechodzi kocie pojecie!!!! Moja ludzia tez kupila te
ksiazke (zeby niby lepiej poznac moj /czarny/ charakter i bogata
osobowosc), a ja - zeby wiedziec, co moga o mnie pomyslec inni (w
tym moja ludzia) postanowilam te ksiazke przejrzec. I moje oburzenie
nie zna granic. Ta ksiazka nie tyle "moze zawierac tresci obrazliwe
dla kotow". Ona zawiera w 95% tresci obrazliwe dla kotow!!!
Pchchch!!!
A co do tej ksiazki o "dobrym psie", to moja ludzia tez widziala ja
(ale chyba w innym sklepie) i powiedziala, ze jej autor nazywa sie
KATZ! Ludzia mowi, ze to prawie tak, jak po niemiecku (to jeden z
jezykow, w jakim koty mrucza w Europie, a ludzia sie go uczy) mowi
sie na kota (KATZE). To juz nawet nie ukryta, to jawna prowokacja!!!
Mrrrau!

Pierwszą moją książką, do której wracałam, było O psie, który jeździł koleją
Miałam jakies 7 czy 8 lat, otwierałam książkę, pod koniec zaczynałam ryczeć,
ostatnia strona i znów pierwsza, non stop w kółko kilkanaście razy... i za
każdym razem przeżywałam, jakbym czytała pierwszy raz, nie wiedząć co będzie na
końcu. I chyba mi sie przejadło, bo teraz nic z tej książki nie pamiętam w
zasadzie, tylko że czytałam wieele razy i- płacz

Potem z uporem maniaka, a raczej desperatki czytałam wciąż na nowo Stachurę
cokolwiek mi sie udało dorwać w łapy Był czas Leśmiana, Staffa i Szymborskiej
oraz Prousta, ale tylko "W strone Swanna" czytane 3 razy, drugi tom przeczytałam
raz, dalej nie ruszyłam. Właściwie teraz nie lubię czytać dwa razy, Co ciekawe,
mimo że pamięć w zasadzie mam dobrą, to książek często nie pamiętam, na pewno
nie mogę ich opowiadac komus... pamiętam fragmenty, obrazy z mojej głowy...
dlatego zdarza się, że zaczynam cos czytać i przypomina mi sie po 30 stronach,
że już czytałam! I wtedy juz nie mogę doczytac do końca, jestem zła

Były ksiązki czytane dwa razy, ale w różnych wersjach językowych, np. Portret
Doriana Graya (1- po fr, 2- po polsku) i Jaszczur Balzaca (odwrotnie niz
Portret ), Manon Lescaut i Niebezpieczne związki, sztuki Ionesco i Sartre'a
tez czytane w ten sposób, zawsze po fr "smakują" mi lepiej A na przykład
Celine'a Podróz do kresu nocy po polsku nie jestem w stanie przeczytać, po
francusku przeczytałam i tak mnie wciągnęło, że pisałam licencjat z Celine'a,
miałam ochotę i magisterke.

To takie podwójne życie książek

Lubię zapach nagrzanych kamieni,
lubię dotykać drzew, a nawet się do nich przytulać,
lubię chłód poranka - szczególnie jesienią,
lubię moje wspomnienia,
kasztany, liście, rozpuszczone włosy,
lubię herbatę, którą mąż zawsze robi po sprzeczce i przy której siadamy razem,
lubię godzinami siedzieć z książką w wannie,
czekoladę, czekoladę i raz jeszcze czekoladę,
zbierać kamienie (spora kolekcja w domu),
lubię muzykę, która coś mi przypomina,
lubię miarowy oddech Bartusia i zapach jego główki,
lubię myśleć o tym, że mam córkę,
lubię dotykać jej grobik, głaskać kamyczki,
lubię mżawkę, truskawki i jabłka jesienne,
lubię wiele osób, których nigdy nie widziałam, a które mieszkają w sieci,
lubię pomyśleć dobrze o sobie,
lubię myśleć że przyjdzie dzień gdy polubię swoje mizerne ciało,
lubię psie oczy i merdające ogony,
czasem lubię pana Boga,
i.. chyba lubię się rozpisywać.. ;)

jescze był taki pies ale imienia nie pamietam czerwony w kratkę....
Najbardziej to jednak pamietać bedę psa z ksiązki o psie co jeździł koleją,
straszna truama z dzieciństwa, ksiązka tak mna wstrząsneła ze rodzice długo nie
byli w stanie mnie doprowadzić do porządku.......no ale ten psiak to nie tv
psiak

Przysłowia mazurskie Kirsta
Co prawda jest już jeden watek z przysłowiami, ale tych nie chciałam tam
wmieszać, bo tylko jedno z nich jest autentyczne a resztę dopisał Hans
Hellmut Kirst, nad kolejnymi rozdziałami książki 'Wilki'. Książka o ponurych
czasach, więc i przysłowia dalekie od pogodnych. Oto pierwsze z nich, to
prawdziwie mazurskie:

'Kto z wilkami wyje,
niech nadal prowadzi psie życie.'

Fajnie, że psiaki zdrowe i szczęśliwe...
Zawsze mnie to zastanawia i zastanawiać będzie,gdy właściciele psów wydają masę
pieniędzy na specjalistyczne karmy,weterynarzy, zabawki, urządzenia, itp.itd a
szczędzą 20 zł na jakąś książkę o ZACHOWANIU psa... Polecam "Okiem psa" Johna
Fishera, książką ma tylko 150 stron i w sposób niezwykle przystępny, a nawet
humorystyczny objaśnia psie zachowanie.Czytaliśmy ją my, czytają nasze dzieci
(wczesna podstawówka) Także i to zachowanie, które zaobserwowałaś u swego psiaka
jest tam opisane.
No chyba, że postawione w poście pytanie jest tylko pretekstem do miłej
pogawędki na forum;-)))

Jak Rozmawiac z Psem ...
widze ze jest w Polsce wydana doskonala ksiazka o psach psychologa Stanley'a
Corena
"Jak rozmawiac z psem".

jest to bardzo dobra ksiazka, ktora polecam kazdemu kto ma psa lub mysli o
psie.
Bardzo przystepnie napisana i dokladnie, jak do tej pory najlepsza ksiazka o
psach jaka czytalam.

www.eogrodnik.pl/pozycja.phpid=205&PHPSESSID=e6114acbed16548a8e90811bac64fee8

Koniecznie ja przeczytajcie.

Venus

Przepisy dla zwierzakow
Hej wszystkim,
spotkaliscie sie z "ksiazka kucharska" z przysmakami dla zwierzat? Na Zachodzie sa podobno
modne. Znalazlam niedawno przepis na psie ciasteczka. Chetnie go udostepnie, jesli ktos chce
wyprobowac.
A moze ktos zna takze jakies przepisy? Mozna byloby im poswiecic jeden watek.

Witam :)
Jestem z Wrocławia: urodzona tutaj, zamieszkała tutaj i wszystko na to wskazuje, że tutaj pozostała. ;)
Swoją przygodę z MM zaczęłam od Kłamczuchy, którą to miała moja o 4 lata starsza kuzynka i serdecznie mnie do niej zachęcała. Zachęcanie trochę trwało (mimo że jak na swoje czasy zaczęłam szybko czytać i od zawsze uwielbiałam - co mi pozostało do dziś-ale jakoś do mnie nie wiedzieć czemu, Kłamczucha nie trafiała).
W końcu stało się- w wieku 11 lat przeczytałam, wsiąkłam... minęło kolejnych 18 a ja nadal czytam i kolekcjonuję Jeżycadę.
Ukochaną książką MM jest... z pierwszych tomów Kwiat kalafiora,Ida sierpniowa i Opium (kolejność dowolna) a z późniejszych Noelka, Dziecko piątku i Pulpecja (kolejność właśnie taka).
Z innych czczonych to S. Grodzieńska i J. Chmielewska.
(no dobra, mam też na półkach Anię...)

Ze zwierząt domowych-futerka w domu obecnie nie ma, bo wiem, jakby tęskniło przy trybie życia, jakie prowadzimy z mężem. Rodzice i teściowie mają psa (po psie, znaczy- jednym się nie dzielą ;) ), więc jak odwiedzamy, mamy namiastkę.

pies_na_czarnych napisała:

> Pierwsze co mi sie nasuwa na mysl w trakcie czytania tego artykulu, to
ksiazka
> Orwela "Farma zwierzat".
> Wychowanie mlodych Wilczkow, ktore w przyszlosci slepo i bezmyslnie mialy
> wykonywac rozkazy swoich nauczycieli.

Salem malejkum psie.

mi podobały sie wszystkie lektury poza kikloma (ale to już w wątku o tych
obmierzłych) i literaturą wojenną (kiedy czytałam Inny świat- umierałam, uważam
że ksiązkę tą jak wiele innych trzeba przeczytać ale dla mnie zbyt drastyczna,
wstrzasająca- szczególnie kiedy obok były przygotowania do studniówki...) a mój
ranking jest taki:
PODSTAWÓWKA I GIMNAZJUM:
1.Ania z Zielonego Wzgórza (przeczytałam cała sagę)
2.Karolcia (ma imienniczka, moj najlepszy kumpel z tamtych czasów tez był
Piotrek:)
3.Krzyżacy, w Pustyni i w puszczy (w gimnazjum przeczytałam tez Trylogię,
niejednokrotnie)
4. Syzyfowe prace (bardzo mi się podobały, może mniej ze względu na postacie a
bardziej na opis życia pod zaborami, dla mnie to było "odkrycie" że tak to
wyglądało)
5. wszystkie o zwierzątkach: Puc, bursztyn i goście, O Psie który jeździł
koleja itepe.

LICEUM
1. Mistrz i Małogrzata ( wg mnie bezsprzecznie najlepsza ksiązka jaka do tej
pory czytałam, arcydzieło...)
2. Zbrodnia i kara (ach Rodia...:), zainteresowałam sie dzieki niej lit.
rosyjską)
3. Przedwiośnie (tak jak któryś z przedmówców- interesująca część o Nawłoci)
4. Dramaty romantyczne Mickiewicza, Słowackiego, a także Giaur Byrona (klimat)
5. Noce i dnie, Chłopi
6. Powieści pozytywistyczne Prusa i Orzeszkowej

hmm wymieniłam już wszystkie obowiązujące lektury? Chyba mi to nie grozi ale
tych ulubionych jest sporo:)

Jak wiadomo ksiązka może się podobać bądź nie i nie pomogą wtedy nawet wstępy
ssamego Carrolla.Ale wiele osób podaje próbuje tutaj zrzucic niejako winę
nasamego carrolla który tak pieknie tą opowieśc z Manhattanu rekomenduje. I
znając np. jego twórczośc człowiek po lekturz "Pocałnków" czuje nidosytm czuje
sie oszukany, zastanawia się jak Caroll mógł wypisywac takie "ochy" i "achy" nad
całkiem zwykłą a może nawet słabą książką.Ale róznica w jej odbiorze między
polskim czytelnikiem a chośby Autorem wstępu jest taka że Carroll czytał ją jak
ktoś kto zna Manhattan od kulis (jest nowojorczykiem) i zdecydowanie większe
emocje budzi historia rozgrywająca sie w miejscach które znamy, gdzie
dorastalismy, których realia są nam blliskie. I na to trzeba brać poprawkę.
Carroll z tego co pamiętam nie pisał iż ta powieść Schicklera jest jak jego
ksiązka, jego styl tylko że bardzo mu się podobała i zatracił się w jej treści
całkowicie zapominającnawet o własnym psie z którym wyszedł na spacer. Toteż
należy wziąć pod uwagę właśnie to dlaczego jemu się tak mogła spodobać a dla
wielu z nas bedzie opowiadać o zupełnie abstrakcyjnym miejscu, którego nigdy nie
poznamy osobiście stąd nie wywoła takiej fali emocji jaka mogłaby wywołać
powieść opisująca nasze miasto, dzielnicę, blok. Aha i na koniec oja opinia-
"Pocałunki na Manhattanie" jak dla mnie są po prostu takie sobie.Lektura bez
większych uniesień i emocji.Pozdrawiam!

psie.pole napisał:

> Szkoda, że polecają TĘ książkę tak "oczytane" osoby jak ta z pierwszego wpisu.
> I tak nie przeczytam, bo po co mam czytać coś co już wiem?

Dobra uwaga. Sam miałem coś takiego napisać. tĄ książką to mozna komuś dać po
głowie.

moja ulubiona książka... hmm... wspomnienia człowieka, który prawie 1,5 roku spedził na Majdanku...
zreszta wszelkie wspomnienia z obozów koncentracyjnych wywieraja na mnie duże wrażenie...
mam jeszcze kilka lżejszych ksiażek, które lubię... ale o psie jakoś nigdy nie czytałam ;)

To powiem Ci, że za jakieś pół roku, góra rok będziesz oddawać do schroniska
Twojego labradora z odrzutu. Jeżeli myślisz, że pies będzie w porządku, bo to
labrador, to najlepiej świadczy, że nie masz o psach zielonego pojęcia. I IMO
należało się zainteresować wychowaniem psa, a nie wykonywać niekontrolowane
ruchy typu "wezmę-oddam". Jeżeli stać Cię na utrzymanie psa, to stać Cię
również na szkolenie, nie czarujmy się, a gdyby nie - zawsze można poczytać
książki na ten temat. Taka książka to około 30 zł. Kup sobie J.
Fennel "Zapomniany język psów" lub "Okiem psa" Fishera, a będziesz wiedziała,
co naknociłaś przy pierwszym psie (biedak), i może nie powtórzysz tych samych
błędów przy drugim.
A formułując w ten sposób tytuł tego postu próbujesz się pozbyć poczucia winy,
bo wiesz, że to, co zrobiłaś, było wredne. Dziecko tu nie ma nic do rzeczy. Ty
jesteś winna całej sytuacji od poczatku do końca. MYŚL, kobieto!!!!

No ja na pewno nie nadaje sie do pracy akwizytora, i teraz siedzac po
przeciwnej stronie naprawde zal mi tych wszystkich akwizytorow, ktorzy musza
wciskac powierzchnie reklamowe klientom ktorzy nawet nie chca odbierac
telefonow , a haslo Polskie ksiazki telefoniczne, eniro, czy ditel , powoduje
podnoszenie sie cisnienia. W PKT np. chodzilo czasami 3-4 innych konsultantow
do tego samego klienta, ktory nie chcial nic kupic w jednej kampanii. poza tym
to jest wciskanie ludziom niewiele wartego produktu, klienci sie zorientowali
ze ta forma reklamy niewiele im daje ( kazda ksiazka telefoniczna jest z roku
na rok coraz ciensza), no zobaczcie sami - kto ma najwieksze reklamy w yellow
pages w polsce - kopalnie, huty, i tym podobne branze :))), a malarze i inne
firmy uslugowe nie maja kasy na reklame, najlepsze firmy sa podzielone pomiedzy
swoich a ci ktorzy zaczynaja prace lataja po szewcach i innych takich firmach
za psie pieniadze, a u szewca nie sprzedasz raczej powierzchni za 10000 wiec
twoja prowizja jezeli cos sprzedasz bedzie g... warta , takie sa realia

Czy to forum jest, czy książka telefoniczna?
Bo co i rusz tutaj ktos poszukuje a to fryzjerów, a to aerobiku, teraz jacyś
blacharze, mechanicy samochodowi. Jeszcze psie kupy to rozumiałem (chociaż
dopiero na wiosnę będziemy się pieknem tych zeszłorocznych rozkoszować) - ale
poszukiwania fryzjera czy machanika samochodowego to chyba lepiej zacząć od
książek telefoniczncych czy innej Panoramy Firm.

nie chcę wyrokować, czy lepsza jest sztuczna czy też kaukaska. każdy musi
znaleźć swoją ścieżkę jak powiadał towarzysz Krisznamurti. ja opisałem swoją.
ostatnio czytałem "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk. mimo
że jestem mięsożercą - książka ta zrobiła na mnie wielkie wrażenie. pozwolę
sobie zacytować fragment:
"Duszę ma najpodlejszy zbrodniarz, lecz nie ty, piękna Sarno, ani ty, Dziku, ani
ty dzika Gęsi, ani ty, Świnio, ani ty, Psie. Zabijanie stało się bezkarne. A
ponieważ stało się bezkarne, to nikt go uz nie zauważa. A ponieważ nikt go nie
zauważa, nie istnieje. Gdy przechodzicie koło wystaw sklepowych, na których
wiszą czerwone połcie poćwiartowanego ciała, to myślicie, że co to jest? Nie
zastanawiacie się prawda?"

O ile pamiętam jeszcze - a dawno czytałam - to jest to książka o
drugim i trzecim dnie. Nie chciałabym "zmarnowac" doskonałej książki
dla 13-latka, ktory lubo oczywiscie wybitny i genialny:-) zrozumie
tylko pierwsza warstwę, czyli treść.
Zawsze przypomina mi sie Dyzma sluchajacy czytanej powiesci Londona,
o psie ktorego ukradziomo. Dyzma oczekiwał, ze wmiesza się w to
policja, ale ze nie przybyla - wynudził się setnie.

Dobry Pies
Jon Katz opowiada nam o psie swojego życia - Orsonie, doskonale
opisuje on uczucia łączące go z pupilem. Gdy Jon jedzie na lotnisko
odebrać Devona-Orsona nie spodziewa się jeszcze że ten pies
całkowicie odmieni jego życie. Orson(pies pasterski) jest
nieposkromionym border collie, a pobyt w ruchliwym mieście New
Jersey okazuje się ciężki nie tylko dla niego ale i dla jego pana,
pies biega za autobusami, nie poddaje się szkoleniu czy tresurze.
Jest przyczyną wielu awantur i sporych wydatków. W ostateczności Jon
kupuje farmę ze zwierzętami w uroczym Bedlam Farm i tam
zamieszkują. Jednak po pewnym czasie Jon decyduje się na uśpienie
psa...
„Dobry Pies” jest piękna i mądrą książką poruszającą serca
wszystkich czytelników. Bez względu na wiek książkę czyta się z
zapartym tchem. Opowieść ukazuje czytelnikowi wielkie uczucie
łączące psa i człowieka jakim jest miłość.

Na niszczenie przedmiotów-pomaga dobre sprzatanie przed wyjściem..
Przy każdym psie, jesli młody-sprzatam przed każdym opuszczeniem domu wszystko
co na stole, na podłodze, na półkach- do wysokości sięgnięcia przez psa-nie
płacze potem nad ulubionymi butami, nad pilotem, telefonem, ukochaną
ksiązką..-pies wyrasta z wieku gryzieniowego-chyba, że energii ma za dwa psy-ale
na to jest sposób-wystarczy intensywny spacer z psem z aportowaniem przed
opuszczeniem mieszkania, wtedy wymęczony pies po prostu śpi..

więc, masz jednak kompleksy, to śmieszne
Niemcy ani lubią, ani nie lubią Polaków. Mają do nas stosunek obojętny.
Serwilizm wobec nich - to jakiś idiotyzm rodem z niszowych partii politycznych.
Generalnie za dużo naczytałeś się książek do historii z czasów komuny. Lepiej je
wyrzuć. Zyjemy w kompletnie innym świecie.

Tekst o przyczynach wojny królewsko-cesarskiej, widzę masz problemy ze
zrozumieniem średniowiecznej struktury społecznej. Moja propozycja: zainteresuj
się tą strukturą, wtedy zrozumiesz, jaka jest różnica pomiędzy papieżem,
cesarzem, królem, księciem, comesem, prostym rycerzem i chłopem. Jak się nad tym
zastanowisz, to wtedy uwolnisz się od mroków nacjonalizmów XIX-wiecznych i
przestaniesz pisać banialuki o Niemcach i Polakach, zważywszy choćby na fakt, że
rozwój cywilizacyjny naszego panstwa w owym nie jest do pomyślenia bez wkładu
emigrantów z zachodu. Choć już jesteś na dobrej drodze, skoro piszesz o bitwie
"wojsk" X z "wojskami" Y.

Czepianie sie braku znalezisk archeologicznych jest smieszne. Niestety nie ma
żadnych dowodów, że ta bitwa miała miejsce! I to jest problem.

A teraz polecam źródełko do etymologii: Józef Domanski, Nazwy miejscowe
dzisiejszego Wrocławia i dawnego okręgu wrocławskiego, Warszawa 1967. Bardzo
pożyteczna książka, w której na stronach 34-35 znajdziesz etymologię toponimu
"Caninus Campus". Pan Domanski rozprawia się z ludową etymologią, mówiąc o niej
"tendencyjna". Tak, między nami, to wiele tych bitew na Psim Polu być musiało,
jako że toponim "Psie Pole" wcale tak rzadko nie występuje............

Przede wszystkim być konsekwentnym, po każdym siusianiu (lub nawet w trakcie)
wynosić natychmiast na dwór, a kiedy piesek tam dokończy dzieła, bardzo chwalić
i zaproponować chwilę zabawy.

Na pewno należy wyrzucić tę ceratę, bo ona tylko utrwala w psie niewłaściwe
odruchy. Na pewno nie karać za załatwienie potrzeby w domu, tylko gnać na zewnątrz.

Nie każdy pies pojmie to w jeden dzień, potrzeba zatem po prostu dużo
cierpliwości. Polecam też zainteresowanie się literaturą fachową - szczególnie
dobrą i przystępną książką jest "Szczenię doskonałe".

Zofia Mrzewińska
powyższe przedstawone pozycje zdecydowanie tak: )
od siebie dodam ze bardzo cenie sobie ksiązki pani Zofii
Mrzewińskiej. to cieniutkie poręczne pozycje które jednak zawierają
kompendium podstawowej wiedzy.

"Jak rozmawiać z psem"
Książka uczy, jak rozmawiać z psem, jak wychować go na towarzysza
człowieka, zdolnego zrozumieć, czego oczekujesz, podporządkowanym
bez przymusu. Nauczy jak pies może żyć w ludzkim świecie bez
strachu, kolczatki, kagańca i krzyku

"po obu końcach smyczy"
Jak pies widzi świat? jakiego wybrać psa, wybór szczeniaka,
najważniejsze tygodnie, zachowanie czystości, obroża, smycz,
kaganiec, podstawy aportowania.

"Sam wychowasz swojego psa" do społki z Bogusławem Górnym
"Wychowaj psa bez krzyku i bicia! Poradnik pokaże ci krok po kroku
jak bez używania przemocy nauczyć psa posłuszeństwa."

"Psim zdaniem"
Opis psiego świata z psiej perspektywy-od szczenięcia do starości.
Urocza opowieść o pierwszym psie pani Zofii - suni Kropce. po prostu
warto ją przeczytać!

sa to pozycje pisane prostym zrozumiałym językim, gdzie porady sa
przekazywane z wielką milością i szacunkiem dla zwierząt.

pani Zofia prowadzi też swój blog gdzie w uroczy sposob opisuje
przerózne ciekawoski z psiego swiata.
zofia-mrzewinska.blog.onet.pl/

To ja odpowiem Ksiażka jest kapitalna, pewnie sporo osób potwietrdzi (a.36?).
Na merlinie zaczną za chwilę sprzedawać:
merlin.pl/Niespokojny-umysl_Kay-Redfield-Jamison/browse/product/1,194103.html
jeśli chcesz poćwiczyć angielski, to na amazonie uk są używane za jakieś psie
pieniadze

O psie, który jeździł koleją, Roman Pisarski.

Absolutnie obowiązkowa była, na pewno dla mła, bo zaczytałam ją na
śmierć, uprzednio sobie kupiwszy, bo przeczytałam o niej w innej
książce, że to była ulubiona książka bohatera. Ale byłam wtedy w I
klasie.
Pies nazywał się Lampo (lampe, z wł. błyskawica, taki był przypis),
no i dlatego przez lata całe świetlne sądziłam, że to włoska książka.

Aż dopiero niedawno...

Paktofonika, paktofonika.... zaraz, zaraz... a przepraszam, czy to może jakaś nazwa grzyba z klasy podstawczaków?
Nie przepadam za stylem hop siup, a wręcz drażni mnie mocno, mimo to kilka kawałków (bo przecież nie utworów muzycznych) możnaby uznać za interesujące.
Książka? No coż, o zbieraniu bawełny czy fermantowaniu obornika też napisano książkę. I o psie który jeździł koleją również.
Pozro 600 dla wszystkich kolesi co sie `fkóżyli' :)

Marley i ja oraz...
Marley i ja czyli najgorszy pies świata - o psie golden rerieverze i jego panu,
do śmiechu a na końcu trochę do płaczu, bo to całe życie Marleya.Świetne, nie
tylko dla miłośników psów.

I jeszcze coś, z zupełnie innej półki. Jest wielką sztuką pisanie lekkim i
żartobliwym piórem o rzeczach z gruntu poważnych, tak by pobudzić jednocześnie
do śmiechu i do głębokiej refleksji. Taką książką jest "Kościół dla średnio
zaawansowanycch" Szymona Hołowni. Znakomite, gorąco polecam.

Przeczytałam "Mroczne ścieżki serca". Książka bardzo wciągająca, dobrze sie ją
czyta, wartka, przemyślana akcja. Tę książkę mogę Ci polecić. Szukam dla siebie
ostatnio jakiejś książki Koontza, ale skutecznie mnie zniechęcają opisy ich
tematyki zamieszczone na okładkach książek (wydawnictwo Prószyński i ska).
Wydają mi się jakieś takie niepoważne, naciągane i fantastyczne w śmieszny
sposób (jak choćby ta o inteligentnym psie:) Zastanawiam sie jedynie głębiej nad
"Odd Thomas". Ktoś czytał? A póki co zabiorę sie za Analityka Johna Katzenbacha.

się troche pod koniec rozleniwilam... :)
eh dużo tego było. zerówka, to takie duuuże wydanie "Piotrusia Pana", pierwsza
klasa: "Pinokio" w drugiej chyba coś o jakimś psie-nie pamietam dokladnie,
trzecia: "Kasztanka i inne opowiadania" Czechowa, w czwartej okazalo sie że
szkołe stać tylko na jakieś listy pochwalne i dyplomy, w piątej "Starą baśń" w
szóstej dostałam "Faraona"- marne wydanie w miękkiej okładce, ale zawsze coś;
gimnazjum: "Makbet", kolejny "Faraon", i chyba "Potop".no i jeszcze
encyklopedia nauki i techniki oxfordu za olimp. matematyczną (jakby nie mogli
mi dać czegoś normalnego- książka leży na pulce zupelnie nie używana) w liceum
nie mieli mi za bardzo za co dawać, bo sie rozleniwiłam i mam tylko 2: za
konkurs z j. ang -jakaś o cudach natury i za sukcesy siatkarskie w
reprezentacji :D "Fascynujące miejsca świata". Nie licząc oczywiście
słowników,encyklopedi, i jakiś książek do matury wygranych w konkursie
GW "oswajanie nowej matury"

Cytat
Moja robocza wstępna teza jest taka, ze autorce udaje
się ciągle celnie uderzyć w jakieś potrzeby i tęsknoty. A skoro akcja
koncentruje się na rodzinie, to są to jakieś rodzinne tesknoty.
 

Nie sądzę, aby ktokolwiek o zdrowych zmysłach w obliczu rodzinnych tęsknot chciałby te tęsknoty odkarmiać obrazem rodziny Borejków.

Moja robocza wstępna teza jest taka, że twoja teza jest mało prawdopodobna ;-).
I błędny z niej wniosek "skoro akcja oparta jest na rodzinie, to są to na pewno rodzinne tęsknoty". Czy czytanie "O psie, który jeździł koleją" oznacza że ktoś pasjonuje się pociągiem i marzy o tym, aby mieć psa?

Jeżycjadę czytam i wracam, bo ... lubię. Ot tak luźno sobie poczytać jako czytadełko do śniadania. Nie szukam w niej rodziny idealnej, nie zaspokajam nią jakichś głębszych potrzeb (tak, w młodszym wieku owszem, koncentrowałam się na wątkach "romansowych" i to było zaspokojenie jakiejś mojej tęsknoty), nie szukam wzorców, nie czytam "ku pokrzepieniu serc". Zresztą niczego tak nie czytam, książka to książka.

kanoka napisała:
"..Popaye, bez nerw" )

cos mnie sie wydaje, Drogie Panie, ze Wy mnie (chyba) z "Kims" - mylicie.
Ja, i owszem, nosze gumofilce i beret z antenka, slucham Radyja itp.
ale... jeszcze'm NIE: Lepper czy J.Kaczynski.
Do "nerwow" i do tego z takiego powodu, to mnie jak: stad na Allaske! )

Otwarcie i nie od dzisiaj przyznaje: KOBIETY (charkter i reakcje), DZIECI
(podobnie) i Zwierzeta to dla mnie: ksiazka napisana sympatycznym
(niewidzialnym) drukiem.
Wszystko co nie jest Popay-owa lub (zblizone!): jadowitym skorpionem stanowi
dla mnie: tabula rasa.
Zabralem "glos w sprawie" z czystej zyczliwosci: poszo "w krzaki" - tez dla
mnie NIC nowego, doswiadczylem nie po raz pierwszy.
Snieg, niedziela, mrozy i psie "problemy", na szczescie powoli sie koncza
i w ten sposob: na pewien (pewnie krotki!) czas: problem z glowy! )

serdecznie pozdrawiam,-
pE

A Wańkowicza, - Melchiora zresztą, ktoś z Waszmościów czytał????
Bo to proszę Państwa mistrz świata w dziedzinie reportażu.
Proponuję zacząć od " Tędy -owędy " choć można zaczynać od każdej
innej pozycji. Następnie "Tworzywo", " Ziele na kraterze" "Czerwień
i amarant" itd,itd.
To dla bardziej "wyrobionych" czytelników.
Młodszej generacji polecam " Znaczy kapitan" Borcharda, " Szamana
morskiego", " przez Trzy oceany" S.Koski a lubiącym historię
polecam " Ja Klaudiusz" oraz " Klaudiusz i Messalina" R. Greves'a.
Bo proszę pamiętać, zaraz po psie, książka będzie zawsze
Twoim najlepszym przyjacielem.
Pozdrawiam,
Dyzio.

> Bo proszę pamiętać, zaraz po psie, książka będzie zawsze
> Twoim najlepszym przyjacielem.
> Pozdrawiam,
> Dyzio.
>
Dyziu! Niedokladnie czytales i sluchales tego co pisal, spiewal i
mowil Mistrz Przybora. Jeremi z reszta.
A mowil, ze to ...KOBIETA jest najlepszym przyjacielem CZLOWIEKA!!!!

A skoro juz na Mistrza zeszlo, to wyszly kiedys takie sceniczne
zarty Przybory i nazywalo sie to bodajze Teatr Nieduzy, czy jakos
tak. Byla tam m.in Medea moja milosc" i Gololedz"..
I niezmiennie polecam plyty Kabaretu Starszych Panow. Na kazda
okazje i dla kazdego lubiacego zart, ironie i lekka kpine z bliznich.
Jak w "kawalku" zatytulowanym Dobranoc Ojczyzno"...

Trzymaj sie Dyziu! ...Przyjaciol:)

Polskie Buraki i Kartofle
Nie rozumiesz baranie, że dostęp do informacji to podstawa.
Całe życie chcesz jako hydrauli pracować za psie grosze we Francji, najlepiej
aby Unia dała wam do łapy pieniądze wykupilibyście cały złom z Niemiec.
Potrzebna jest jedna książka a nie polski bałagan na każdym kroku.
Macie najwyższe bezrobocie jesteście, na każdym froncie dostajecie baty.
Właśnie potrzebne są zmiany jeden nr. dla straży,policji i szpitala. Łapę po
pieniądze to wyciągacie a jak już coś macie zrobić to płacz.

Jacobino,
Dziś mi smutno, a Twój post sprawił, że się uśmiechnęłam:)

Mam w domu to samo, tylko x2. Bo Starszy Syn zaraził Młodszego i nasz dom to
jeden wielki pociąg. Nad morzem główną atrakcją nie jest plaża, a kolej
wąskotorowa, w stolicy nie Pałac Kultury, a Muzeum Kolejnictwa. Mamy czapki,
latarki, torów więcej niż wszystkich innych zabawek razem wziętych...

Tak, Express Polarny jest u nas hitem już baaardzo długo. Zarówno w wersji
książkowej jak i filmowej.
Niedawno przeczytaliśmy "O psie, który jeździł koleją". Verdana (i pewnie nie
tylko ona) uważa, ze książka smutna i ryzykowne jest czytanie jej 5latkowi, ale
ja przeczytałam i pełen zachwyt. Smutna - tak. Ale życie bywa smutne, Synek
jakoś nie popadł w rozpacz. Natomiast słownictwo w tej książce jest cudowne:
zawiadowca, bufory, gwizd wjeżdżającego pociągu... Rewelacja

Zadziałało prawo serii - kolejna wielka postać
polskiej kultury odeszła z tego świata.
Jestem z kompletnie innego pokolenia, dla mnie odpowiednikiem Przybory był i
jest Janerka, ale i tak od czasu do czasu słuchałem piosenek mistrza (niestety,
mam tylko jedną płytę) lub sięgam po zbiór tekstów (książka "Piosenki prawie
wszystkie"). Jako że miesiąc temu minęły dwa lata od odejścia mojego (właściwie
rodzinnego) psa Fida, który przez trzynaście lat był traktowany jak normalny
członek rodziny, chciałbym przytoczyć ten wiersz autorstwa Pana Jeremiego:
"Zdechł pies!"
Zdechł pies.
Z pogrzebem ładnym, czy też bez,
zdechł pies.
Lecz nie w tym cały powód łez,
że - pies. Zdechł pies.
W tym cała smutku suma,
że zdechł pies, a nie umarł.
Niesprawiedliwość jest,
że jak pies, to zdechł pies!
Zdechł pies.
Czy ładnie jest tak zwać psa kres?
Zdechł pies.
Czy już nie lepiej, gdyby - sczezł?
Sczezł pies. Sczezł pies.
Gdy nagle, że tak powiem,
ubywa wredny człowiek
i pies porządny, niech
pan zgadnie, który zdechł?
Zdechł pies.
Ten zwrot wymyślił chyba bies.
Zdechł pies.
Czy ładnie tak o psie jest rzec?
Zdechł pies. Zdechł pies.
Więc tu bym proponował,
że psa bym awansował,
mu podwyższając śmierć
o tę awansu ćwierć:
Zgasł pies.
I już mu nie żyć milej jest.
Zgasł pies.
Skąpany w deszczu ludzkich łez,
zgasł pies!

ach jak ja wielbie Bono :)

a wracajac do tematu hmmm psich imion to chetnie pouczestnicze, psiarze z nas okropni i troche sie
tych imion przewinelo
a od poczatku:
pierwsza byla Kajka- foxterier szorstkowlosy, jadlam z jej miski :)
pozniej Dora ( moja ukochana ksiazka Linklatera Wiatr z ksiezyca i jej dwie glowne bohaterki Dora i
Flora) Dora rozpoczela panowanie wyzlow w naszym domu, po niej byla Fendi i teraz jest Fuga.
w miedzy czasie welsh terierr Tiffani i wybryk siostry Yorki pt Gucci ( te wszystkie designerskie psie
imiona przypadaly na ciezka komune w PL)

u rodzicow wyzlica Dora II'ga
u siostry jest sznaucer Gracja

Też podniosę Cię na duchu, chociaż jak widać w stopce bulliki to nie moja rasa
i gustuję w zupełnie innych psach. Ale osobiście uważam, że wszystko będzie
zmierzało w dobrym kierunku, jeśli psa będziesz rozsądnie prowadzić - a widzę
że konkretnie podchodzisz do tematu. Wiele lat pracy hodowlanej zmieniło
charakter tych psów i nie wykazują już one w takim nasileniu cech, które
pierwotnie były u nich pielęgnowane ze względu na przeznaczenie rasy
(m.in.walki). Po prostu to już niemal nie są te same psy. Ale każdy widzi to,
co chce zobaczyć. A z dzieckiem trzeba uważać przy każdym większym psie, bo na
początku oboje są "szczeniętami" i partnerami do zabawy, potem pies dorasta i
próbuje sobie podporządkować dziecko w hierarhii, a dzieciaka łatwo
przestraszyć warknięciem. Pies to pamięta i coraz częściej stosuje.
Trzeba mieć oczy otwarte, szybko reagować i myśleć cały czas wychowując psa.
Miliony ludzi mają bullteriery i nie rezygnują z prokreacji tylko dlatego, że
mają bulla w domu.
Jakiś czas temu widziałam w necie za darmo do ściągnięcia monografię tej rasy.
Bardzo ciekawa książka i z przyjemnością się czytało. Sprawdzę w domu autora i
spróbuję odszukać ten link. Jeśli jesteś z W-wy mogę Ci odbić ją na ksero i
dać, albo by Poczta Polska, bo sobie wtedy wydrukowałam.

Pozdrawiam i powodzenia.

czułam sie jak mysliwy, który upolował mastodonta..w sumie
> wtedy niewiele trzeba było, żeby człowieka uszczęśliwić

prawda? och jakie to super byly czasy ze olej i ser byly czyms nieoczywistym.....

> ugotowanie "zupy z gwoździa" przydała się na lata i swiadomość, że
> dobrą zupą "z wkładką" za psie pieniadze można tak samo i z taką
> samą korzyscia dla organizmu się najeść jak najbardziej wyszukanym
> daniem..i ta pierwsza może byc nawet smaczniejsza..

nie no teraz to inaczej.

Teraz drogie panie czlek nie zna smaku zycia. Kiedys- oooo kiedys to byly czasy,
ludzie milsi, jacys tacy serdeczniejsi, mniej bylo, kasy miec to nikt nie mial
oprocz partyjnych, swiat byl prostszy jak ktos kase mial to wiadomo ze komuch i
nakradl, no nie?

Ja oczywiscie bylam wtedy dzieckiem i to szczesliwym, ale sama dzieci wole
wychowywac w czasach, gdy nie musze wybierac czy poczytac ksiazke czy postac z
ta ksiazka w kolejce....

watek starych tetryczek po prostu....


a wolałbyś "Zakochany kundel"? ale tam był związek pies - pies więc ptactwo
odpada, zostaje co najwyżej bulterier...
to może "O psie, który jeździł koleją"? ale to książka a nie film, no i nie
tobie gosiewski dworzec zbudował...
a "Wszystkie psy idą do nieba"? - główny bohater był detektywem, żaden spisek
ani układ się przed nim nie uchował, ale żeby do nieba iść trzeba wierzącym być...
nie zostaje nic innego jak "Czterej pancerni i pies" - czterech często się
zmienia ale pinczer broni wozu nieustannie :)

aniku_k napisała:

> i kto by pomyślał, ze króliki to takie bezlitosne i nieczułe na krzywdę
> innych stworzonka...

To przez ta indoktrynacje w dziciecych latach, lektury - O psie, ktory jezdzil koleja; Bialy Bim, czarne ucho, Zaczarowana zatoka Cenkiewiczow (pierwsza ksiazka, ktora samodzielnie przeczytalem) no i ogladanie Pory na Telesfora i Piatku z Pankracym ;-)


W dzieciństwie plakalam czytajac "O psie ,ktory jeździ
koleją" ,dosc ciezka ksiazka dla 10-letniego dziecka,poza tym
ostatni rozdział "Robin Hooda " ,kiedy Robin ginie ,jakies fragmenty
w ksiazkach Montgomery i oczywiscie "Lassie wróć".Z filmow
hmm "zielona mila" ,"za wszelką cenę" i chbya "Słodki listopad" ale
nie pamietam za doobrze.Głównie rozklejam się przy ...smutnych
historiach o zwierzetach.

Ten watek o najgorszej kreskowce ma juz
Jaka wedlug was jest najgorsza kreskowka? Moim zdaniem: (cytuję)...

-"Power Rangers": Jakieś niedoroby z maskami na mordzie fikają
-"Teletubisie": Idiotyczna bajka której postacie wygladaja jak upośledzone
-"Chojrak tchórzliwy pies": O psie który darł mordę
-"Dragonball": Idioci o oczach większych niż ręce... i ten songo grrgh...
-"Pokemon": Bajeczka o jakimś pajacu co kolekcjonuje stwory
-"Digimon": Jak wyżej, podróba pokemona
-"Harry Portier": Idiotyczna książka dla maniaków
-"Krowa i Kurczak": Kto hoduje krowę w domu?
-"Spajdermen": Pająki..aaaaa!!!
-"Bodzio mały helikopter": Jezu, ale syf!!!
-"Qba Guzik": Bajka o małym pedale który jeździł ciuchcią

i tym podobne.... z kolei najlepsze:

-"Dexter": Chlopiec geniush bueheheheh
-"Ach ten endi": Ja robie kawały....
-"Luszyn i łejn": Bliźniaki chyba kramp

doktor.1 napisał:

> Tusk skupi się na robocie .... polegającej na tym , jak tu do reszty
zdrenować
> kieszeń podatnika,

?
Co za bzdury! Obniżając podatki?
Doktorat robiłeś na Akademii Marksizmu-Leninizmu?

> a własność Narodu sprzedać za psie pieniądze bez zgody
> Narodu. Za "psie pieniądze" piszę, bo Tusk za Balcerowiczem powtarza, że tyle
> jest wart zakład pracy, - ile chcą za niego zapłacić !

Bo to prawda. Podobnie jest z chlebem, samochodem, książką itd.

o tak, zgadzam sie, pamietam jak w podstawowce pani czytala nam to w klasie.
czy to nie bylo "O psie ktory jezdzil koleja"?
w kazdym razie to rzeczywiscie chyba byla najsmutniejsza ksiazka, z jaka sie
zetknalem.
bardzo smutny i poruszajacy byl "Czas zycia, czas smierci" Remarque'a, na pewno
caly Kafka a zwlaszcza "Przemiana",
takze "Pozegnania" Dygata, opowiadania Stachury czy Hlaski...
no i oczywiscie literatura łagrowa i lagrowa.
ale jakbym mial sie zdecydowac na jedna najsmutniejsza to zdecydowanie O PSIE,
KTORY JEZDZIL KOLEJA

"O psie który jeździł koleją" chyba dlatego się powtarza, że dla wielu osób
jest to pierwsza książka z tak okrutnym zakończeniem. Ja ryczałam jako dziecko
i do tej pory mam przy niej mokre oczy. Oczy blisko wody mam też, ale to ze
wzruszenia, przy powrocie Lassie do domu. A już w dorosłym życiu najsmutniejsze
co czytałam to "Trzej towarzysze" Remarque'a. Historia miłości, która od
początku nie ma szans na szczęśliwe zakończenie. Ale, co dla mnie samej jest
dziwne, najsmutniejsze jest dla mnie w tej książce pożegnanie Ottona z Karlem.

Pojechałam kiedys z przyjaciołką do Gdańska, to były jedne z najpiekniejszych
wakacji w moim zyciu, nie znalam prawie wcale tego miasta, natomiast moja
przyjaciołka doskonale, jako że miala tam samotną ciotke i bywala u niej kilka
razy w roku.pokazala mi wiec swje ulubione zakątki, miejsca zupelnie magiczne i
zaszyte gdzies głeboko...po powrocie sięgam przypadkowo po "Psie lata" Grassa
no i okazuje sie, ze ja chodzilam tymi uliczkami, ze ja wiem gdzie jest
wiekszosc miejsc opisanych w tej powiesci, znam te plaże, pętlę tramwajową
itd...sama ksiązka jest taka ze z kazdą stroną otwierałam coraz szerzej buzie z
podziwu...napisalam o niej prace licencjacką a teraz kontynuuje temat w
magisterskiej.
ale najlepsze jest chyba to ze na poczatku większość epizodów dzieje sie w
nikomu blizej nieznanej malej wiosce pod Gdańskiem - Mikoszewie, jak sie
okazalo tam urodził sie ojciec mojego narzeczonego, ktory przeprowadził sie
pozniej z rodzicami do mojego miasta rodzinnego (centralna Polska)
no i taka jest moja historia
dopiero pozniej siegnelam po inne ksiązki Grassa ale żadna nie zrobila na mnie
juz takiego wrazenia jak "Psie lata"
w ogóle z zyciu zadna ksiązka nie zrobila na mnie wiekszego wrażenia:)

Mam takie dwie z dziecinstwa:
"Ajaks waleczny" - o dziewczynce i jej psie z Australii - kiedys wyszla
w "klubie 7 przygod" ale chyba nie byla wznowiona
i "Rudy Dzill i jego pies" Tolkiena - dostalam w 4 klasie podstawowki jako
nagrode i do dzis to maja ulubiona ksiazka Tolkiena.
Z lat nieco pozniejszych to recenzje teatralne Boy'a

po opowiadaniach dołączonych do Wyborczej również miałam fatalne zdanie o
Grocholi, w szczególności po opowiadaniu o psie, brrr...
ale książka "Nigdy w życiu" jest naprawe inna,
nie jest to literatura najwyższych lotów,
ale wątpie by taki zamiar miała sama autorka
jest to powieść dobrze napisana, dowcipna, podnosząca na duchu,
o miłości, przyjaźni,
taka w cudowny sposób babska, i to niezależnie od naszego wieku

fakt, tv zrobiła z tego bardzo komercyjną rzecz, ale to nie jest od razu powód
by tak tą książkę, jak i autorke krytykować

a film po prostu zbytnio lukrowany...

Co do fragmentu, jak scarlett wymiotuje- pamiętam! Tez mialam trzynascie lat i
raczej sie z tego smialam niz plakalam.
Bardzo ryczalam przy zakonczeniu malego ksiecia,no i - o psie, ktory jezdzil
koleja- pierwsza wazna ksiazka w moim zyciu, normalnie nie moglam sie pozbierac
(2 klasa)i pozegnanie z afryka.

Po przeczytaniu książki "O psie, który jeździł koleją", płakałam cały wieczór.
Pamiętam, że miałam opisać jakąś przygode pieska, niestety gdy tylko siadałam
nad zeszytem płakałam tak bardzo, że kartki były mokre. Poszłam do szkoły bez
zadania.
Ciekawe czy w dobie "komputerowej" ta książka wywiera nadal tak duże wrażenie
wśród dzieci.

polecam ksiazki Zofii Mrzewinskiej
tsm jset wiele praktycznych porad
ZMrzewinska jes t terneska pswo.
Szkolic trzeba JUZ TERAZ a nie czekac az pies bedzie dorosly, bo moze byc za
pozno. O tym Mrzewinska tez piszes. Ksiazka Jan Fennell dobrze tlumaczy
kwestie hierarchii w stadzie. z tej przyczyny warto ja przeczytac.

Nadmieniam,, ze w niektorych miastach sa tzw. "psie przedszkola", porwadzace
szkolenai dla wlascieli psow w wieku od 3-4 miesiecy. Zajecia sa dostosowane
do poziomu "rozbrykania" kursantow.
POdkreslam, ze szkoli sie wlasciciela, nie psa. Wyszkolony wlasciciel powinien
wiedziec, jak wydawac polecenia i jak egzekwowac ich wykonanie, czyli szkolic
psa.

Jestem swiezo po lekturze ksiazek Mrzewinskiej, polecam je ze spokojnym sumieniem:
1. Po obu koncach smyczy
2. Jak rozmawiac z psem

Ja nabylam w malym sklepie z artykulami dla zwierzat.

Odwr4qaacania eise i to dobra meotda.
Siostra swojemu skocznemu "malolatowi" dawala cos do pyska: rekaiwczki,
klucze, gazete. NIe mial wtedy czasu na skakanie.
Zdobycz z reguly porzucal po krotkim czasie.

Moja sunia ma 4 miesiace i zostaje sama w domu. Mam dosyc dobre warunki, duzy
pokoj z kuchnia o pow. 50 m2, meble docelowo do wymiany, wiec szkody po psie
nie sa az tak dotkliwe. Ale kazda ksiazka, gazeta czy bluzka pozostawiona w
zasiegu konczy marnie. Staram sie zabierac wszystkie rzeczy, ale piesek, jak
przystalo na madrego ladradora, nauczył się otwierac szuflade i wywlekac z niej
serwetki i papier sniadaniowy.
Uczulam na wszelkie kable. U mnie poszly lapki choinkowe, kabel od lampy
stojacej, wszystkie glosniki sa off-line :-). Cale szczescie poprzegryzane
przewody odlaczone byly od gniazdek.Ale i tak jestesmy szczesliwymi
posiadaczami najwspanialszych pieskow pod sloncem
Pozdrawiam Asia

Trochę tego było, na gorąco przypomina mi się "Tajemnica zielonej pieczęci"
Ożogowskiej traktująca o uczniach 6 klasy, ja czytałam to będąc w pierwszej czy
w drugiej i bohaterowie wydawali mi się strasznie dorośli i poważni, nieomal
starzy )
Poza tym wszelakie Londony - "Biały Kieł" itp., jak czytałam takie książki, to
czułam się zmarznięta i przysypana śniegiem
Aha, "Biały Bim Czarne Ucho" - jedyna książka, przy której ryczałam jak bóbr -
o psie, seterze, szukającym swego pana, który trafił do szpitala. Płakałam,
ledwie widziałam litery, ale nie mogłam się od niej oderwać aż do przesmutnego
końca. No i, idąc tym tropem, znany wyciskacz łez "O psie, który jeździł
koleją"...

Do dziś pamiętam ogromne wzruszenie przy ksiażkach "O psie który jeździł
koleją" i wspaniałych "Chłopcach z placu broni"

a takie, które czytałam 1000 razy i do dziś znam na pamięć całe fragmenty jest
mnóstwo ( kiedy był na to czas??

1. cała Ania, a w szczególności Ania na Uniwersytecie jak się Gilbert
zakochuje
2. cała Musierowicz, czytana do dziś
3. Siesicka, : Jezioro osobliwosci", "Zapałka na zakręcie", "Przez dziurkę od
klucza"

w szkole średniej, ksiażka która mnie chyba najbardziej dotknęła i dała do
myślenia to "Początek" Andrzeja Szczypiorskiego.

Ach, mogłabym tak wymieniać i wymieniać ))

Gość portalu: Kasia napisał(a):

> Scan, jak to milo...
> Dzieki w imieniu mojej malej Przyjacioleczki, ktorej sama nieopacznie
> pokazalam, jak dziala nasze Forum...I Paulinka "wpadla jak sliwka w kompot".
> Ratujesz nasz honor...
> Wszystkiego dobrego...

Kasiu,kiedy sam bylem szczeniakiem,zaczytywalem sie historia innego psa."Lampo.O psie,ktory jezdzil koleja." Ktos
powiedzial,ze ksiazka,ktorej nie masz ochoty czytac poraz drugi,nie warta jest pierwszego czytania.Do historii
"Lampo" wracalem wiele razy i zawsze zdawala sie byc nowa.

Ku pocieszeniu
A mnie szlag trafia, jak przychodzę po ośmiu godzinach i nie wiem, po kim
najpierw sprzątać, po psie, po dziecku czy po mężu. Rzucam się do kuchenki żeby
popełnić improwizację w postaci obiadu, zjadam go, by czymś zapełnić żołądek i
najchętniej zległabym na kanapie, ale przecież jeszcze jakieś pranie, porządki,
lekcje z dzieckim, a tu czeka książka nie doczytana, chciałoby się obejrzeć
ulubiony program w TV. Jak to wszystko pogodzić?
A potem są wakacje, błogie lenistwo, bo mąż i syn wyjeżdżają i po tygodniu
refleksja: coś tutaj za spokojnie, nie ma na kogo się wydrzeć?
To już sama nie wiem czy to brzmi pocieszająco.

Aby się nie rozpisywać- moje typy: Herman Hesse- Wilk Stepowy C.S. Levis- Problem cierpienia Ursula K. Le Guin-Czarnoksiężnik z Archipelagu (i pozostałe) Saint-Exupery- Twierdza (oprócz Małego Księcia oczywiście) Bułhakow Mistrz iMałgorzata, Psie serce Shakespeare-Zimowa Opowieść, (i nie tylko) Irwing stone-Pasja Życia M.Mitchell-Przeminęło z wiatrem Anne Tyler-wszystko a szczególnie Drabina czasu Wańkowicz-Ziele na kraterze Anna Kamieńska-Notatnik A.Osiecka Jonasz Kofta Musierowicz-wszystko Chmielewska-kiedyś,teraz rzadziej i jeszcze wiele wiele innych tytułów które przypomną mi się na pewno jak tylko poślę tego posta. Straszny miszmasz ta moja lista ale to taki przekrój przez lata czytania i dorastania...Z nostalgią wspominam szczenięce czasy gdy moja biedna mama wkraczała bez słowa w środku nocy do mojego pokoju i wykrecała mi żarówkę z lampki nocnej,bo nic innego nie skutkowało (nie wiedziała o latarce pod kołdrą )Dziś gdy już uda mi się znależć chwilę to i tak najczęściej zasypiam z książką pod nosem...Ale miłość do lektury sprzedałam dziecku,ze wszystkich zabawek Justynka najwięcej ma i tak książeczek

Gość portalu: klus napisał(a):

Czyli według Ciebie Kingowi wyczerpały się pomysły już po Jego DRUGIEJ
> książce?!
>
> Salem's Lot to bowiem dopiero DRUGA wydana powieść autorstwa Stephena Kinga,
> toteż uznajesz za wartościowe - jeśli dobrze zrozumiałem - tylko Carrie i
wyżej
>
> wymienione "Miasteczko Salem", traktując tytuły takie
> jak "Lśnienie", "Bastion", "Wielki Marsz", Firestarter, cykl "Mroczna
> wieża", "Smętarz dla zwierząt", "To" i "Misery" jako zupełnie bezwartościowe?
>
> Ryzykowna teza :)).
>
>
> (niemniej fakt pozostaje faktem, że King od dawna odcina tylko kupony od
> dawnej sławy i nic naprawdę DOBREGO ostatnio nie wydał, czego najlepszym
> przykładem "Worek kości": pozbawiony natchnienia pisarz, którego kontrakt
> zobowiązuje do wydawania jednej książki rocznie, pisze książkę o pozbawionym
> natchnienia pisarzu, któego kontrakt zobowiązuje do wydawania jednej książki
> rocznie)
>
>

;-))

Odpowiem tak: Po "Miasteczku Salem" dla mnie Kinga nie ma. I już. To jest
arcydzieło, każda inna książka już mnie tak nie wciągnęła......O przepraszam -
1986 - "To" - to też jest super! Ale czasem weny starcza tylko na dwie
powieści....

Chodziło mi o to, że tylko te dwie pozycje są naprawdę ciekawe...nowatorskie
jak dla mnie, nie znam dużo horrorów, lubię raczej inny rodzaj literatury, ale
o psie-zabójcy już gdzieś słyszałam, o samochodzie takowym również,
psychopatyczna natolatka to nie nowość, itp itd...A wampiry powiesz i klaun-
zabójca to też nie nowina - ale za to jak to jest napisane! ;-))

pozdrawiam

"O psie, który jeździł koleją" - nad tą książką wylałam całe morze dziecięcych
łez! Jakie to było smutne!
Ostatnio płakałam przy książce "Dziewczynka w czerwonym płaszczyku". W ogóle
często płaczę, nie tylko przy książkach :-(

Dziewczyny ale przeboj odgrzebalyscie!!!!
To byla tez ksiazka mojego dziecinstwa i tez wylam jak mi to mama czytala!!!

Jeszcze o psach gdzie wylam to byl "Bialy Bill Czarne Ucho" czy jakos tak.
Podobna historia o psie, chyba o tragicznym koncu buuu...

Była taka książka nawet. "O psie, który jeździł koleją". Przyszła więc kolej i na niego.

dado11 napisała:

> Moje kochane ksiazki z dziecinstwa:

> O psie, ktory jezdzil koleja
Gdyby był taki watek o ksiażkach,które najchętniej
czytalismy dzieciom,to po Sercu Amicisa,ta książka
byłaby zaraz na drugim miejscu ).

Witam.Czytałem,posiadam.Książka wchodzi w skład tzw.trylogii gdańskiej Guntera
Grassa.Die Blechtrommel(Blaszany bębenek);Katz und maus(Kot i mysz);Hundejahre
(Psie lata).

Hm...Pamiętam to dokładnie:)Pierwsza książka, którą przeczytałam sama od
początku do końca:)To była nie za długa, ale bardzo wzruszająca opowieść- "O
psie, który jeździł koleją"...pozdrowionka dla wszystkich

Hmmm, a ja naprawde nie pamietam mojej pierwszej samodzielnie przeczytanej ksiazki
Aha, "O psie, ktory jezdzil koleja" - ta ksiazka powinna byc skreslona z listy
lektur dla dzieci :)

o psie
"Dziwny przypadek psa nocną porą" wspaniała książka :)

Podobno wyszła książka o "Czterech Pancernych i psie"

Pozdrowienia dla fanów serialu

psie rymowanki na melancholie jesienną
Przy okazji psów i trochę do wątku o zapomnianych książkach dla dzieci.
Miałam w dzieciństwie ulubioną książkę z wierszykami. Książka była żółta i
ilustrowana czarno-białymi zdjęciami psów (głównie bokserów). Pamiętam, że
została zakupiona na kiermaszu książek, który w tamtych czasach odbywał się w
każdą majową niedzielę. Nosiła tytuł "Cztery łapy" i opowiadała tylko i
wyłącznie o psach. Napisał ją Ludwik Jerzy Kern, wówczas poeta- satyryk znany
głównie z wiersza - drukowanego co tydzień na tylnej okładce Przekroju.
Pamiętam, że moi rodzice zaczynali lekturę właśnie od tej strony. Oprócz
wiersza Kerna był tam Filutek, króciutkie przypowiastki o Falczaku (?) i
ulubiony przeze mnie humor zeszytów szkolnych.
Książeczki "Cztery łapy" dawno nie mam. W połowie lat 80 podarowałam ją
młodocianej wielbicielce psów, która teraz też już jest dawno dorosła. Czasami
jednak przypominam sobie fragmenty tych wierszy np. "A kiedy pies naprawdę się
zakocha obojętnieje mu firanka i pończocha."
Dzisiaj przy okazji rozmowy wirtualnej z Marysią o wyższości psów nad kotami, a
może odwrotnie, przypomniałam sobie ulubiony wierszyk mojego ojca - psiarza i
agnostyka - i odszukałam go w ktorejś z książeczek, ktore zostały mi po nim w
spadku.

"Jeśli jest niebo psie,
skierujcie do niego mnie.
Znajdę tam jakieś drzewko z cieniem
i otoczony anielskim skomleniem
odpoczne sobie w śnie.

A psy przybiegna i
gębę poliżą mi.
Niech liżą, bo jak duch mój mniema,
bakterii chyba w niebie nie ma...
Czyż duch mój w błędzie byłby-li?
Nieważne. Harfa gra
suitę z Wolnego psa.
Nagle z drugiego krańca nieba
w dzikich podskokach do mnie zbiega
niedawno zmarła Farsa ma.
Nie może złapać tchu.

"No, jak ci - mówię - tu?"
"Nieźle - powiada - lecz mi sie nudzi,
bo tu zupełnie nie ma ludzi,
a z samych psów cóż psu?..."

Więc jeśli niebo psie
gdzieś jest, czy ja wiem gdzie..
Gdzieś, gdzie prócz psów nie spotkasz się z nikim,
to ja odnośne proszę czyniki:
skierujcie do niego mnie."

Czy pies był socjalizowany? Tzn. czy kiedy był młodszy, wychodziliście z nim na
spacery, czy poznawał nowe środowisko, czy widział obcych ludzi, czy
pozwalaliście go głaskać, czy słyszał i widział bawiace się dzieci?
Pytam o to ponieważ to zazwyczaj błędy we wczesnej socjalizacji połączone
dodatkowo z genetycznymi uwarunkowaniami do agresji dają w późniejszym wieku
skutek taki, że pies w ogóle nie daje podejść do siebie nieznajomemu, nie
mówiac już o pogłaskaniu czy np. wyczyszczeniu uszu w gabinecie weta.
Dobrze, że piszesz już teraz, bo "nienaprawiony" problem teraz będzie się tylko
nawarstwiał i nawarstwiał, a agresja w stosunku do obcych może w późnijszym
czasie skierowac sie również w stronę właścicieli, tak bywa.
Czy rozważaliście opcję psiego przedszkola? Psie przedszkola uczą małe
szczenięta podstawowych rzeczy, a to bardzo przydaje się później, przy
następnych krokach szkolenia i odpowiedniego prowadzenia psa. Takie przedszkola
prowadzone są przy większych szkołach tresury psów. To po pierwsze.
Po drugie - należy drobnymi kroczkami zaczać przyzwyczajać psa do tego, że
nieznajomi ludzie nie stanowia dla niego śmiertelnego niebezpieczeństwa - bo
tak on ich teraz postrzega. Czyli powolutku przyzwyczajać psa do tego, że inni
ludzie takze mogą się do niego zbliżyc, pogłaskac go. Sądzę, że najlepszą
metodą szkolenia będzie tu tzw. metoda klikerowa. Więcej na ten temat można
poczytać tez tutaj: www.dogs.gd.pl/kliker/
Poza tym jakiś czas temu na tym forum polecana była ksiażka o sygnałach
uspokajających dla psa, bodajże rezurekcja ją polecała; niestety nie pamiętam
już czego dotyczył tamten wątek, a może ktoś z forumowiczów takze zna tę
książkę - warto kupic i poczytac, ponieważ psy bardzo ładnie odbierają
niewerbalne sygbały uspokajajace, które jako liderzy stada im wyślecie.

Pamietam,ze w mojej klasie kazdy chlopak chcial byc taki jak Pirx:) A ja zawsze
wolalam ksiazke o psie,ktory jezdzil koleja:)Moja ulubiona z wczesnych czasow
dziecinstwa:)I Bethowen i jeansy:D:D:D Fajna ksiazka.

Tak, ja też ją pamiętam. "O psie, który jeźdźił koleją". Piękna książka, choć
smutna. I wspaniały Lampo, wspaniały.

Moskwa-Pietuszki - popieram kandydaturę. Dowcipna a dołująca jak mało co. Ale
jedyną książką na której spłakałam się jak bóbr była "O psie, który jeździł koleją"

Drzewa w mieście
Wszystkim zainteresowanych losem drzew polecam książkę "Drzewa w mieście"
autor: Halina Szczepanowska. Pomimo, że książka trafiła w moje ręce
przez przypadek to polecam ją każdem dla kogo drzewa w mieście.

Książkę szczególnie powinni przeczytać planiści miasta i kierownicy
nadzorujący prace na terenach zielonych.

Ciekawostki z tej książki:

Na planach miejskich drzewo zaznaczane jest jedynie małym kółkiem
przez co architekci "nie widzą" drzew i zostawiają dla nich zbyt
mało miejsca.

Ponad 90% masy drzewa zostaje zbudowana z gazów atmosferycznych.
Pozostałe 5-10% zostają pobrane z gleby.

Czasem asfalt lub płyty chodnikowe przylegają ściśle do pnia.
Jeśli nawet pozostanie trochę nie przykrytej ziemi wokół drzewa
to bywa ona tak ubita i twarda że przypomina beton!
Jest to przestrzeń, którą w naszej łaskawości użyczyliśmy drzewom.

Gleby w miastach charakteryzuje duże stężenie soli używanej do
odśnieżania ulic, której zawartość przekracza często nawet
kilkunastokrotnie normalne stężenie roztworów glebowych.
Przy takim zasoleniu gleby następuje drastyczne zmniejszenie
możliwości pobierania wody przez korzenie, co powoduje zjawisko
suszy fizjologicznej... drzewo nie jest w stanie pobierać wody
i umiera.

Duże szkody w zadrzewieniach ulicznych powoduje roztopiona breia
śniegowa zmieszana z solą, która jest rozpryskiwana przez koła pojazdów.

Wielu właścicieli czworonogów uważa, iż psie odchody
stanowią pożyteczny nawóz dla roślin. Jest jednak przeciwnie!
Mocz psi zmienia ciśnienie osmotyczne wody w miejscu zanieczyszczonym,
sprawiając że wilgoć jest "odsysana" od korzeni roślin.

Najgorszym wrogiem drzew ulicznych jest ubicie gleby.
Korzenie nie mające dostępu do powietrza glebowego
i zatapiane wodą deszczową gniją a w porze suchej nie są w stanie
rozwijać się w ubitej ziemi w poszukiwaniu wody.

Straszne.

To na dobranoc polecam to i 'Psie Serce' Bulchakowa i 'Wujaszka Gienie',
tudziez 'Rewizora' Czechowa jako remedium. To sie naprawde milo czyta
i 'pouczajaco' :) No i 'Catch 22' by Joseph Heller! To moja ulubiona ksiazka:)
Dobranoc!

Dla mnie to byla ksiazka pod tytulem "Marley i ja". Autor John
Grogan. Ksiazka o najgorszym psie swiata :)). "Pozeralam" te ksiazke
smiejac sie i placzac. Zaznaczam, ze mam podobnie potwornego psa.

książka dla chłopca 8 letniego
co polecacie?
chłopiec bardzo lubi czytać,
zastanawiałam się czy "Przygody Mikołajka" będą odpowiednie wiekowo,
najchętniej stara dobra klasyka,
pamiętam, że podobało mu się "O psie który jeździł koleją"

witaj
przeczytalam wszystkie chyba ksiazki na temat wychowywania psow, byl u mnie
nawet kilka razy trener z zk i moja osmioletnia sznaucerka jak szczekala tak
szczeka; probowalam z dyskami, z uspokajajacymi sygnalami (ksiazka o kant d...
potluc - naciaganie na pieniadze - wszystkie madre rady moznaby zmiescic na
kartce a4, niestety),mialam nawet obroze elektryczna, ale tylko raz ja zalozylam
psu; najlepiej dzialalo ignorowanie psa po przyjsciu do domu, ale pies sie wtedy
wyraznie stresowal i denerwowal,ze go olewamy,wiec teraz sie z nim po prostu
witamy i przytulamy jak wracamy do domu poki sie nie uspokoi; jest jeszcze taka
obroza pryskajaca niemilym w zapachu dla psow plynem, ale chyba nie bede
probowac; z goscmi jest jak u ciebie, ale na szczescie mieszkam w domku wiec
mozna ja wyprosic do ogrodka; najdurniejsza z durnych byla opowiesc z 'okiem
psa' jesli dobrze pamietam, o pani ktora genialnemu autorowi przyprowadzila
suke, ktora szczekala pod jakims drzewem, a geniusz autor poradzil zeby
umocowala waz z woda na tym drzewie i (sama bedac w domu) polala psa jak
zaszczeka; i to pomoglo!!!!! cud nad wisla!!! po pierwsze z miejsca wcelowala w
psa bo akurat stanal pod rura z woda (tiaaaa, jasne...), po drugie pies-przyglup
nie wpadl na to zeby sie odsunac i szczekac dalej (moj by tak zrobil,kazdy by
sie odsunal); wszystkie te ksiazki sa dobre jak sie ma psa szczekajacego
sporadycznie; chcialabym uslyszec wlasciciela miniaturowego sznaucera
niemieckiego, ktory stosujac metody w nich opisane odniosl sukces przy psie
uporczywie szczekajacym; sznaucery sa psami szczekajacymi, bo tak byly
selekcjonowane i trzeba miec do siebie pretensje ze sie zle wybralo rase;
niestety ja zle wybralam i ponosze konsekwencje; teraz sa sznaucery amerykanskie
takie z miziasta sierscia pudlasta i spokojniejsze - te mniej szczekaja albo nie
szczekaja wcale; niemieckie szorstkowlose z zasady szczekaja,a kazdego
madralinskiego zapraszam do siebie na tresure mojego psa; jesli mu sie uda
oduczyc go szczekania odszczekam wszystko co powiedzialam, a on sam w niedlugim
czasie sie pewnie zalapie do pierwszej dziesiatki najbogatszych ludzi swiata, bo
wiele osob chetnie zaplaci zeby odpoczac od halasu ;)
pozdrawiam
wrex.

1410_tenrok napisał:

> Niemcy ani lubią, ani nie lubią Polaków. Mają do nas stosunek obojętny.

Błądzisz! Życzę ci, żebyś nie musiał się o tym przekonać "na własnej skórze". A
Niemców dalej nie lubię. Wolno mi? Poza tym poczytaj czym różnią się kompleksy
od fobii. Ja kompleksów (przynajmniej wobec Niemców) nie mam.
> Serwilizm wobec nich - to jakiś idiotyzm rodem z niszowych partii politycznych.

To twoja opinia. Mój pogląd w tym względzie jest inny i mam do niego prawo i
podstawy.
> Generalnie za dużo naczytałeś się książek do historii z czasów komuny. Lepiej j
> e
> wyrzuć. Zyjemy w kompletnie innym świecie.

Wyprostowany palec środkowy Obamy w sprawie tzw. "tarczy" to też komuna? A nasz
rząd dalej liże...
>
> Tekst o przyczynach wojny królewsko-cesarskiej, widzę masz problemy ze
> zrozumieniem średniowiecznej struktury społecznej. Moja propozycja: zainteresuj
> się tą strukturą, wtedy zrozumiesz, jaka jest różnica pomiędzy papieżem,
> cesarzem, królem, księciem, comesem, prostym rycerzem i chłopem. Jak się nad ty
> m
> zastanowisz, to wtedy uwolnisz się od mroków nacjonalizmów XIX-wiecznych i
> przestaniesz pisać banialuki o Niemcach i Polakach, zważywszy choćby na fakt, ż
> e
> rozwój cywilizacyjny naszego panstwa w owym nie jest do pomyślenia bez wkładu
> emigrantów z zachodu. Choć już jesteś na dobrej drodze, skoro piszesz o bitwie
> "wojsk" X z "wojskami" Y.
>
> Czepianie sie braku znalezisk archeologicznych jest smieszne. Niestety nie ma
> żadnych dowodów, że ta bitwa miała miejsce! I to jest problem.
>
> A teraz polecam źródełko do etymologii: Józef Domanski, Nazwy miejscowe
> dzisiejszego Wrocławia i dawnego okręgu wrocławskiego, Warszawa 1967. Bardzo
> pożyteczna książka, w której na stronach 34-35 znajdziesz etymologię toponimu
> "Caninus Campus". Pan Domanski rozprawia się z ludową etymologią, mówiąc o niej
> "tendencyjna". Tak, między nami, to wiele tych bitew na Psim Polu być musiało,
> jako że toponim "Psie Pole" wcale tak rzadko nie występuje............
Dyskusja rozwija się bardzo ciekawie i sądzę, że i ja mógłbym na ten temat parę
rzeczy powiedzieć (napisać). Formuła forum jednak nie sprzyja rozbudowanym
wypowiedziom. Poza tym my tu o pomniku! Do następnego wątku!

Wypowiem się z "punktu widzenia" mnie-jako-dziecka :-)))Mnie najbardziej
podobały się książki, w których było - tak trochę "wzniośle i na poważnie"...
"Runo" - bodaj moja najukochańsza książka dzieciństwa, o psie, który wśród
wielkich trudów i niebezpieczeństw wraca do swojego pana (od którego został
porwany), zresztą - gdy później czytałam "Lassie, wróć" trochę nawet byłam
rozczarowana, że Runo - to tak z czystej miłości do pana wracał, a Lassie -
instynktem wiedziona ;-))), "W pustyni i w puszczy" - Staś bohatersko opiekujący
się Nel, "Odważnie chodzą nocą" - opowiadania o pierwszych nieco poważniejszych
wyborach, jakich dokonują dzieciaki: co jest uczciwe, co nie, co jest dobre, co
złe, "Chłopcy z Placu Broni" - na czele z wątkiem Nemeczka...
Owszem - lubiłam też na przykład "Groszka i Natalię", przesympatyczną opowiastkę
"opowiadaną" przez jamnika, który opisuje historię swej przyjaźni z małą
córeczką swych właścicieli, nic podniosłego tam nie było ;-))) ale - był pies
przede wszystkim ;-))) i te wspominane przez Ciebie podobne - no, może nie
problemy, ale "okolicznosci zycia" - spacery, wizyty znajomych rodziców itp.
Natomiast - nie zawsze "trafiały" do mnie książki z akcją zbyt "niecodzienną" (i
np "Akademia Pana Kleksa" zupełnie mi w pamieci nie została, nigy do niej też
nie miałam chęci wracać, a już np takie "Porwanie w Tiutiurlistanie" było dla
mnie niestrawne... począwszy od nazwy "Tiutiurlistan", którą odbierałam jako
takie trochę "robienie ze mnie głupka": "przecież wiadomo, że państwa się tak
NIE nazywają, że to taki 'wymysł dla dzieci'" ;-)))
A propos "wymysłów dla dzieci" - czytałam kilkakrotnie "Gelsomina w kraju
kłamczuchów", opowieść do szpiku fantastyczną (Gelsomino, który głosem kruszy
mury, kot, jest "zrobiony" z cegły itp) - i z jednej strony ciekawiła mnie ona,
z drugiej - czułam jakieś takie chyba... zażenowanie? tą historią...

"Lassie, wróc"
"O psie, ktory jeżdził koleją" (serio)
"Dzieci z Bullerbyn (klasyka)
no i cudowna ksiązka "Bracia Lwie Serce, tez Astrid Lindgren

szarozielone...pozdrawiam cie

o psie ktory jezdzil koleją.
plakalam strasznie, do dzis pamietam.. nie jestem pewna czy ta ksiazka powinna
byc lekturą w 3 klasie podstawówki. ja długo nie moglam sie uspokoic.

E tam od razu przemaszerował, przecież o tym piesku to nawet książka była "O
psie który jeździł koleją";-P

Poza psem książka jest najlepszym przyjacielem człowieka. W psie jest za ciemno
by czytać.

Uwaga: nie moj pies, nie moja ksiazka, nie moja kuweta - cyt. Groucho Marx

u mnie nie
moja rodzina sie przeprowadzala ze trzy razy, tato jest takim niespokojnym
duchem, kurcze, powoli byl, bo sie uspokoil, i moj ojciec to sie naprzeprowadzal...

a jak mialam szesc lat, na tydzien przed zerowka moja rodzina zmienila miejsce
zamieszkania, mama miala gorzej, bo byla nauczycielka, potem zmienialam szkoly,
ale to cala i dluga historia

no oki w tym dwa razy w obrebie miasta, potem zmienilam miasto na studia
dlatego dzis nie mam takiego syndromu, jak ma wielu mieszkancow duzych miast:
nie jestem stad, jestem z prowincji
mieszkalam w duzych miastach, sama jestem z malego miastaczka, gdzie psy...,
potm wyladowalam w miescie zwanym czule mala Moskwa (kto zgadnie?) i to tez
symbol prowincji

no i mnie nosi, przyznam szczerze, czuje ze musze zmienic i kraj i jezyk, bo sie
powoli nudze

a co do Ameryki - Richaerd Sennett w ksiazce Der flexible Mensch o
niebezpieczenstwach takiego przymusu pisal: kapitalisci (nawet jak mnie tu
zwyzywaja od lewakow, a co tam) maja w ten sposob cale masy ludzi gotowych do
pracy, ktorzy sa samotni, nie maja kontaktow, wiec latwo ich wyrzucic, bo sie
nie zbuntuja
to chyba nie przypadek, ze USA zwiazki zawodowe i w ogole samoorganizacja nie
kwitnie
o takich pracach, a tez o malo platnych pracach pisze pieknie Barbara
Ehrenreich "Arbeit poor", znana dziennikarka pracuje w najt. miejscach pracy,
ksiazka ukazala sie po polsku
kurcze, chyba odbieglam od tematu

taki system ma zalety i wady, ja nie bylam do zmian zmuszona, lubie , ze sie
tak wyraze "obsikowac" nowe miejsca jak pies, nowy Aldi np. i takie tam, ale nie
wiem, jakbym sie czula, gdybymi miala wyjechac powiedzmy do Frankfurtu nad Odra
i pracowac za psie pieniadze

balbina126p napisała:

> Od poczatku gryzla wszystko w kolo, pozniej zaczela tez gryzc ludzi. nie
mozna z nia wyjsc normalnie na spacer, bo rzuca > sie na wszystkich.

gryzienie bierze sie albo z agresji albo ze strachu. Czasem tez z poczucia
odpowiedzialnosci za stado.
Kwestie odpowiedzialanosci psa, zachowan w stadzie dobrze wyjasnia ksiazka Jan
Fennel Zapomniany jezyk psow. Dla mnie to bylo wielkie odkrycie.
Tyle,ze jak slusznie podnosi wiele osob, nie wszystkie psie zachowania dadza
sie wytlumaczyc dominacja.
Ale generalnie jest to ksiazka dobra na poczatek, podobnie jak Johna Fishera
"Okiem psa".
Potem mozna przeczytac Stanleya COrena "Jak rozmawiac z psem", bo w moim
przekoanniau to ksiazka dla nieco zaawansowanych.

> wciaz gryzie wszystko (a ma 11 miesiecy juz), za kazdym
> razem, jak siedzi sama w domu sa jakies szkody. co robic?

wyjasnia to ksiazka Jan Fennel.
Pies-przewodnik stada zostaje sam, stado mu znika (poszliscie do pracy). Czuje
sie zagubiony wystraszony (no co jest u licha..), zdenerowany, musi to
zdnerwowanie jakos rozladowac, zaczyna gryzc i niszczyc.
Trzeba obnizyc hierarchie psa w stadzie.
O tym u JAn Fennel.
MOzna kupic kennel klatke, w ktorej psa sie bedzie zamykac, albo wydzielic
kawalek pokoju. NA klatke mozna zarzucic kawalek materialu, zeby przypominala
troche nore, w ktorej mozna ise schowac.
Pomysl kennel klatki budzil moj opor ale kiedy ktos w miare klarownie
wytlumaczyl, ze psy w gniezdzie z matka wiele miejsca nie mialy i zebyl to teren
bardzo ograniczony, to pomyslalam, ze moz i nie jest to calkiem glupie.
Zwlaszcza, ze kiedy nasze psy byly wystraszone, chowaly sie w jakeis male ciasne
ciemne kąty...

Mozesz jeszce dopytac na forum Zwierzeta, ale i tak raczej wszycy odesla Cie do
lektur. Moze poszukaj przez wyszukiwarke, bo problem co rusz pojawia sie na forum.
Nie Ty jedna masz takiego psa.

Pies nie lubi byc sam. Moze pomoc drugi pies. Albo kot.

I szkolenie. Ulatwia zycie.

A jaka książka ciebie wychowała?
Psie Serce, Bułhakow

Marek Aureliusz, Rozmyślania.

Te wszystkie bzdury są mu po to,żeby nie było łatwo człowiekiem
manipulować. Zeby rozumiał czym jest ewolucja i nie dał sobie
wmawiać kreacjonistycznych głupot, żeby wiedział na czym polega
inżynieria genetyczna i czym tak naprawdę jest żywność GMO. Zeby nie
bał się wszystkiego co nowe bo tego nie rozumie. Zeby wiedział, że
jak ma do czynienia z przypadłośią genetyczną (a takich jest co raz
więcej) to częstotliwość występowania 1 na 4 nie oznacza że
wystarczy co czwarte wyskrobać żeby mieć zdrowe dzieci
(autentyczne). Żeby nie był maszynką "do przerabiania nawozu"
zajmującą się zakupami, jedzeniem bez umiaru, oglądaniem telewizji
i graniem w gry na kompie bo inne zastosowania tego narzędzia nie
będą mu się mieścić w głowie (ewentualnie kopiuj wklej bez czytania
oczywiście w czym ostatnio celują uczniowie).
Taki co palił książki już był nie wyszło mu to na dobre. Może jakby
więcej czytał...
Żeby było jasne nie mam nic przeciwko umiejętnościom o których
piszesz. Nie może to być jednak podstawa wykształconego człowieka.
Biblioteki nie tylko gromadzą ksiązki coraz częściej zamieniają się
w nowoczesne centra informacji (barierą są niestety fundusze).
Kawiarenki internetowe też są na każdym osiedlu. Nie trzeba po to
zamykać bibliotek bo jednak nadal ludzie czytają książki - co
pocieszające. Dlaczego pocieszające? Bo oglądanie telewizji nawet NG
czy Discovery nie wzbogaca tak człowieka, nie rozwija jego
słownictwa, wyobraźni jak książka. Stwierdzone przez psychologów,
program na ten temat był kiedyś na wymienianym przez ciebie kanale
TV.Mamy w szkołach pełno oglądaczy TV od niemowlęctwa. Nie znają
bajek, nie potrafią skupić dłużej uwagi, są nadpobudliwi, niezbyt
ciekawi świata.Nie potrafią zbudować prostej wypowiedzi bez
powtórzeń, nie rozumieją przenośni tłumacząc je sobie dosłownie.
Jedyne co ich przyciąga to migający ekran telewizora albo gra
koputerowa.
A nauczyciele? Jak w każdym zawodzie są dobrzy i źli. Chcesz
wyrugować złych? Jestem za ale zacznijmy od znacznego podniesienia
pensji, wtedy zechcą być nauczycielami zdolni studenci a nie jak
dziś miernoty. Piszesz o językach - tylko kto ma ich uczyć. To
problem większości szkół. Zatrudnia się każdego kto cokolwiek umie
bo specjaliści mają w nosie szkołę za psie pieniądze.